Publiczne pieniądze, publiczny kod. Rusza akcja społeczna zachęcająca rządy do open source

Strona główna Aktualności

O autorze

– Dlaczego oprogramowanie tworzone za pieniądze podatników nie jest wydawane jako wolne? – pytają organizatorzy kampanii społecznej "Public money, public code". – Kod opłacany przez ludzi powinien być dostępny dla ludzi – apelują, zbierając jednocześnie podpisy pod stosowną petycją do władz Unii Europejskiej.

"Public money, public code" to inicjatywa Europejskiej Fundacji Wolnego Oprogramowania (FSFE), wspierana przez kilkadziesiąt innych organizacji i firm z branży IT. Są wśród nich autorzy m.in.: Debiana, Firefoksa, GIMP-a, LibreOffice'a czy VLC. Innymi słowy: zebrała się prawdziwa śmietanka otwartoźródłowej braci. I jednogłośnie domaga się, aby narzędzia tworzone za publiczne pieniądze dla urzędników były wydawane wyłącznie na licencji open source.

Open source jako remedium na wszystkie problemy

Padają przy tym argumenty, z którymi ciężko się nie zgodzić. Przede wszystkim, zdaniem FSFE, otwarcie kodu oznacza oszczędności, a zarazem sprzyja innowacjom. Poszczególne jednostki, zamiast wymyślać koło na nowo, w przypadku open source mogłyby wzajemnie wymieniać się oprogramowaniem, poświęcając nadmiar czasu na jego rozbudowę. Logiczne.

Społeczeństwo zyskałoby natomiast w dwójnasób. Po pierwsze, licząc na obywatela, koszty oprogramowania zostałyby w znaczący sposób zmniejszone, a po drugie – każdy jeden człowiek dysponujący odpowiednią wiedzą i chęciami mógłby skorzystać z rządowego kodu.

Śmiałkowie z FSFE zaczęli od listu otwartego, w którym jasno punktują wady oprogramowania zamkniętego, zarówno te czysto techniczne, jak i ekonomiczne. Skarżą się zwłaszcza na restrykcyjne licencje, które wykluczają współdzielenie narzędzi pomiędzy różnymi urzędami, a jednocześnie pozwalają kilku wybranym przedsiębiorstwom uzyskać status monopolisty (patrz. masowo kupowane w całej UE system Windows i pakiet biurowy Microsoft Office).

Wreszcie, zahaczają o kwestię cyberbezpieczeństwa. "[Zamknięty kod] stanowi zagrożenie dla infrastruktury cyfrowej. Powoduje, że łatanie backdoorów i luk w zabezpieczeniach jest ekstremalnie trudne, o ile nie całkowicie niemożliwe" – czytamy w dokumencie.

W tej chwili trwa zbiórka podpisu pod rzeczonym listem, który docelowo ma pełnić rolę petycji do władz krajów UE. Zebrano już ponad 25 tys. podpisów osób prywatnych, a także 170 deklaracji wsparcia ze strony różnych organizacji. Sprawą zainteresowały się również polskie fundacje Nowoczesna Polska i ePaństwo. Formularz poparcia może wypełnić każdy, odwiedzając dedykowaną temu stronę internetową.

Słynne 3 mld zł na informatyzację ZUS

Czy warto? W lutym 2010 roku rzecznik prasowy ZUS potwierdził, że budowa Kompleksowego Systemu Informatycznego ZUS w latach 1997-2010 kosztowała około 3 mld zł. To kwota większa niż potrzebowali Amerykanie, aby wysłać sondę New Horizons celem zbadania Plutona (ok. 700 mln dol.). Informatyzacja ZUS została okrzyknięta w mediach jako horrendalnie droga, a przecież nie jest to jedyna jednostka wymagająca systemu komputerowego w państwie.

Ciężko obliczyć, ile można byłoby zaoszczędzić korzystając z otwartego kodu. Wiadomo natomiast, że marnotrawienie środków stałoby się wówczas znacznie trudniejsze, i to oczywiście także mocny argument dla FSFE. Pozostaje przyłączyć się i życzyć akcji powodzenia.

© dobreprogramy