Piwniczne Widziadła

Kojarzycie ten motyw, kiedy pod artykułem o nowoczesnych przeglądarkach internetowych, ktoś z nieświeżym oddechem wpada nagle w komcie i twierdzi, że rozwiązania bazujące na informatycznej prehistorii są jedyną słuszną drogą?
 

Zakius - Schizofrenia Niekontrolowana

Można wtedy przeczytać wstrząsające napletkiem rewelacje, że tylko skróty klawiaturowe stosowane w prehistorycznych przeglądarkach, używanych przez obydwu użytkowników mogą być uznane za standard. Zresztą nawet nie o standard chodzi, tylko o to, że te nowe przeglądarki, oparte na Chromium to nawet skrótów nie pozwalają zmieniać i konfigurować tak jak się komuś podoba.

To, co widzicie na poniższym screenie to oczywiście fotomontaż, a nie złośliwość twórców Vivaldiego.

Trollik nie wszedł za pierwszym razem, ale przecież pora jeszcze wczesna, mama nie woła na kolację więc:

Kiedy okazuje się, że te skróty jednak istnieją i są zaimplementowane na poziomie przeglądarki (bo przecież wszystkim wiadomo, że zazwyczaj są implementowane na poziomie sterownika klawiatury) okazuje się, że to jednak chodziło o rozszerzenia. Te ponoć na skróty nie pozwalają.

Że co? Że pozwalają? Oj, to nic. Przecież wiadomo, że jak człowiek instaluje przeglądarkę, a potem zabiera się za dodawanie rozszerzeń, to najpierw leci na GitHub i przegląda kod źródłowy. Trzeba koniecznie sprawdzić, czy to aby na pewno koszerne i takie jak pod koniec lat 90' ubiegłego stulecia. Wszak to Netscape kiedyś rządził i mieścił się na kilku dyskietkach.

Co tam stękasz? Że ci skróty działają i możesz je modyfikować? Ale powiedz szczerze jak na spowiedzi świętej czy są takie same i zaimplementowane tak jak wtedy kiedy wasze łojce nosiły bokobrody, korale i dzwony? Wątpię.

Na wypadek gdybyście nie byli jeszcze przekonani, że ino Łoterfokz Klassikko jest jedyną przeglądarką nadającą się do użytku w drugiej dekadzie XXI wieku, polecam to:

Pewnie myślicie sobie, że jak możecie w Vivaldim otwierać strony internetowe, modyfikować i dodawać skróty, instalować rozszerzenia, używać kart i zakładek, które możecie synchronizować pomiędzy różnymi urządzeniami, oglądać filmy, słuchać muzyki używać dev tools to wystarczy, żeby mówić o nowoczesnej przeglądarce... A czy wasz dziadek na Amstradzie synchronizował? No właśnie...

Gdyby jednak okazało się, że dziadek był kozak i robił synchro przez RSa, to pewnie jesteście ślepi, bo:

Tak. Gdybyście jeszcze nie zauważyli, to Chromium implementuje algorytm rozmywania tekstu, żeby napędzić klientów znajomemu okuliście. Zobaczcie sami:

teraz to samo, tylko z innej przeglądarki:

 Spokojnie, nie szukajcie lupy, zaraz zrobimy porównanie liter na pikselach:

Że nie widać tu żadnego rozmycia? Spokojna wasza rozczochrana, wszak wiadomo, że jedynie słuszne monitory to Neptuny 156 podłączone kablem antenowym i w takich właśnie warunkach powinniśmy przeprowadzać oględziny!

Oczywiście veganie, pederaści i producenci Chromium utworzyli globalny spisek wespół z lokalnymi oddziałami hipnotyzerów i utrzymują ludzkość w stanie błogiej nieświadomości:

Tylko spójrzcie, tego typa powinniście kojarzyć (dla ułatwienia podpowiadam, że to nie jest ten aktor z serialu Tomek i Kasia):

Trzeba pamiętać, że Chromium oprócz mącenia koniom w łbach i podkradaniu jajek z kurnika nakłada na prostych chłopów drastyczne ograniczenia. Na przykład nie pozwala usuwać przycisków zamykania kart:

tak jak to widać na poniższym obrazku:

Oczywiście toolbar też nie podlega personalizacji:

Na koniec warto nadmienić, że lepiej jest używać przeglądarki, która nie potrafi gospodarować dostępnymi zasobami, niż takiej, która potrafi. Bo wiecie, IBrowse 2.5 śmiga na AmigaOS 3.x jak ta lala, obsługuje HTMLa i Amigowcy sobie chwalą!