Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

O FreeBSD na desktopie, czyli rzuciłem wszystko i zainstalowałem UNIX-a

Początkowo chciałbym powitać wszystkich w moim kolejnym wpisie na blogu, który będzie powstawał przez tydzień, aby opisać wam wszystkim moje wrażenia z użytkowania FreeBSD*

Ostrzegam z góry, że znajduje się tutaj masa tekstu który jest moim własnym opisem przeżyć jak i subiektywną oceną o samym systemie. Jeżeli ktoś nie jest przygotowany na ścianę tekstu pisanego przez nastolatka opisującego swoje wrażenia z nowej zabawki może lepiej niech tutaj nie wchodzi, bo zniechęci się do czytania ewentualnych wypocin pochodzących z mojego profilu z przyszłości :)

Preludium.

r   e   k   l   a   m   a

Dwa tygodnie temu próbowałem postawić nowego Slacka na moim Thinkpadzie X200. Wszystko szło dobrze aż do momentu, kiedy musiałem edytować LILO i resztę zabawek, aby system wstawał z zaszyfrowanej partycji.
Jako iż nie należę do ludzi cierpliwych, i nie działało to za pierwszym, drugim... piątym razem postanowiłem, że mam tego dość.
Pogrzebałem w kieszeni i wyjąłem pendrive, na którym wypaliłem wcześniej FreeBSD 10.3 (bawiłem się shellem w livecd. Trwało to zaledwie z... 10 minut, ale liczy się zdobyty choć skrawek wiedzy).

Nie zastanawiajac się długo postanowiłem go zainstalować, bo ,,a czemu nie".

Bałem się o skonfigurowanie internetu, że będę musiał sprzęt zabrać do mojego mieszkania (albowiem wakacje spędzałem u babci, cokoby odpocząć od nadmiaru stresu).
Pierwsze zaskoczenie przy instalacji - możliwość automatycznej instalacji na zaszyfrowanym ZFS-ie. Jako iż należę do ludzi chodzących z folią aluminiową na głowie ucieszyłem się tym bardzo.
Po podstawowej instalacji, dodaniu użytkownika i ustawieniu haseł instalator pokazał mi dwa interfejsy do połączenia z internetem. Jako że nie posiadam kabla ethernetowego poza miejscem zamieszkania wybrałem kartę WiFi i... kolejne zaskoczenie, karta działa i poprawnie wykryła sieć!

Wpisałem hasło, po czym skończyłem konfigurację i uruchomiłem komputer ponownie.

Loguję się jako root, odpalam pkg install <masa pakietów potrzebnych do działania>, po czym programy zaczęły zasysać się na mój dysk. Następnie zmodyfikowałem rc.conf'a i .xinitrc, po czym ponownie zresetowałem sprzęt. Laptop pięknie wystartował i przywitał mnie mój pulpit.
Później doinstalowałem kilka widgetów do środowiska (trzeba pobierać je osobno, m.in whiskermenu, ale jak to zwykle bywa w UNIX-ach większość rzeczy da się załatwić jedną komendą), zainstalowałem i skonfigurowałem wine, pobrałem Steama... dalej wszystko działa bez problemów.
Jedyne problemy jakie napotkałem na tymże sprzęcie to: brak indykatorów od dźwięku i internetu (z WiFi trzeba się łączyć poprzez modyfikację wpa_supplicant, co jest jednak przyjemne i trwa tylko chwilę, dźwięk zmieniamy poleceniem mikser w konsoli), błąd w motywach do XFCE (naprawione instalacją gtk engine murrine, korzystam z Arc-a dlatego może to być dla kogoś przydatne w przyszłości), oraz niemożność zainstalowania poprzez Steama czegokolwiek (pokazuje 100GB wolnego miejsca, ale przy próbie instalacji wyskakuje komunikat o braku miejsca na dysku. Podejrzewam, że wine gryzie się z ZFS-em). 2 z 3 problemów zostało załatwione, tyle dobrego.

Dzień pierwszy.

Dzisiaj, czyli 21 lipca 2016 roku zachciałem spróbować tego samego na desktopie, jednak mój MBRowy dysk nie chciał współpracować (rok temu Debian ustawił mi dysk pod mbr'a, przez co musiałem żonglować partycjami przy zmianach systemu).
Spróbowałem załatwić to gdiskiem, który... rozwalił mi tablicę do tego stopnia, że nawet po instalacji nowego systemu nie chciał on wystartować (przy włączeniu komputera witało mnie logo MSI, następnie migająca ,,podłoga" nienawiści [ klawisz _]).
W tym momencie przemyślałem kilka ważnych (lub nie) spraw w życiu, wszystkie zbierane przez 5 lat dane na dysku i... odpaliłem instalator ponownie i wyzerowałem cały dysk, metodą auto[ZFS]. Cała reszta nastąpiła jak na laptopie, z wyjątkiem zmiany środowiska graficznego (na desktopie preferuję KDE).

Problemem przy instalacji pakietów był jedynie wyłączony linuxulator (linuxulator is not (kld)loaded), co zostało załatwione przez jedno polecenie. Przy kolejnym uruchomieniu nie działał mi xorg.
Po wyszukaniu na stronie FreeBSD działu o sterownikach Nvidii dodałem do pliku /boot/loader.conf fragment nvidia_load="YES". Po odpaleniu nvidia-xconfig i resecie wszystko działało bez zarzutu.

Stan na dzień dzisiejszy wygląda tak, że system działa i ma się dobrze, Steam do tej pory nie potrafi zainstalować żadnej gry i dalej jest mi z tego powodu smutno. Z początku nic z wine nie chciało wystartować, jednak odpalenie jednego skryptu naprawiło wszystko.
Jutro spróbuję odpalić League of Legends, jeżeli będzie to działało jak na Linuksie- jestem kupiony.
Gdyby ktoś natrafił na podobny błąd (tylko na kartach Nvidii na 64 bitowym systemie), to proszę, to powinno działać:
Jako root odpalamy /usr/local/share/wine/patch-nvidia.sh i cieszymy się sprawnym wine.

Czynności, które doprawiły mój desktop do stanu na dzień dzisiejszy:
-podstawowa instalacja i ustawienia systemu, dodanie użytkownika
-instalacja xorga oraz środowiska graficznego i podstawowych programów. Podczas tego momentu miałem wyżej wspomniany błąd linuxulatora, który naprawiłem poleceniem kldload linux.
Edycja za pomocą nano pliku /etc/rc.conf i dodanie dbus_enable="YES", hald_enable="YES" oraz w zależności od naszego login mangagera slim_enable="YES" (kiedy używamy slim), kdm4_enable="YES" (w wypadku KDM), lub <jakakolwieknazwaloginmanagera>_enable="YES"
-edycja /boot/loader.conf i dodanie linii nvidia_load="YES"
-instalacja pakietów lokalizacyjnych
-zmiana tapety, wyglądu etc, to już z poziomu KDE
-naprawienie wine poleceniem podanym powyżej

Screen na 21.07.2016r.

Póki co jestem bardzo zadowolony, ponieważ system jest świetny, i zawiera KDE4 (które moim zdaniem jest o wiele lepsze, przede wszystkim ładniejsze od KDE5).
Chyba nawet zaczynam dostrzegać wyższość BSD nad Linuksem. Proszę ludzie, nie zabijajcie mnie.
Zapraszam do komentowania i wysłania porad :)

EDYCJA

*Przez złośliwość rzeczy martwych nie jestem w stanie zrealizować planu odnośnie tego posta- padł mi dysk w komputerze...
Mimo wszystko polecam pobawić się systemami z rodziny BSD. Są łatwe w obsłudze, przyjemne i mogą nas wiele nauczyć odnośnie działania UNIX-ów.

Na pocieszenie screen z laptopa, na którym FreeBSD znajduje się od dłuższego czasu.

[image=2]
 

sprzęt oprogramowanie hobby

Komentarze