reklama

Playtest Gears of War 2

Strona główna Aktualności

O autorze

Miłośnik gier komputerowych, konsolowych i nowych technologii, zwłaszcza owoców azjatyckiej myśli technicznej. Recenzent, czasem doradca oraz fotograf, zawsze otwarty na innych ludzi. Filolog.

Nie ma się co oszukiwać – cała masa ludzi czeka na kontynuację fenomenalnej gry Gears of War. W 2006 roku było to objawienie tak graficzne, jak i grywalnościowe, którego sukces wciąż chce naśladować praktycznie każdy producent strzelanek – taki system chowania się za przeszkodami to już nie ukrywajmy klasyk. Co więcej, ta leciwa pozycja nadal zachwyca. A tutaj „dwójeczka” już za rogiem i… tylko bardziej widać, jakże niesamowicie dopracowanym produktem był pierwowzór. Owszem, w sequelu w wielu aspektach podniesiono poprzeczkę, tzw. opad szczęki także jest, na pierwszy rzut oka to jednak „tylko” stare, dobre, podrasowane „gyrosy”.

Gears of War 2 podobnie jak poprzedniczka korzysta z Unreal Engine 3, z taką różnicą, że na przestrzeni ostatnich miesięcy silnik ten uległ konkretnym przeobrażeniom. Poprawiony oświetlenie i cienie, aby wszystko wypadało jeszcze bardziej realistycznie. Doszła możliwość niszczenia otoczenia, choć raczej w symbolicznym stopniu – nie da się na oślep wyrąbywać sobie dziur gdzie popadnie, ot odpadnie tynk z pomnika, a wybuchająca butla rozsadzi raptem pół ściany. Naprawdę porządnie prezentują się w GoW 2 za to ciecze, typu woda czy krew. No i wszelkie elementy „mięsne” – obrzydliwie wręcz fascynująco. Czy tekstury się dalej potwornie dogrywają? Tak, ale tym razem stopniowo, niemal „wyrastając” z obiektów. W każdym razie wizualnie wypada to lepiej jak doskonale znane „nie ma – cyk! – i jest”.

Jeśli nie czytaliście jeszcze zapowiedzi gry na Gamikaze to gorąco polecam do niej zajrzeć. Mimo wszystko jednak w skrócie przypomnę fabułę kontynuacji – oto niedobitki ludzkości chronią się przed Locustami na skalnym płaskowyżu Jacinto, sprytny wróg jednak zaczyna okopywać miejscówkę, która stopniowo się osuwa w głąb planety. W międzyczasie Marcus z ekipą biorą udział w akcji o kryptonimie „Łódź Ratunkowa” mającej na celu dotarcie do poukrywanych wciąż na planecie Sera nielicznych ocalałych i uczynienie z nich żołnierzy. Przy okazji Dominic Santiago ma swoją własną misję – odnaleźć zaginioną po ataku „szarańczy” (w którym stracili pociechy) żonę Marię. Czemu w pierwszej części gry nie było o tym wzmianki jest dla nas niepojęte – innymi słowy na razie nie bardzo chwytamy ten cały „melodramat”...

1 2 3 następna
© dobreprogramy

Komentarze

reklama
Polecamy w WP TechnologieWP TechnologieNie wiemy, co jemy - państwowe badania to kropla w morzu. Projekt FoodRentgen chce to zmienić