Polski rzecznik Trybunału Sprawiedliwości przeciw nadużyciom prawa do prywatności

Strona główna Aktualności

O autorze

Po dwóch ostatnich tygodniach obcowania z Internetem poddanym reżimowi RODO, można by było pomyśleć, że prywatność jest najważniejszą wartością Zjednoczonej Europy. A jednak nie. Istnieje wartość ważniejsza od prywatności – to ochrona praw autorskich. Tak przynajmniej uważa Maciej Szpunar, rzecznik generalny Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

Historia jakich wiele – ktoś gdzieś udostępnił w internecie chronione prawem autorskim treści, zaś właściciel praw autorskich pociągnął udostępniającego do odpowiedzialności. Gdyby działo się to w USA, konsekwencje byłyby jasne. Działo się to jednak w Niemczech, gdzie prawo do prywatności jest rzeczą świętą, sprawa więc przybrała nieoczekiwany obrót.

Może to rodzice, a może ktoś inny?

8 maja 2010 roku niejaki Michael Strotzer był posiadaczem łącza internetowego, poprzez który udostępniony został w sieci peer-to-peer audiobook, do którego prawa autorskie miało niemieckie wydawnictwo Bastei Lübbe. Biegły stwierdził w sposób nie podlegający wątpliwości, że adres IP należał wówczas do pana Strotzera.

28 października 2010 roku spółka Bastei Lübbe wysłała do Michaela Strotzera pismo, w którym wezwała go do zaniechania naruszenia prawa autorskiego. Odpowiedzi nie otrzymała, więc wystąpiła do sądu rejonowego w Monachium z powództwem o odszkodowanie pieniężne od p. Strotzera jako posiadacza adresu IP.

Podczas procesu Michael Strotzer zaprzeczył, jakoby udostępniał tego audiobooka, oraz zapewnił, że jego łącze internetowe było wystarczająco zabezpieczone. Skoro jednak biegły wykazał, że to z jego IP audiobook był udostępniany, to czy wszystko nie jest jasne? Nie do końca. Otóż Strotzer stwierdził, że do tego łącza dostęp mieli także jego rodzice, z którymi pozostaje w tym samym gospodarstwie domowym. Z tego jednak co mu wiadome, ani nie mieli audiobooka na swoim komputerze, ani nigdy nie używali oprogramowania do wymiany plików P2P. Co więcej, ich komputer miał być wyłączony w chwili naruszenia praw autorskiego.

Z tego właśnie powodu sąd rejonowy w Monachium oddalił powództwo spółki Bastei Lübbe. Stwierdzono, że niemożliwe jest wykazanie, że to Michael Strotzer popełnił zarzucany mu czyn, skoro wskazano, że mogli to też zrobić też jego rodzice. Od tego zaskakującego wyroku powód się oczywiście odwołał do sądu okręgowego w Monachium. Ten skłonił się do uznania odpowiedzialności Michaela Strotzera jako sprawcy zarzucanego mu naruszenia prawa autorskiego, ponieważ z jego wyjaśnień nie wynikało, aby w momencie dokonania naruszenia z łącza internetowego korzystała osoba trzecia. Wszystko jasne?

Chcesz oskarżać? Sam znajdź dowody

A jednak nie wszystko. Sąd apelacyjny zauważył bowiem, że w Niemczech obowiązuje orzecznictwo, jakie wiele lat wcześniej przedstawił Federalny Trybunał Sprawiedliwości (Bundesgerichtshof). Wynika z niego, że to powód musi przedstawić okoliczności faktyczne i dowody naruszenia prawa autorskiego. Co więcej, domniemanie faktyczne przemawia za sprawstwem posiadacza łącza internetowego tylko wtedy, jeżeli w momencie naruszenia prawa inne osoby nie mogły korzystać z tego łącza. Zarazem jednak z orzecznictwa tego wynika, że na posiadaczu łącza internetowego spoczywa wtórny ciężar dowodu – musi on wskazać, które inne osoby miały niezależny dostęp do jego łącza internetowego.

Skoro jednak istnieje podejrzenie, że mogli to być rodzice pozwanego, to wyjaśnień żadnych przedstawiać w tym wypadku nie trzeba. Artykuł 7 Karty praw podstawowych Unii Europejskiej gwarantuje bowiem stosowanie zasady ochrony prywatności życia rodziny. W tym wypadku obowiązek ujawnienia działań rodziców Michaela Strotzera stanowiłby nieuzasadnioną ingerencję w jego sferę rodzinną.

Nie wiedząc co z tym fantem zrobić, sąd okręgowy w Monachium zawiesił postępowanie i zwrócił się do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z zapytaniem, jak interpretować dyrektywy unijne dotyczące ochrony własności intelektualne, które mówią o skutecznych i odstraszających sankcjach, w sytuacji, gdy ochrona prywatności wyłącza możliwość sankcji takich zastosowania.

Swoją opinię w tej sprawie wydał w tym tygodniu rzecznik generalny Trybunału Sprawiedliwości, Maciej Szpunar. Opinie rzecznika nie są wyrokami, nie są wiążące, ale z orzecznictwa wynika, że są zawsze brane pod uwagę.

Stop nadużyciom prywatności

Całe analizy prawne, a następnie rekomendację, jaką ten ekspert przedstawił, można streścić następująco. Otóż Trybunał Sprawiedliwości powinien stwierdzić, że prawo europejskie nie wymaga na poziomie krajowym domniemania odpowiedzialności posiadacza łącza internetowego za naruszenia prawa autorskiego popełnione z wykorzystaniem. Jeśli jednak prawo krajowe traktuje takie domniemanie jako element ochrony praw autorskich, to należy korzystać z instrumentu domniemania w sposób spójny, by zagwarantować skuteczną ochronę praw autorskich.

W tym sensie, zdaniem rzecznika Trybunału, prawo do prywatności życia rodzinnego wynikające z Karty praw podstawowych nie może być interpretowane w sposób pozbawiający właścicieli praw autorskich jakiejkolwiek skutecznej możliwości ochrony swojej własności. Ochrona własności intelektualnej jest bowiem również nakazana przez Kartę praw podstawowych (w artykule 17).

Innymi słowy, prawo niemieckie, które przenosi cały ciężar dowodu na powoda nie może być interpretowane w sposób, który powodowi uniemożliwi ochronę swoich praw ze względu na wyłaniający się konflikt z prawem do prywatności życia rodzinnego. Jeśli zbadanie warunków życia rodzinnego jest ze względu na kartę praw podstawowych niemożliwe, to należy uznać posiadacza łącza internetowego za winnego naruszenia praw autorskich, jako że ich właściciel nie ma żadnych innych środków zidentyfikowania sprawców.

Zaskoczeni taką opinią nie jesteśmy. Dr hab. Maciej Szpunar znany jest przecież z przekonania o kluczowej roli ochrony praw autorskich. W jednej ze swoich opinii dopuścił przecież blokowanie pirackich serwisów, takich jak The Pirate Bay, na terenie całej Unii Europejskiej.

Angielski? Nie znamy

Cała sprawa ma jeszcze pewien uroczy aspekt językowy, związany z opuszczeniem przez Wielką Brytanię struktur Unii Europejskiej. Opinia rzecznika Macieja Szpunara została sporządzona oczywiście po francusku, tj. języku w którym Trybunał Sprawiedliwości pracuje i w którym wydaje wyroki. Następnie została przetłumaczona na 20 innych języków, od bułgarskiego po szwedzki (a wśród nich oczywiście jest polski). Nie ma oficjalnego tłumaczenia na angielski, co wywołało pewną konsternację w anglosaskich mediach.

No cóż, wygląda na to, że piszący o sprawach Unii Europejskiej dziennikarze zza Wielkiej Wody będą musieli się wreszcie nauczyć jakichś unijnych języków, a nie tylko żyć w błogim przekonaniu, że angielski wystarczy każdemu do wszystkiego.

© dobreprogramy