Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Okiem Pangrysa czyli jak okiełznać potwora - Gigabyte AMD Radeon R9 290 X Part I

Któregoś dość zimnego dnia, gdy nawet ptaki zamarzały w locie a padający niemal poziomo, śnieg odbierał chęć do spacerów, otrzymałem maila z propozycją by zapoznać się z topową kartą graficzną ze stajni czerwonych, czyli AMD Radeon R9 290 X w wersji niereferencyjnej.

Oczywiście, nie jestem szalony i co tu dalej ukrywać, z wielką radością zadeklarowałem chęć zapoznania się z tą kartą. Sama karta graficzna AMD R9 290X miał premierę na parę dni przed premierą gry Battlefield 4. Zbieżność nieprzypadkowa, bowiem przy zakupie tej karty, każdy klient miał otrzymać kod do BF4 do wykorzystania w Origin.

Niestety, po premierze przez długi czas były dostępne tylko wersje referencyjne karty. Pierwsze testy i benchmarki ujawniły moc topowej karty AMD, ale niestety też ujawniły takie wady jak nieakceptowalny poziom hałasu, jaki generuje wentylator pod obciążeniem czy dość wysoki pobór energii w porównaniu z bezpośrednią konkurencją, czyli GTX 780. Problemy te miały zostać rozwiązane wraz z pojawieniem się kart tzw. niereferencyjnych, które zaczęły się pojawiać na rynku z początkiem bieżącego roku.

r   e   k   l   a   m   a

AMD Radeon R9 290X tak naprawdę pokazuje, na co go stać przy rozdzielczości 4K, która powoli upowszechnia się, u co raz większej liczbie graczy czy grafików komputerowych.
AMD Radeon R9 290X ma moc obliczeniową 5,6 TFLOPS, posiada 2816 procesorów strumieniowych, 176 jednostek teksturujących, 64 ROP oraz przepustowość 320 GB/s. Całości obrazu dopełnia aż 4 GB pamięci GDDR5 na 512 bitowej szynie. Wręcz idealna karta dla zapalonego gracza no i zapewne... dla kopacza Bitcoinów czy innej wirtualnej waluty :)

Do mnie trafiła niereferencyjna, fabrycznie podkręcona karta graficzna Gigabyte AMD Radeon R9 290 X OC z autorskim chłodzeniem znanym z innych kart tego producenta, czyli WindForce 3X. Samo chłodzenie muszę uznać za bardzo wydajne, bowiem temperatura na GPU pod obciążeniem nigdy mi nie przekroczyła 81 stopni Celsjusza, co wydaje się niezłym wynikiem biorąc pod uwagę, że w przypadku karty referencyjnej mogło to sięgnąć nawet ok 95 stopni. Należy tu też dodać, że wersja Gigabyte ma jeszcze podkręcone taktowanie o 40 MHz w porównaniu z ze zwykłym R9 290X, co ma też niebagatelny wpływ na moją ocenę.

Niestety, ktokolwiek miał wcześniej kartę z chłodzeniem WindForce, ten wie, że do najcichszych nie należy. Tutaj jest niestety tak samo. Przy bardziej wymagających grach jak Battlefield 4 czy Crysis 3 chłodzenie robi się trochę denerwująco głośne. WindForce jest naprawdę wydajne, ale jak można było się domyślić, trzy wiatraki generują dość spory głośny szum, który na szczęście nie jest jak to złośliwie opisywali inni recenzenci, rykiem startującego odrzutowca generowanym przez pojedynczy wiatraczek z wersji referencyjnej. Poziom hałasu jest akceptowalny i bardziej porównałbym go dźwięku suszarki dobiegającego z zamkniętej łazienki :) Ja gram na słuchawkach i mi to tak nie wadzi, ale naszemu otoczeniu, niekoniecznie musi się to podobać :)

Budowa

Karta jest naprawdę wielka i co za tym idzie jest też wyjątkowo ciężka. Winę za ten stan rzeczy ponosi perfekcjonizm inżynierów Gigabyte oraz naprawdę rozbudowane chłodzenie. By schłodzić tego potwora użyto potężnych radiatorów z pięcioma miedzianymi heatpipe. Osobiście nie chciałem rozbierać karty, ale znalazłem zdjęcie kogoś, kto się nie bał i rozebrał kartę.

Jak to w konstrukcjach Gigabyte bywa, mamy do czynienia z aluminiowym ożebrowaniem karty, które usztywnia laminat i nie pozwala mu się odkształcać pod ciężarem dość sporego chłodzenia. Inną przemyślaną rzeczą jest widoczny na dole chłodzenia metalowy występ z logiem WindForce, które pomaga na bezpiecznie chwycić kartę by ją np. zamontować w komputerze, bez obaw, że coś uszkodzimy na karcie :)

Jak wspomniałem wcześniej, karta jest naprawdę ogromna. Sam laminat ma rozmiary 26,7 cm x 10 cm a sama karta to długość 28,5 cm szerokość 12,2 cm. R9 290X ma wysokość raptem tylko 4,30 cm, więc na szczęście karta spokojnie zajmuje tylko 2 sloty :) Ja na szczęście zmieniłem obudowę na nieco większą, więc zostało mi jeszcze trochę miejsca :)

Parametrem, który zrobił na mnie największe wrażenie była waga tego potwora. Karta jest naprawdę ciężka, o czym przekonała mnie kuchenna waga. Licznik pokazał 1050 g, czyli przeszło 1 kg wagi!! Słuszna waga jak na przystało na Potwora.

Z tyłu karty znajdziemy standardowe porty, czyli dwa wyjście DVI, jedno HDMI oraz jedno Display Port. Zasilanie doprowadzają dwa gniazda, jedno 8-pinowe i jedno 6-pinowe.

Technologie

Sercem karty jest chipset Havaii XT, który obsługuje nie tylko biblioteki DirectX 11.2, ale również Mantle, czyli niskopoziomowe API na kartach graficznych bazujących na architekturze GCN. W grę tu wchodzi nowa rodzina kart AMD R9/R8/R7 oraz Radeony HD Serii 7000. Nowe Radeony dzięki obsłudze API Mantle, pozwala wycisnąć z naszego sprzętu o wiele więcej i będzie to szczególne przydatne dla zapalonych graczy, którzy raczej nie lubią zmarnowanych zasobów komputera. I jak pokazują testy na Battlefield 4, nie są to czcze przechwałki. To naprawdę działa !

Karta R9 290X w odróżnieniu od poprzedniej przez ze mnie testowanej MSI R9 280X, obsługuje też technologię AMD TrueAudio. Dźwięk ma być renderowany normalnie niczym grafika, nie zaś odtwarzany i filtrowany, tak jak dotychczas. Korzystać z tego mają już takie gry jak: Thief, Murdered: Soul Suspect albo Lichdom… Niestety, sam nie miałem okazji do sprawdzenia technologii TrueAudio. A szkoda :( Pozostawię to dla następnego usera tej karty. :P

W kolejnej części pokażę jak nasz Potwór sprawuje się w wymagających grach, przytoczę garść benchmarków i opiszę Mantle, które naprawdę, póki co, bardzo pozytywnie zaskakuje.

Ale o tym nieco później.

 

sprzęt gry

Komentarze