Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Jak to jest z tymi deweloperami?

W ostatnim tygodniu z kilku newsroomów mogliśmy dowiedzieć się, iż 33 deweloperów porzuca OpenOffice.org i przechodzi do LibreOffice. To bzdura.

Falę migracji prawdopodobnie rozpoczęło samo Oracle, prosząc członków Rady Społeczności OpenOffice.org (tych zasiadających również w Komitecie Sterującym fundacji Dokument) o abdykację, argumentując to konfliktem interesów. Na tym samym spotkaniu Olivier Hallot zwrócił uwagę na możliwą próbą marginalizacji społeczności:

ohallot: well, you see, the reality is that i only see CorNows, christoph_n and ohallot as the community memebers and all other are now Oracle employees so I take it as Oracle wants us to get out

Pierwszą osobą, która opuściła Radę Społeczności był Charles-H. Schulz. Następni w kolejce byli Christoph Noack (user experience and artwork) oraz Florian Effenberger (marketing, board OOo DeV). Pod koniec miesiąca projekt OpenOffice.org opuściło 33 członków niemieckiej części społeczności.

r   e   k   l   a   m   a

W skład tej społeczności wchodzą deweloperzy, kontrolerzy jakości, eksperci od UX, tłumacze, marketingowcy i wykonawcy kilku innych profesji. Nazywanie ich wszystkich programistami jest sporym błędem, a może nawet złośliwą kaczką dziennikarską. Pozostali członkowie oczywiście też są ważni - program sypiący obcojęzycznymi komunikatami nie jest użytkownikowi do niczego potrzebny - mimo tego, to deweloperzy wciąż pozostają najistotniejszą częścią społeczności, a we wspomnianej grupie jest ich tylko sześciu.

Co więcej, wielu z niemieckich banitów już od miesiąca pracowało nad LibreOffice, co pozwala wysunąć przypuszczenie, że październikowy eksodus był tylko formalnym pożegnaniem. Kto miał odejść, ten już odszedł.

Nie oceniam czy to decyzja niemieckiej części społeczności jest dobra czy zła. Nie zaobserwowałem natomiast masowych rozwodów w społecznościach anglosaskich, hiszpańskich, polskich czy francuskich.

Krytyka Joerga Moellenkampa

Joerg Moellenkamp to pracownik Oracle'a, który pracuje w centrali w Hamburgu (tej, która pamięta jeszcze czasy StarDivision z poprzedniego milenium). We wpisie A thought about the recent development at OpenOffice krytykuje fundację Dokument za bezczelność w swoich żądaniach i odnotowuje:

Uważam, że fundacja nie będzie w stanie zapewnić dalszego rozwoju OpenOffice'a bez udziału Oracle'a. Oni mówią: "Oddajcie nam kontrolę, oddajcie nam kod, oddajcie nam ludzi i markę". Dla mnie wygląda to jak niszczenie jednej strony i brzmi trochę bezczelnie.
Obecna sytuacja wygląda tak, że wszystko lub prawie wszystko jest wykonywane przez pracowników Oracle'a. (..) Zerknij na statystyki aktywnych kontrybutorów. Żółtym kolorem oznaczeni są pracownicy Suna, innymi kolorami (na górze) inne firmy lub osoby nieprzynależne do żadnego komercyjnego podmiotu. Myślę, że ten podział się nie zmienił od... (września 2008 r. - mój przypis), aczkolwiek jestem otwarty na osoby, które udowodnią mi, że jest inaczej.

W dalszej części swojego wpisu Moellenkamp wyjaśnia, że z jego punktu widzenia w LibreOffice nie chodzi o ideę Open Source czy zmianę świata na lepsze, a o kontrolę, pieniądze i biznes, gdyż prawie każda historia Linuksa na rynku desktopów opiera się na OpenOffice.org i dlatego środowisko fundacji próbuje zdobyć nad nim kontrolę. Dodatkowo stwierdza, że LibreOffice jest tylko klonem Go-OpenOffice'a.

Ponadto w tej chwili LibreOffice jest mniej więcej klonem Go-OO (w FAQ zamieniono "go-oo" na "LibreOffice"). Zasadniczo nie wydarzyło się nic interesujące poza uformowaniem się fundacji. Co więcej, można zadać pytanie: gdzie są te masy wspierające Go-OO w chwili jego utworzenia i gdzie te wstrząsające Ziemią zmiany i innowacje?

Odzew społeczności i perspektywy rozwoju LibreOffice

W 8 dni od startu projektu kopie LibreOffice rozpowszechniono na 45 serwerach na całym świecie, wliczając w to każdy cywilizowany kontynent i wyspy na Pacyfiku. Jest to blisko połowa serwerów OpenOffice.org, które projekt pozyskał w 10 lat. Obecnie liczba serwerów wzrosła do 51.

22 października br., Florian Effenberger podczas konferencji openSUSE w Norymberdze prezentował slajdy z celami oraz dotychczasowymi osiągnięciami. Dowiemy się z niej, że w pierwszym tygodniu LibreOffice pobrano 80 tysięcy razy, i że w społeczności panują zasady merytokracji. Dowiemy się o odmowie współpracy ze strony Oracle'a i o wsparciu ze strony różnych firm i organizacji. Florian poinformował również, że w prace nad projektem zaangażowanych jest 15 pracowników Novella i RedHata (ilu?) oraz 65 całkowicie nowych kontrybutorów.

Czyżby więc Joerg Moellenkamp miał rację? W swoim poście posłużył się danymi Michaela Meeksa (obecnie pracującego nad LibreOffice) przygotowanymi w 2008 roku. Choć z wykresu wynika, iż wkład Suna w OpenOffice faktycznie był największy, to nie można zignorować faktu, że przez ten cały czas firma sukcesywnie krępowała społeczność, przez co nawet 10 lat nie wystarczyło na zbudowanie aktywnego środowiska deweloperów.

Liczba deweloperów wg przynależności / Liczba zewnętrznych deweloperów wg przynależności. Stan na wrzesień 2008 r. Źródło: mmeeks

Natomiast Meeks wyniki swoich analiz skonkludował twierdzeniem, że w szczytowej formie nad OOo pracowało 70 aktywnych deweloperów (2004 r.), jednak tendencja do ciągłego wykruszania się pracowników (wynikająca m.in. z redukcji zatrudnienia w Sunie) spowodowała zmniejszenie tej liczby do 24 programistów (09.2008 r).

Myślę, że w świetle tych danych stanowisko Moellenkampa traci na wiarygodności, a jego teza o nieporadzeniu sobie z rozwojem OpenOffice'a jest co najmniej wątpliwa.

Kolejnym argumentem, którym można spróbować podważyć tę tezę są statystyki kontrybutorów z ostatnich 6 tygodni, które przygotował Cedric Bosdonnat z firmy Novell.

Liczba aktywnych kontrybutorów na tydzień pracy.
Wkład Oracle to zmiany w OpenOffice.org przeniesione do LibreOffice.

Drugi wykres prezentuje wielokrotność wprowadzanych zmian w wierszach kodu. Dane bazują na dodanych oraz usuniętych wierszach z nadesłanych plików .diff. Analizując ten wykres trzeba wziąć pod uwagę, że zliczane były także malutkie zmiany, usunięcia nagłówków i "tryb linowy" dla emacsa i vima, co wygenerowało dodatkowe wiersze.

Liczba zmian na tydzień pracy

Pod koniec można wspomnieć jeszcze o (niestety już nieaktualnych) statystykach z CIA.vc. Projekt OpenOffice.org posiadał bota agregującego zmiany od blisko dwóch lat (1,97 roku temu) i w tym czasie zliczył 13,581 zmian. Robot został usunięty 1,47 miesiąca temu. Mniej więcej w tym samym czasie, bo 1,11 miesiąca temu utworzono profil LibreOffice, który odnotował blisko 3 tysiące zmian (2,863).

W sprawie liczby deweloperów i statystyk komitów napisałem do Stefana Taxhet z Oracle'a. Na razie sytuacja jest rozwojowa. ;-}

Wsparcie »innych« firm

Jak już prorokowałem wcześniej, największy wkład w LibreOffice ma właśnie Novell. Inne firmy - w newsroomach szumnie nazywane "gigantami IT" - tradycyjnie poprzestały na deklaracjach. Już po pobieżnej analizie statystyk (deweloperzy: CSV, ODS ; tłumacze: CSV ) wiadomo, że oprócz Novella, nad LibreOffice pracuje jeszcze RedHat, który oddelegował do projektu tylko dwóch programistów - co zresztą potwierdza moją tezę o braku większego zainteresowania tym projektem. Oczywiście znajdziemy tam również Oracle'a, jednak jest to tymczasowa anomalia. Nie sądzę, aby po wydaniu OpenOffice.org 3.3 firma ta dalej bawiła się w... rozdawnictwo. Przypuszczam, że w bardzo krótkim czasie ciężar rozwoju LibreOffice spadnie na barki społeczności, Novella i dwóch pracowników RedHata. ?_?

Wypadałoby zapytać: Gdzie jest Canonical? Otóż ta firma stoi tam gdzie stała wcześniej. W błysku fleszy dziennikarskich aparatów. Wielu sądzi, że wsparcie Canonical polega na rozpowszechnieniu LibreOffice w następnej edycji Ubuntu. O słodka naiwności! To nie Shuttleworth wyświadcza przysługę LibreOffice, a fundacja wyświadcza przysługę firmie Marka.

Świadczą o tym trzy symptomy:

Primo: OpenOffice.org jest czempionem wśród otwartych pakietów dostępnych na Linuksa. Jakkolwiek wydaje się to śmieszne, taka jest rzeczywistość. OpenOffice.org nie da się zastąpić ani KOffice'm, ani AbiWordem i GNUMERIC-em. Jest to jedyny pakiet zgodny wizualnie z GTK i posiadający w miarę sensowne filtry dokumentów MS Office.
Secundo: Oracle jest nieprzewidywalne i może uznać, że nie opłaca mu się rozwijać OO.o pod inne systemy niż Windows.
Tertio: Linux bez pakietu biurowego nie istnieje jako alternatywa do Windows. Nawet dla Kowalskiego, co doskonale widać na przykładzie jaworznickiej edukacji, która migruje na Ubuntu oraz rozdaje uczniom aplikacje FLOSS pod Windows.

Dlatego Mark postąpił w ten, a nie inny sposób. Shuttleworth zwyczajnie ochrania swój start-up, aby ten nie padł ofiarą fanaberii Ellisona. Niestety w żadnym wypadku nie jest to "wsparcie", a czyste wyrachowanie. Dotychczas dla OpenOffice'a z ramienia Canonical pracowało dwóch ludzi: tłumacz Esperanto oraz twórca paczek. Żaden z nich nie ma realnego wpływu na rozwój oprogramowania. Wkład w LibreOffice jest zerowy.

Niestety w tym przypadku muszę się zgodzić z opinią Joerga Moellenkampa. Inni inwestują pieniądze i czas, a Słońce Peru spija śmietankę...  

Komentarze