Przyjazne oszustwo? Tak Facebook zarabiał na dzieciach grających w gry

Strona główna Aktualności

O autorze

Facebook świadomie oszukiwał dzieci grające w gry i ich rodziców, pobierając wysokie opłaty, donosi serwis Reveal. Włodarze platformy wiedzieli na czym polega problem, ale motywowani chęcią zysku, postanowili nie reagować. Teraz muszą się zmierzyć z rozżalonymi rodzicami.

Na światło dziennie wyszło 135 różnych dokumentów, zawierających m.in. notatki przedsiębiorstwa, wewnętrzne rozporządzenia i korespondencję z pracownikami. Materiał dobitnie obrazuje to, jak bardzo firma z Menlo Park zapałała żądzą zysku, bez względu na jakiekolwiek inne okoliczności, w tym etykę prowadzenia biznesu.

Stworzono nawet pojęcie przyjaznego oszustwa (ang. friendly fraud). Chodziło o wytyczne dla deweloperów, którzy mieli tworzyć gry tak, aby nieświadomy użytkownik, na ogół dziecko, dokonał mikropłatności, nie zdając sobie z tego sprawy.

Zarzut dotyczy najpopularniejszych tytułów: Angry Birds, PetVille oraz Ninja Saga.

Jak czytamy, pewien 15-latek wydał w ten sposób 6,5 tys. dol. w ciągu zaledwie dwóch tygodni. Co oczywiste, społecznościowy gigant odmówił rodzicom zwrotu, tak samo jak w innych, analogicznych przypadkach. Poszkodowani musieli udawać się po pomoc do Organizacji Etyki Biznesu i operatorów kart kredytowych. Ci kilkukrotnie upominali Facebooka, ale temat przechodził bez echa.

Na poważnie problemem zainteresowała się dopiero sędzia okręgowy Beth Labson Freeman, która otrzymawszy akta sprawy, postanowiła ujawnić materiał dowodowy.

Facebook miał gotowe rozwiązanie, ale obawiał się o spadek przychodów

Korporację pogrąża fakt, że niektórzy pracownicy mieli świadomość nieuczciwego procederu i chcieli go nawet zahamować, ale zarząd pozostał nieugięty, wskazując jasno na pieniądze.

W lipcu 2011 r. jedna z pracownic Facebooka, Tara Stewart, rozesłała wśród kolegów maila, w którym sugeruje, że warto byłoby dokonywać zwrotów w ”najbardziej rażących przypadkach «przyjaznego oszustwa»”. Niedługo potem programiści wymyślili prosty środek zapobiegawczy; mechanizm potwierdzenia płatności przez podanie sześciu pierwszych cyfr z numeru karty.

Inicjatywę zahamowali jednak księgowi. Ustalili, że w okresie od października 2010 r. do stycznia 2011 r. mikropłatności w grach przyniosły 3,6 mln dol. zysku i nie należy ich w żaden sposób ograniczać, pomimo iż wskaźnik zwrotów w ramach chargebacku wynosił bagatela 9 proc.

Dla odniesienia, operatorzy kart kredytowych, jak Mastercard czy Visa, mówią o wysokiej liczbie zwrotów, kiedy ich odsetek zbliża się do 1 proc., a Federalna Komisja Handlu przy 2 proc. potrafi oznaczać przedsiębiorstwo/usługę tzw. czerwoną flagą, wyrażając tym samym istotne zastrzeżenia wobec jakości oferowanych dóbr i obsługi.

Nic więc dziwnego, że zastrzeżenia mieli także twórcy niegdyś szalenie popularnej gry Angry Birds. Facebook, zapytany o wysoką liczbę zwrotów, zasłonił się statystykami. Stwierdzono, że „93 proc. chargebacków to przypadki nieuprawnionego użycia karty kredytowej przez dzieci w wieku około lat pięciu”. Niemniej zarazem nie chciano wprowadzić dodatkowej autoryzacji, wyrażając – ponownie – obawy o spadek osiąganych przez firmę przychodów.

Sprawa jest teoretycznie rozwiązana, ale poszkodowani chcą przestrzec innnych

Inicjatorami oskarżenia są rodzice 12-letniego wówczas Glynnisa Bohannona, który na przełomie 2010 i 2011 r., wydał blisko 1 tys. dol. w grze Ninja Saga.

Bohannonowie, reprezentowani przez prawnika Johna R. Parkera Jr, w 2014 r. złożyli przeciwko Facebookowi pozew o charakterze zbiorowym, co oznacza, że reszta poszkodowanych mogła dołączyć do oskarżenia. Zebrano tak większą grupę osób, a firma Zuckerberga została oskarżona o podstępne nakłanianie dzieci do dokonywania płatności w grach.

W 2016 r. korporacja zdecydowała się pójść na ugodę, oferując wprowadzenie wewnętrznego systemu zwrotów dla mieszkańców Stanów Zjednoczonych. Ale dopiero teraz, dzięki Beth Labson Freeman, opinia publiczna może poznać wszystkie tajniki postępowania Facebooka.

© dobreprogramy