Pułapki i kruczki licencji własnościowego oprogramowania: na co zwrócić uwagę?

Strona główna Aktualności
image
Płyty CD z depositphotos

O autorze

Większość programów, których używamy na swoich komputerach i smartfonach, tak naprawdę nie należy do nas. Mamy prawo ich używać, ale na różnych warunkach. W gąszczu zakazów i nakazów łatwo się pogubić.

Pobieranie darmowych programów z Internetu nie zawsze jest legalne. To wszystko wyjaśnia licencja – dokument dołączony do instalatora programu, który niestety niewielu użytkowników czyta. Warto wyjaśnić, dlaczego jest istotna. Zapoznając się z licencją, musimy zwracać uwagę na konkretne zapisy: na przykład warunki rozpowszechniania, instalacji, czy możliwości wykorzystania w celach zawodowych. Licencje własnościowe, dyktujące warunki korzystania z większości darmowych programów, mają kilka pułapek, ale po przeczytaniu tego artykułu na pewno w nie nie wpadniecie.

Spis treści

Czym jest licencja na oprogramowanie?

Oprogramowanie używane przez użytkowników komputerów osobistych i smartfonów to w większości oprogramowanie własnościowe, niewolne. Oznacza to, że nie są oni właścicielami tego, co działa na ich sprzęcie. Otrzymali jedynie prawo do korzystania z niego na określonych warunkach opisanych w licencji towarzyszącej oprogramowaniu. Przekroczenie tych warunków oznacza złamanie warunków licencji i może nieść ze sobą określone konsekwencje cywilne, a nawet karne. Potocznie mówi się wówczas o „nielegalnym oprogramowaniu”, ograniczając sprawę do tzw. piractwa, ale jak się przekonacie, kwestia jest bardziej skomplikowana. Wcale nie chodzi tylko o nielegalne kopie. Prawa własności intelektualnej względem oprogramowania obejmują znacznie więcej kwestii niż tylko ich dystrybucja. Jeśli chcecie mieć pewność, że ich nie naruszacie… no cóż, musicie czytać towarzyszące własnościowemu oprogramowaniu licencje.

Z wielu różnych powodów ustawodawcy traktują oprogramowanie inaczej niż stoły czy krzesła. Gdyby producent krzesła dołączył do niego notkę zawierającą zakaz siadania na krześle np. osobom służącym w wojsku, wywołałoby to ogromne oburzenie. Tymczasem nikogo nie zdziwi, że w licencji towarzyszącej oprogramowaniu może znaleźć się zapis zakazujący używania go w celach wojskowych. Przykładowo, algorytmowi szyfrowania OCB towarzyszą zapisy, które pozwalają legalnie korzystać z niego każdemu w celach prywatnych, badawczych i związanych z implementacją oprogramowania… ale nie dotyczy to zastosowań militarnych. Autor najwyraźniej jest pacyfistą i nie chce, by jego praca w jakikolwiek sposób służyła zinstytucjonalizowanej przemocy.

Czym więc jest licencja na oprogramowanie, że ma taką moc prawną? Z prawnego punktu widzenia jest instrumentem prawnym określającym, na jakich warunkach można korzystać z oprogramowania, w szczególności jak można je rozpowszechniać. W wypadku oprogramowania nie posiadającego licencji domniemywa się, że jego twórca takiej jak najbardziej liberalnej licencji udzielił, przenosząc je do domeny publicznej. Przykładem takiego domniemania dla pozbawionego licencji oprogramowania może być malware – dlatego też badacze mogą modyfikować próbki przechwyconych szkodników bez obawy, że ktoś ich pozwie np. o dekompilację kodu źródłowego.

Kiedy użytkownik pobiera lub instaluje oprogramowanie, jest zwykle proszony o wyrażenie zgody na przedstawione warunki licencjonowania – to tzw. EULA, czyli End User Licensee Agreement. Bez wyrażenia tej zgody użytkownik nie nabywa praw do korzystania z oprogramowania, a po wyrażeniu zostaje prawnie związany jej warunkami. Trzeba oczywiście pamiętać, że działa to tylko w zakresie dopuszczonym przez prawo cywilne danego kraju – zapisy licencyjne zawierające warunki naruszające zapisy prawa, np. odbierające konsumentom ich prawa, nie mogą być ważne.

Istotne jest to, że oprogramowanie jest licencjonowane, nie ma nic wspólnego z kwestią odpłatności za nie: nawet wolne i otwarte oprogramowanie jest licencjonowane, istnieje także własnościowe oprogramowanie, które jest zarazem niekomercyjne i dostępne za darmo. Opłaty, jakie niekiedy trzeba wnieść za uzyskanie licencji na oprogramowanie, to zupełnie inna, handlowa (a nie prawna) kwestia. Jeśli przekazanie licencji wiąże się z uiszczeniem płatności, wówczas oprogramowanie takie nazywamy komercyjnym. Z drugiej strony to, że oprogramowanie jest otwarte (czyli towarzyszy mu kod źródłowy), nie oznacza, że uzyskanie licencji na niego jest darmowe. Skomplikowane? Raczej tak. Poniższy diagram pozwoli lepiej zrozumieć, jak się ma do siebie oprogramowanie wolne, otwarte, własnościowe i komercyjne.

Licencjonowanie własnościowego oprogramowania

W wypadku oprogramowania wolnego sytuacja jest dobrze uporządkowana: istnieje pewna liczba licencji uznanych przez społeczność za wolne, pozwalających na używanie, kopiowanie i przerabianie oprogramowania w swobodny sposób (co nie oznacza że dowolny). W wypadku oprogramowania własnościowego, którym bliżej zajmujemy się w tym artykule, sytuacja jest bardziej skomplikowana. Licencje pisane są zwykle indywidualnie na potrzeby producenta przez prawników – przynajmniej w wypadku większych firm. Z mniejszymi bywa różnie, niekiedy zaglądając do EULA różnych własnościowych aplikacji mamy wrażenie, że zostały po prostu skopiowane z popularnych zapisów licencyjnych Microsoftu czy Oracle’a. Założenie jest proste: taka korporacja, jak Oracle ma na pewno bezpieczną i skuteczną EULA, więc skorzystajmy z tego, co zostało wymyślone. Co zabawne, sama treść takiej własnościowej licencji może być chroniona prawem autorskim.

Opcje licencyjne – na co zwrócić uwagę?

Zarówno producent czy twórca własnościowego oprogramowania, jak i użytkownik zdecydowany takie oprogramowanie używać, powinien być świadom praw użytkowania, jakie dobrze zrobiona licencja na własnościowe oprogramowanie powinna poruszać – jakie są konsekwencje dla użytkowników takich a nie innych zapisów. Przyjrzyjmy się tym najważniejszym:

Instalacja i używanie

Tutaj należy określić liczbę kopii oprogramowania, która może być zgodnie z warunkami licencji jednocześnie używana. Tu też można przedstawić ograniczenia dotyczące sprzętu, na jakim oprogramowanie może być uruchamiane.

Przykładowo, normalnie Microsoft pozwala zainstalować i użytkować jedną kopię Windowsa na nabytą licencję, bez ograniczeń w kwestii typu urządzeń. Z kolei Apple pozwala na uruchamianie jednej kopii systemu macOS na jeden posiadany komputer marki Apple, oraz dwóch kopii macOS-a dodatkowo w środowiskach zwirtualizowanych dla celów testowych, programistycznych czy osobistych.

Rozpowszechnianie

Tutaj określa się warunki, na podstawie których dopuszczalna jest przez użytkownika (licencjobiorcę) dystrybucja oprogramowania. Możliwe są następujące opcje:

  • Zakaz rozpowszechniania, najczęstszy dla oprogramowania własnościowego – nie wolno rozpowszechniać ani plików binarnych ani kodu źródłowego. W wypadku oprogramowania serwerowego kod może być hostowany na serwerze (np. w ramach serwisu WWW) licencjobiorcy.
  • Zgoda na rozpowszechnianie plików binarnych – to opcja najczęściej stosowania przez własnościowe oprogramowanie shareware/freeware: użytkownik może swobodnie udostępniać pliki binarne (uruchamialne) innym użytkownikom. Uwaga: nie wiąże się to z przekazaniem licencji: użytkownicy, którzy pozyskali takie pliki binarne, muszą sami pozyskać od producenta licencję, np. rejestrując się w jego serwisie internetowym.
  • Sublicencjonowanie – użytkownik oprogramowania samodzielnie może upoważnić inne osoby do korzystania z programu w zakresie przewidzianym przyznaną mu licencją. To ostatnie odróżnia sublicencję od korzystania z programu na podstawie dozwolonego użytku publicznego. Uwaga, sublicencjonowanie może dotyczyć zarówno plików binarnych jak i kodu źródłowego – to ostatnie często jest stosowane w odniesieniu do własnościowego oprogramowania działającego na serwerach.

Dzieła pochodne

Przyznanie posiadaczom licencji prawa do tworzenia dzieł pochodnych na podstawie używanego oprogramowania oznacza danie im prawa do dopasowania oprogramowania do własnych potrzeb. Odmówienie tego prawa oznacza, że mogą korzystać z oprogramowania jedynie w oryginalnej formie – na przykład nie wolno im tworzyć tłumaczeń czy rozszerzeń programy czy gry.

Rozpowszechnianie dzieł pochodnych

Jeśli twórca oprogramowania zezwoli na tworzenie dzieł pochodnych, musi zarazem określić warunki dystrybucji takich dzieł – dostępne są tutaj takie same opcje jak dla rozpowszechniania samego oprogramowania, choć nie wszystkie kombinacje mają większy sens. Zwykle stosuje się tu zakaz rozpowszechniania (modyfikacje można robić tylko na własne potrzeby), albo pozwala na sublicencjonowanie z rozpowszechnianiem kodu źródłowego (dla np. paczek map czy kampanii dla gier).

Atrybucja (przypisanie)

Jest to wymóg poświadczenia, że oprogramowanie jest używane. Twórca oprogramowania może np. określić, że wymaga umieszczenia linku do jego strony internetowej w stopce serwisu korzystającego z napisanego przez niego skryptu, albo wymagać obecności dopisku „stworzone za pomocą” na wykresach generowanych przez jego specjalistyczne narzędzie.

Wykorzystanie w celach zawodowych

Zakupienie licencji na oprogramowanie wcale nie oznacza, że możemy swobodnie z niego korzystać do celów zawodowych. Producent może tego zakazać, oferując np. zarazem wersję droższą, dla której taki „komercyjny” użytek jest dozwolony.

Tworzenie kopii zapasowych

Tutaj producent oprogramowania może określić warunki dopuszczające tworzenie przez licencjobiorcę (na jego własne potrzeby) kopii nośników nabytego oprogramowania i zakres wykorzystania tych kopii. Prawa większości krajów domyślnie dopuszczają prawo sporządzenia jednej takiej kopii, którą wykorzystać można tylko do ponownego zainstalowania oprogramowania. Rzadko kiedy producenci oprogramowania próbują ograniczyć te prawa.

Przenaszalność licencji

To prawo licencjobiorcy do przeniesienia jej na inną osobę czy podmiot prawny, czy to w formie odsprzedaży czy odstąpienia. Również to jest dość kontrowersyjna kwestia: ograniczenie w tym zakresie może, ale nie musi wiązać się z naruszeniem praw konsumenckich. Oczywiście pamiętamy, że prawa konsumenckie nie chronią przedsiębiorców, kupujących oprogramowanie „na firmę”.

Wsparcie

Oprogramowanie może być oferowane bez żadnego dodatkowego wsparcia, użytkownik może jedynie oczekiwać, że będzie działało tak jak to zadeklarowano. Producent oprogramowania może jednak zadeklarować warunki dodatkowego wsparcia, obejmującego np. infolinię z pomocą techniczną.

Ograniczenia badawcze

Producent oprogramowania może zakazać prób badania oprogramowania związanych z odwrotną inżynierią, za pomocą środków takich jak dekompilacja czy dezasemblacja. Uwaga, zakazy takie są nieskuteczne w większości państw, o ile prace badawcze nie służą działalności konkurencyjnej, a np. uzyskaniu interoperacyjności z oprogramowaniem. Nawet w Stanach Zjednoczonych są zaś całkowicie dopuszczalne techniki „czystej” odwrotnej inżynierii, w której odtwarza się kod na podstawie znanej funkcjonalnej specyfikacji oprogramowania.

Znaki towarowe

Jeśli oprogramowanie zawiera znaki towarowe zastrzeżone przez producenta (np. logotyp firmy), a chce on zakazać licencjobiorcom korzystania z nich, musi to otwarcie określić w licencji.

Patenty

Jeśli oprogramowanie używa posiadane lub licencjonowane przez producenta opatentowane rozwiązania, należy przyznać licencjobiorcom prawo do korzystania z nich w ramach otrzymanej licencji na oprogramowanie – w przeciwnym wypadku mogliby oni ponieść konsekwencje naruszenia praw patentowych.

Inne licencje

Jeśli oprogramowanie zawiera w sobie komponenty licencjonowane na innych warunkach (np. na permisywnych licencjach Open Source), należy wszystkie te komponenty i rodzaje zastosowanych dla nich licencji wyszczególnić.

Pułapki własnościowego oprogramowania

Mamy nadzieję, że przedstawione w tym artykule informacje pomogą Wam w zrozumieniu natury własnościowego oprogramowania i kwestii związanych z możliwymi naruszeniami zapisów licencji. Jest to szczególnie istotne w kontekście oprogramowania takiego jak shareware czy trialware.

Choć bowiem dotychczasowe orzecznictwo pokazuje, że w naszym kraju naruszenia nie wiążące się z umyślnym osiągnięciem korzyści majątkowej nie są ścigane z urzędu jako naruszenia przepisów prawa autorskiego i kodeksu karnego (art. 278 par. 2), to nie oznacza to, że uniemożliwia to twórcom oprogramowania dochodzenia swoich praw w procesie cywilnym. I wcale nie musi to dotyczyć wyłącznie kwestii rozpowszechniania – równie dobrze może chodzić o niewłaściwe wykorzystanie, np. zastosowanie programu w miejscu pracy, albo niezastosowanie należytej atrybucji.

Radzimy więc: czytajcie licencje końcowego użytkownika (EULA) – a jeśli znajdziecie w nich coś, co się Wam nie podoba, zastanówcie się, czy nie lepiej skorzystać z Wolnego Oprogramowania, czyli takiego, którego, którego licencja znalazła się na liście utrzymywanej przez Free Software Foundation, lub też Otwartego Oprogramowania, korzystającego z licencji zaakceptowanych przez Open Source Initiative. Choć dla końcowego użytkownika przyznane przez nie prawa mogą wydawać się takie same, to nie są one tym samym. O różnicach i ich znaczeniu opowiemy w kolejnym artykule z serii Licencjonowanie Oprogramowania.

© dobreprogramy