Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Pirackie zyski ...

Jako że jest to mój debiut, chciałbym wszystkich Was gorąco powitać i jednocześnie prosić o pozostawianie w komentarzach wszelkich swoich spostrzeżeń mimo, że tytułowy problem poruszany był już miliony razy :).

Temat piractwa komputerowego zawsze budzi skrajne emocje różnych grup społecznych. Jedni próbują wmówić sobie że nikogo nie okradają, inni uważają się za świętych twierdzących, iż nigdy takiego, czy też zbliżonego zbrodnialczego czynu się nie dopuścili. Do tego grona swoje pięć groszy dorzucają także ci, którzy mają to w głębokim poważaniu, jak i ci przedstawiający swoje pomysły na zwalczanie tego zjawiska.

Każde pojawiające się doniesienie jest po chwili zalewane żalami, wyzwiskami w stronę producentów, czy też "jeżdżeniem" po innych komentujących za to, że mają odmienne zdanie. Całą atmosferę podsycają nie tylko trolle, ale także przedstawiciele takich organizacji jak np RIAA, czy przedstawiciele samych wydawców, którzy to wiecznie narzekają na ogromne straty finansowe jakie ponieśli z tego tytułu. Najbardziej spektakularnie wyglądają liczby tej ostatniej grupy, gdzie żongluje się liczbami przekraczający często setki milionów dolarów utraconego rocznego zysku. Należy jednak zadać kilka podstawowych pytań:

r   e   k   l   a   m   a

Na jakiej podstawie można stwierdzić rzekome straty?

Najprościej jest zatrudnić zewnętrzną firmę (bądź też nakazać kilku osobom z własnej korporacji) zajmującą się analizą rynku, i sprawdzić jak wiele produktów zostało pobranych nielegalnie z sieci. Następnie wystarczy tylko przemnożyć tę liczbę przez rynkową cenę towaru i mamy przepis na gotowe miliony.

Ilu piratów piraci?

Pytanie to jest moim zdaniem nad wyraz słusznie postawione, ponieważ odpowiedź na nie jasno wskazuje błąd przy obliczaniu kolosalnych strat finansowych. Otóż osób kupujących filmy lub gry komputerowe w dniu premiery jest tak naprawdę niewiele. Z tego co chyba każdy zauważył wynika, że najlepiej sprzedającymi tytułami są te, które zostały najbardziej rozreklamowane i posiadają mocną markę. Reszta kurzy się na sklepowych półkach do czasu, aż ktoś nie uzna ich za wartościowy produkt.

Jak jednak poznać co warto nabyć a czego nie?

Najprostszą drogą są tutaj pirackie wersje gier/programów czy pobranie upatrzonego albumu/filmu z sieci lub od znajomego. W ostatnich czasach - jeśli wskoczymy na temat gier - brakuje dem, a w legalny sposób możemy obejrzeć często przekolorowane trailery i oceny na poziomie 85+/100. Wielu z nas przestało już w nie wierzyć i jedyną opcją pozostaje zdobycie tytułu na czarnym rynku.

Ostatnie słówko odnośnie dem - jakiś czas temu pobrałem z ciekawości demo arkanii i takiej fuszerki dawno nie miałem okazji oglądać. Problem z optymalizacją, rozjeżdżające się tekstury, a miejscami ich całkowity brak. Czy takie "coś" ma być podstawą do kupna wersji oryginalnej?

Wbrew powszechnemu przekonaniu wielkich molochów to właśnie ci sami piraci, napastowani, ścigani i tępieni mają ogromny wkład w końcowe zyski tychże koncernów.

Czy sytuacja na rynku, w której nie byłoby żadnej formy piractwa komputerowego przyniosła by oczekiwane zyski?

Moim zdanie oczywiste jest, że nie. Głównie ze względu, iż ogromna liczba "torrentowców" tylko sprawdza czy warto wydać ciężko zarobione pieniądze. Bez tego ludzie kupiliby film, muzykę czy inną twórczość - za pierwszym razem w ilości większej niż normalnie, jednak w przypadku odczucia wybrakowanego towaru drugi raz nie daliby się oszukać. A co z tymi prawdziwymi złodziejami? A no nic, oni i tak by nie wzięli płyty z muzyką czy filmem nawet gdyby producent za to dopłacał - sprawa honoru ...

Na sam koniec chcę tylko powiedzieć, że w moim odczuciu firmy za bardzo przywiązują wagę do pustych liczb, jednocześnie bagatelizując odbiorcę i działania tego specyficznego rynku. Nie wszyscy pobierający treści z internetu są złodziejami jednak każdy z nich zapewnia darmowy rozgłos i reklamę taką na jaką produkt zasługuje - czasem pozytywną, a czasem wręcz odwrotnie.
My jako użytkownicy szanujemy twórców i chcemy im płacić za dobrze wykonaną pracę, jednak nie lubimy jak próbuje się nas wykiwać wciskając coś, czego nie da się używać. 

inne

Komentarze