reklama

Polska Ekstraklasa przeciw kibicom-piratom: czystki na YouTube i Facebooku

Strona główna Aktualności

O autorze

Hodowca maszyn wirtualnych i psów, poza tym stary linuksiarz, bonvivant i śmieszek. W 2012 roku napisał na DP o algorytmie haszowania Keccak i wciąż pamięta, jak on działa.

Granice dopuszczalnego użytku materiałów chronionych prawem autorskim to zawsze temat śliski, zależny od interpretacji stron. Czasem nawet publikowanie urywków takich treści, w dobrej wierze, w imię komentarzu czy krytyki, może spotkać się z wrogą reakcją czy to właściciela takich praw, czy platformy hostującej treści. Historia prowadzonych przez kibiców kanałów polskiej Ekstraklasy na YouTube, które w ostatnich dniach utraciły sporą część swoich treści pokazuje, jakim zagrożeniem dla kultury i rozrywki jest centralizacja Internetu – od decyzji jednego menedżera mogą zależeć losy całych społeczności.

Był sobie na YouTube taki kanał o swojskiej nazwie, PanZdzisekPL. Pod podobną nazwą (PanZdzichuPL) znaleźć można było też powiązaną z nim fanowską stronę na Facebooku. Wykorzystanie wiodących mediów społecznościowych miało zapewnić popularność w środowisku kibiców. I w sumie zapewniło, materiały te oglądały dziesiątki tysięcy kibiców, tysiące polubiło facebookową stronę Pana Zdzicha. To jednak nic w porównaniu do facebookowej strony Ekstraklasa Trolls, która miała w pewnym momencie niemal 200 tysięcy polubień, będąc prawdziwym centrum internetowej społeczności kibiców.

Wszystko to w czasie przeszłym, gdyż zarówno kanały YouTube, jak i fanpage Ekstraklasa Trolls, jak to się dziś mówi, spadły nagle z rowerka. Nie tylko zresztą one. Najpopularniejsze strony fanowskie, kanały cenionych mikserów wideo – po tym już nie ma śladu. Co się stało?

Kibice wskazują na spółkę Ekstraklasa SA. To ona miała wywierać presję na społecznościowe serwisy, zgłaszać publikowane tam materiały, jako „naruszające jej prawa autorskie”. W końcu zaowocowało to likwidacją tych kanałów. Sama spółka jednak kategorycznie zaprzecza tym oskarżeniom, twierdząc, że zablokowanie kanałów jest wynikiem złamania regulaminu serwisu YouTube i nie wynikało z bezpośredniej interwencji. Jej menedżer ds. komunikacji Maksymilian Michalczak podkreśla, że to samo dotyczy też usunięcia strony Ekstraklasa Trolls z Facebooka, też nie Ekstraklasa SA jest za to odpowiedzialna.

Mająca całość praw do transmisji meczów Ekstraklasy spółka wyjaśnia zarazem, że jednym z jej zadań jest dbanie o interesy właścicieli praw mediowych, w tym walka z piractwem – proces, który toczy się na bieżąco. Skróty meczów i materiałów promujących Ekstraklasę legalnie pojawiają się jedynie w kanałach NC+, Eurosport, TVP, Polsat i TVN, w serwisie Ekstraklasa.tv, na stronach Grupy Onet-RASP i na profilach social mediowych klubów i samej Ekstraklasy.

Sam Pan Zdzichu skomentował to następująco: Liga jest już dobrze schowana w C+, do którego dostępu nie ma wielu ludzi. Teraz będzie jeszcze jej mniej na Facebooku, a highlightów o EK na YT nie będzie, bo będą usuwane. Zwrócił również uwagę na praktyki panujące w lidze NBA: Komisarz ligi Adam Silver powiedział, że: "Highlights are marketing". I jest całkowite przyzwolenie na wrzucanie filmów na YT i nie są one usuwane. Dzięki temu jest wiele świetnych filmów, które wg mnie przerastają moją działalność o dwa poziomy. Szkoda, że ludzie w EK nie myślą podobnie, ale mają do tego prawo i obrali inny kierunek. Życie”

Trolle Ekstraklasy nie zamierzają się tymczasem poddawać. Już reaktywowały stronę na Facebooku, która szybko zdobyła ponad 80 tysięcy polubień. Zobaczymy, ile wytrzyma ta nowa – serwis Marka Zuckerberga nie raz pokazał, że potrafi usuwać treści, a i całe strony w mgnieniu oka, jeśli tylko w jakiś sposób mu się nie podobają. Użytkownicy zaś nie widząc żadnej alternatywy, dalej godzą się na takie praktyki.

Trzeba jednak powiedzieć, że coś się zmienia. O ile projekty pokroju Diaspory raczej nie zdobędą uznania wśród zwykłych użytkowników, są zbyt skomplikowane technicznie i zbyt niezrozumiałe, brakuje też im analogicznych do Facebooka funkcjonalności, to w ostatnich miesiącach zaczęła u nas wyraźnie rosnąć popularność VK.com, znanego niegdyś jako Vkontakte.ru. Rosyjski serwis społecznościowy znany jest z bardzo liberalnej polityki względem wszelkich treści, odwiedzając go użytkownik może mieć czasem wrażenie, jakby wpadł na jakiś imageboard – uchodzi niemal wszystko, pełno jest stron, które publikują treści znacznie bardziej problematyczne z perspektywy ochrony praw autorskich, niż to, co robił np. Pan Zdzichu na YouTube.

Kto wie, czy ta rosnąca popularność rosyjskiego konkurenta nie wynika właśnie z polityki prowadzonej przez Zuckerberga – już kilka polskich grupek z fajnymi obrazkami z Internetu po zamknięciu na Facebooku rreaktywowało się właśnie na VK.com.

© dobreprogramy
reklama

Komentarze

reklama
Polecamy w WP TechnologieWP TechnologieNie wiemy, co jemy - państwowe badania to kropla w morzu. Projekt FoodRentgen chce to zmienić