Konsumpcja internetowych artykułów - moja historia i krótki poradnik

Witam w moim kolejny wpisie na blogu DP. Dzisiejszy tekst będzie składał się z dwóch części. Pierwszej - historycznej, w której opisze, jaką drogą doszedłem do rozwiązania, które zostało opisane w drugiej - poradnikowej części.

Trochę historii

Gazety i czasopisma

W dawnych czasach, kiedy nie miałem jeszcze dostępu do Internetu, żeby dowiedzieć się co słychać w świecie technologii lub gier kupowałem czasopisma. Do dziś pamiętam jak wracając z podstawówki zachodziłem do kiosku i za kieszonkowe kupowałem tytuły takie jak Komputer Świat, CD-Action czy PC Format. Następnie w oczekiwaniu na nowy numer, który przeważnie miał ukazać się (w zależności od magazynu) za dwa tygodnie lub miesiąc, czytałem posiadane wydanie od deski do deski. Jako, że zawsze bardzo lubiłem czytać oraz miałem wtedy sporo czasu wolnego nie stanowiło to dla mnie problemu.

Ogrom internetu

Po podstawówce przyszedł czas na gimnazjum i wtedy własnie wraz z uzyskaniem stałego dostępu do globalnej sieci mój sposób pozyskiwania informacji na interesujące mnie tematy znacząco się zmienił. Zamiast czytania dwóch czy trzech tytułów prasowych zacząłem przeglądać dziesiątki stron internetowych oferujących mi całkowicie za darmo recenzje, newsy, felietony i inne teksty. I własnie tu pojawia się słowo klucz "przeglądać", ponieważ w momencie mojego pierwszego zachłyśnięcia się ogromem dostępnych w internecie tekstów chciałem śledzić wpisy pojawiające się na tak dużej liczbie stron, ze zwyczajnie czasu starczało mi tylko na przejrzenie nagłówków i przeczytanie krótkich newsów. W odstawkę poszły kiedyś bardzo lubiane przeze mnie recenzje i felietony. Na szczęście ten sposób na konsumpcję treści związanych z nowymi technologiami oraz teraz już nie tylko samymi grami, ale szeroko pojęta popkulturą nie utrzymał się u mnie zbyt długo. Wkrótce z dziesiątek odwiedzanych prze mnie stron internetowych wyklarowała się krótka lista tych, na które zaglądałem codziennie, i o których mogłem powiedzieć, że naprawdę je czytam a nie tylko przeglądam. Były to serwisy takie jak: Dobreprogramy, Gamikaze, Komputer Świat, Gamezilla, Polter i dział z informacjami naukowymi na Onecie

Selektywne czytanie stron

Czas leciał nieubłaganie gimnazjum zamieniło się w liceum a mój sposób na konsumpcje treści nie ulegał znacznym zmianą. Zmieniały się tylko odwiedzane przeze mnie serwisy: Gamikaze stałą się częścią DP, Komputer Świat i Gamezilla zostały zalane falą automatycznie odtwarzanych materiałów wideo i z tego powodu zniknęły z mojej listy. Wskoczyły na nią za to Instalki i strona czasopisma CD-Action. Polter został zastąpiony przez Kawernę, serwis Onetu przez stronę Nauka w Polsce prowadzoną przez PAP do listy dołączyła strona Teraz Rock oraz wrestling.pl przy czym ta druga po jakimś czasie ją opuściła. 

Epoka agregatorów wiadomości

Liceum skończone, matura zdana, więc czas iść na studia. Mamy rok 2014 i właśnie teraz pojawiają się cztery nowe aspekty, które wymusiły na mnie zmianę przyzwyczajeń dotyczących konsumpcji treści. Po pierwsze był to brak czasu, po drugie nowy telefon - mój pierwszy smartphone z Androidem, po trzecie duża ilość czasu poświęcana na dojazdy i po czwarte chęć poszerzenia horyzontów. To właśnie te cztery czynniki sprawiły, że przestałem codziennie zasiadać przed komputerem i przeglądać po kolei każdą stronę z mojej listy codziennie odwiedzanych serwisów. Zamiast tego zacząłem korzystać z różnych aplikacji integrujących wiadomości. Przez te 4 lata zdążyłem dokładnie przetestować (niekoniecznie w tej kolejności) propozycje takiej jak Google News, Microsoft News, Squid i Mobilny Wykop. W tym miejscu muszę przyznać, że najbardziej do gustu przypadł mi pierwszy spośród wymiennych programów i to z niego głównie korzystałem aż do początku 2019 roku, ponieważ to prawie dokładnie rok temu mój sposób konsumpcji treści po raz kolejny uległ zmianie. 

Właściwe rozwiązanie 

I tak własnie dochodzimy do drugiej części mojego wpisu, w które przedstawię dwa narzędzia, które obecnie wykorzystuje do konsumpcji treści takich jak newsy, felietony, recenzje i inne artykuły. Pozwalają mi one na bardzo wygodne i szybkie zarówno przeglądanie, jak i czytanie artykułów na telefonie i komputerze.

Feedly

Sercem całego mojego systemu konsumpcji treści tekstowych jest klient kanałów RSS - Feedly. W tym miejscu od razu chcę zaznaczyć, że nie jest to jedyna godna polecenia aplikacja tego typu. Sam zanim zdecydowałem się na zakup wersji Pro wspomnianego narzędzia testowałem jeszcze Tiny Tiny RSS i NewsBlur, ale to właśnie wspomniane wcześniej Feedly najbardziej przypadło mi do gustu, więc teraz czas napisać czym właściwie jest to Feedly, a jest to czytnik RSS, który pozwala nam agregować teksty z wielu różnych stron (praktycznie każdego serwisów) w jednym miejscu. Obecnie śledzę w ten sposób ponad 60 źródeł, ale dzięki możliwości przypisania ich do konkretnej grupy tematycznej w moim "feedzie" raczej nie ma bałaganu. Właśnie słowo feed będzie tutaj kluczowe, ponieważ przeglądanie artykułów za pomocą Feedly przypomina trochę przeglądanie Facebooka czy Twittera. Co bardzo ważne omawiane narządzie pozwala na automatyczne zaznaczanie tekstów, których nagłówek i kilka pierwszych zdań już przewinęliśmy jako przeczytanych, co w połączeniu z gestem przesunięcia w prawo (lub kliknięcia i wybrania odpowiedniej opcji na urządzeniach bez ekranu dotykowego), który to przenosi artykuł do zakładki Reed Later, pozwala na bardzo wygodne przeglądanie nawet setek publikacji. Zresztą nie będę się rozpisywał na temat obsługi tej aplikacji, ponieważ najlepszy opis funkcjonowania omawianej usługi jaki można znaleźć w polskim internecie dostępny jest na tabletowo i szczerze zachęcam Was do zapoznania się z nim. W tym miejscu warto jeszcze wspomnieć, że Feedly w podstawowej wersji dostępne jest za darmo. Jednak ta edycja jest nieco okrojona. Ograniczona jest liczba możliwych do śledzenia źródeł oraz brakuje tak zwanych integracji. W przypadku omawianej usługi dostępne są także trzy wersje płatne:

  • Pro, która umożliwia śledzenie do 1000 źródeł (moim zdaniem absurdalnie wysoka liczba), zapisywanie tekstów w Evernote, Pocket i OneNote z poziomu aplikacji oraz daje dostęp do integracji z usługami IFTTT.
  • Pro+, która pozwala nam na śledzenie do 2500 źródeł oraz dodanie do Feedly naszego feedu z Google News oraz Twittera.
  • Najbardziej rozbudowana wersja Business.

Szczegółowe informacje na temat funkcji każdej z wersji oraz cennik dostępne są tu. Osobiście korzystam z wersji Pro, która kosztuje mnie 72$ rocznie, ponieważ kluczową dla mnie opcją jest możliwość automatycznego zapisywania artykułów do Pocket. W tym miejscu dodam jeszcze, ze klient Feedly dostępny jest na urządzenia z systemem operacyjnym Android, iOS i iPadOS, Windows 10, a także w wersji webowej

Pocket

Aplikacją, w której czytam wszelkiego rodzaju artykuły jest Pocket. Co prawda czytanie tekstów jest możliwe również w Feedly, ale usługa Pocket jako czytnik jest po prostu lepsza i ma kilka niezaprzeczalnych zalet. Co bardzo ważne artykuły w niej zapisane możemy czytać bez dostępu do internetu, co czasem przydaje się, gdy na przykład nie mamy zasięgu. W tym miejscu warto wspomnieć, że Pocket moze przetwarzać teksty dostępne na większości stron do formy, która bardzo przypomina zwykłego ebooka. Dodatkowo Pocket zawsze pobiera i wyświetla pełny tekst artykułu w przeciwieństwie do Feedly, które w przypadku niektórych stron nawet po kliknięciu w dany artykuł wyświetla tylko kilka pierwszych zdań i żeby przeczytać całość trzeba przejść do danej strony internetowej. Kolejną zaletą Pocket jest to, że aplikacja pokazuje ile czasu mniej więcej zajmie nam przeczytanie danej publikacji, co pozwala wybrać odpowiedni tekst na przykład na krótką jazdę metrem. Omawiana aplikacja zapamiętuje również miejsce, w którym przerwaliśmy czytać dany artykuł, dzięki czemu możemy szybko powrócić do przerwanej lektury. Przy opisywaniu narzędzia jakim jest Pocket nie sposób pominąć opcji czytania tekstów przez wbudowany syntezator mowy oraz możliwości dodawania nowych treści do aplikacji za pomocą bardzo prostego w obsłudze dodatku do przeglądarki. Warto także wspomnieć, ze Pocket daje naprawdę duże możliwość dostosowania wyglądu tekstu do naszych aplikacji.

Pocket dostępne jest całkowicie za darmo, jednak w tej wersji wyświetla reklamy. Jeśli komuś (tak jak mi) będą one przeszkadzać więcej o wersji premium można dowiedzieć się tu.

Pocket dostępne jest w formie aplikacji na urządzenia z systemem Android, iOS i iPadOS oraz MacOS a także w wersji webowej. Natomiast dedykowany dodatek współpracuje z przeglądarkami: Firefox, Chrome (działa również z Brave), Safari i Opera.

I tym sposobem dotarliśmy do końca mojego dzisiejszego nieco przydługiego wpisu. Na zakończenie standardowo dziękuje Wszystkim za uwagę oraz czekam na Wasze komentarze oraz zachęcam Was do zapoznania się ze spisem treści mojego bloga.