r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Pirackie odtwarzacze z Kodi będą ścigane jak pirackie karty TV-SAT?

Strona główna AktualnościINTERNET

1 kwietnia zainteresowani odtwarzaczem Kodi mogli dać się nabrać na primaaprilisowy żart – strona główna projektu została zastąpiona interaktywną planszą, informującą o tym, że amerykańskie organa ścigania zajęły domenę kodi.tv w ramach antypirackiej operacji. Śmieszne? Bardzo śmieszne. Jak tak dalej pójdzie, to jednak niewykluczone, że taką planszę zobaczymy już nie jako primaaprilisowy żart. Dzięki staraniom stowarzyszeń branży filmowej coraz trudniej jest przedstawić Kodi jako niewinną platformę do odtwarzania multimediów, nie mającą nic wspólnego z piractwem.

Rosnącą popularność pirackich streamingów w Internecie najlepiej pokazują statystyki torrentowych trackerów. Z naszych obliczeń wynika, że rok do roku średnia popularność najciekawszych seriali udostępnianych na BitTorrencie, mierzona liczbą ich wysiewających poprzez The Pirate Bay, spadła o około 30%. Być może to w pewnym stopniu efekt tego, że niektórzy internauci kupili sobie abonament na Netfliksa, ShowMaxa czy inne HBO GO, ale z drugiej strony – żaden z wiodących serwisów VoD nie odnotował aż takiego wzrostu oglądalności w ciągu tego ostatniego roku.

Znacząco za to wzrosło zainteresowanie podłączanymi do telewizorów odtwarzaczami multimedialnymi z Androidem, które od razu przynoszą gotowy do oglądania pirackich filmów i seriali odtwarzacz Kodi. Ceny są nie do pobicia. Oto pierwsza z brzegu oferta z takim odtwarzaczem na AliExpress. Już za 31 dolarów dostajemy pudełeczko z procesorem Amlogic S905X, 1 GB RAM, wsparciem rozdzielczości do 4K/60 FPS na kodekach VP9 Profile-2 i H.265 – a to wszystko pod kontrolą Androida 6.0 z Google Play. Sprzedawca zainstalował na tym aplikacje Netflixa, Skype’a czy YouTube’a, ale to nie koniec. Otwarcie reklamuje, że na jego odtwarzaczu znajdziemy Kodi z takimi wtyczkami jak Ororo.tv, Movies HD, Exodus czy Showbox.

r   e   k   l   a   m   a

Piractwo wygrywa wygodą

Dla Zwykłego Użytkownika oznacza to, że po rozpakowaniu takiego pudełeczka, podłączeniu go do sieci i do telewizora, ma tysiące spiraconych filmów i seriali na wyciągnięcie ręki – bez konieczności samodzielnego poszukiwania ich w Internecie, bez ryzyka napotkania malware, i co najważniejsze, bez jakiegokolwiek ryzyka prawnego, przynajmniej w Unii Europejskiej. Póki co bowiem nie ma żadnych sankcji karnych dla tych, którzy oglądają udostępniane w sieci pirackie streamingi. Nic więc dziwnego, że odtwarzacze z Kodi i kompletem pirackich wtyczek wyrosły na główne zagrożenie dla właścicieli praw autorskich, tym bardziej, że kupić je bardzo łatwo, nie tylko w chińskich serwisach, ale nawet na Amazonie czy Allegro.

Sytuacja jest o tyle ciekawa, że w praktyce taki odtwarzacz niczym nie różni się od rozwiązań, które pozwalały w poprzednich dekadach oglądać zakodowane kanały telewizji satelitarnej – i które zostały szybko zdelegalizowane. W świetle polskiego prawa samo posiadanie pirackich kart do odbioru płatnych pakietów telewizyjnych (np. popularne Funrarri z wgranym odpowiednim software) jest karane. Osoby w ten sposób „kradnące sygnał” mogą zostać ukarane grzywną, a nawet więzieniem.

Amazon: zniszczymy, skonfiskujemy

Pierwsze kroki do potraktowania odtwarzaczy z Kodi na równi ze sprzętem do telewizyjnego hackingu zostały już poczynione przez Amazon. Największy sklep internetowy na świecie zmienił swoją politykę, oficjalnie zakazując wystawiania odtwarzaczy multimedialnych, które mogłyby „ułatwiać piractwo”. Sprzedawcy, którzy taki towar wystawiają, ryzykują jego zniszczeniem (znajduje się on fizycznie w centralach logistycznych Amazonu), bez jakiejkolwiek rekompensaty. Ich konta zostaną zawieszone, a należne płatności wstrzymane, a nawet skonfiskowane.

Dla antypirackiej organizacji Irdeto to przełom – oto po raz pierwszy wielki gracz podjął działania pozwalające realnie ograniczyć zasięg pirackiego marketingu. Mark Mulready, dyrektor ds. cyberusług w Irdeto wyraził nadzieję, że inne firmy e-commerce pójdą w ślady Amazonu. Czy jednak cokolwiek to zmieni? Na dobrą sprawę piracki odtwarzacz z Kodi od niepirackiego różni jedynie jakieś 5 minut czasu potrzebnego na instalację wtyczek pozwalających łatwo odtwarzać wszystko, czego dusza zapragnie. Wystarczy że sprzedawca przeredaguje ofertę na Amazonie, usuwając wszelkie wzmianki o Exodusie czy Showboksie i może czuć się bezpiecznie. Wątpliwe więc, by organizacje antypirackie dały się długo w ten sposób wodzić za nos. W końcu zobaczą, co jest głównym problemem.

Według oficjalnych statystyk, z odtwarzacza Kodi pod koniec 2016 roku korzystało ponad 38 mln użytkowników. To wzrost o 97% rok do roku. Czy ktoś naprawdę wierzy (poza twórcami Kodi) w to, że ten wzrost napędzany był przez chęć oglądania legalnie udostępnianych streamingów z oficjalnego repozytorium odtwarzacza?

Przełomowy w tej sprawie będzie wyrok w sprawie narzędzia zdalnego dostępu NanoCore, którego autor Taylor Huddlestone został zatrzymany przez FBI za udział w spisku mającym na celu cyberprzestępczą działalność. Między NanoCore a Kodi istnieje wiele istotnych analogii. Jedno i drugie reklamowane jest jako świetne narzędzie do dozwolonych przez prawo aktywności, zarazem jednak jedno i drugie wykorzystywane jest przede wszystkim do naruszeń prawa. Jeśli Huddlestone, jako twórca NanoCore może zostać postawiony przed sądem za ułatwienie nielegalnych działań, tj. cyberataków, to równie dobrze przed sądem postawieni mogą zostać twórcy Kodi, właśnie za ułatwienie nielegalnych działań – uczynienie z pirackiego streamingu rozwiązania lepszego i wygodniejszego niż oferta legalnych dystrybutorów.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.