NAVITEL R200 – czyli test taniego wideorejestratora

No i sam pan widzi panie policjancie, że to on mi wjechał w tył auta – powiedział kierowca BMW, jednocześnie wskazując policjantowi mocne wgniecenie w bagażniku swojego nowego nabytku.

Tyle, że to ten pan właśnie zajechał mi drogę i gwałtownie zahamował! – odparł kierowca Seata ze zniszczonym przodem.

Ha, ha, taa, jasne… a masz pan jakieś dowody?? – zaśmiał się grubas z „beemki”.

Dowody? No… oczywiście, że mam! – spokojnie stwierdził kierowca Ibizy, jednocześnie wskazując policjantowi… kamerę w swoim aucie.

Wideorejestratory stają się coraz częstszym wyposażeniem naszych aut. To dzięki nim tacy kierowcy, jak ten z Seata (z powyższej scenki), mogą uniknąć mandatu, sporych wydatków związanych z naprawą auta, a czasem i znacznie poważniejszych konsekwencji.

Sytuacja z potrąceniem pieszego na pasach jest prawie jednoznaczna, chyba że z nagrania okaże się, że to pieszy wbiegł tuż przed pojazd i do tego miał czerwone światło.

Dlatego warto zainwestować w wideorejestrator. Ale jak wybrać spośród setek dostępnych kamer, w różnych rozmiarach, z różnymi parametrami i różną ceną? Opcją „bezpieczną” jest kupno drogiego rejestratora, na nim zapewne się nie zawiedziemy, no ale wydatek nawet 1000 zł i więcej może skutecznie opóźnić decyzję o jego zakupie, jeśli w ogóle z niego nie zrezygnujemy.

Natomiast wydatek ok. 150 zł jest już znacznie bardziej akceptowalny. A w takiej właśnie cenie obecnie możemy kupić rejestrator Navitel R200.
Tylko czy będzie coś widać? Czy rejestrator za 150 zł spełni swoje zadanie?

Navitel R200 to mały wideorejestrator samochodowy, montowany na przyssawkę, który wyposażono wyświetlacz o przekątnej 2” i kamerę, która jest w stanie nagrywać wideo w jakości Full HD. Kąt widzenia obiektywu wynosi 140°. Navitel R200 ma też wbudowany czujnik przeciążeń i mikrofon. Do rejestratora można włożyć kartę microSD o pojemności do 64 GB.

Wszelkie dane techniczne można przeczytać na stronie producenta:

https://navitel.cz/pl/devices/dvr/navitel-r200

Tak prezentuje się całość po wyjęciu z pudełka:

A tak sam rejestrator:

Dodatkowo producent daje roczną licencję na nawigację Navitel, na smartfon lub tablet (z Windows Mobile, Android lub iOS) z mapą Europy, na okres 12 miesięcy. To miły dodatek, zwłaszcza w dość niskiej cenie samego urządzenia.

A jak Navitel R200 sprawuje się w praktyce? Miałem okazję testować go przez jakiś czas i nadszedł czas na filmy, porównania i wnioski.

Po pierwsze trzeba mieć świadomość, że jest to najtańszy rejestrator firmy Navitel, nie oczekujmy więc superjakości. Niemniej jednak na nagraniu nie tylko musi „coś być widać”, ale musi być widać dobrze, choćby tablice rejestracyjne. I tu Navitel R200 spisuje się nieźle.

Ale zamiast pisać „co i jak widać”, to lepiej obejrzeć autentyczne nagrania z tego rejestratora, które zarejestrowałem podczas przeprowadzania testu.

Aby test był pełniejszy, czyli aby był punkt odniesienia, porównałem go bezpośrednio (na tych samych przejazdach) do droższego modelu tej samej firmy, do rejestratora Navitel R600. Koszt kamery Navitel R600 to ok. 300 zł, a więc dwukrotnie więcej. Czy opłaca się wydać dwa razy tyle na bardzo podobny w wyglądzie rejestrator? Moim zdaniem… ale nie uprzedzajmy, zwłaszcza że jak zobaczycie, Navitel R200 spisał się naprawdę nieźle.

Poniżej trzy kilkuminutowe nagrania z rejestratora Navitel R200 i dla porównania poniżej takie same nagrania z Navitel R600. Celowo każde w innych warunkach (dobre, deszcz, noc).

Navitel R200:

Dla porównania te same przejazdy z

Navitel R600:

Aby dokładniej pokazać różnice w zarejestrowanym wideo, z nagrań (z innego dnia i z innego przejazdu, niż wyżej zamieszczone) wyciąłem po trzy te same fragmenty mijanych i zaparkowanych obok drogi pojazdów. Zdjęcia wycięte są z pełnej klatki 1920x1080. Celowo wybrałem te ujęcia, gdzie widać różnicę.

Po lewej Navitel R200, po prawej Navitel R600

Jak widać oba rejestratory mają problem z dostrzeżeniem szczegółów w trudniejszych warunkach i z większej odległości, niemniej tu zdecydowanie lepiej spisał się R600. 

Jako że miałem do dyspozycji dwa rejestratory, to postanowiłem wykorzystać (przetestować) rejestrator R200 jako… kamerę tylną. Przewód od zasilacza jest dość długi i o ile bez problemu umieścimy rejestrator wygodnie na przedniej szybie, gdzie kabel możemy poprowadzić naokoło, to jednak do tylnej szyby potrzebowałem przedłużacza mikro-USB. Po jego podłączeniu okazało się, że R200 dobrze sprawuje się również i tam. Oto przykładowe nagrania z R200 jako kamery tylnej:

Jak widać – całkiem nieźle. :)

Zalety Navitel R200:

  1. Cena, a raczej stosunek cena/jakość
  2. Rozmiary - zmieści się za lusterkiem, nie zasłania i nie rozprasza podczas jazdy
  3. Nagrania zapisywane w rozdzielczości 1920x1080 z prędkością 30fps, w przyzwoitej jakości
  4. Tryb parkingowy
  5. Aparat
  6. Bonus w postaci rocznej nawigacji Navitel

Moje uwagi do testowanego rejestratora:

  1. Dźwięk gorszej jakości, ale przyznajmy – dźwięk nie jest tak istotny
  2. Mało intuicyjne menu, brak sensownej instrukcji obsługi
  3. Odpadająca przyssawka – kilka razy podczas jazdy odpadł mi od szyby
  4. G-sensor zdecydowanie zbyt czuły, nawet na najniższym ustawieniu

Podsumowując, uważam rejestrator Navitel R200 za przyzwoity, zwłaszcza że kosztuje ok. 150 zł. I zdecydowanie jest to lepsza opcja, niż brak jakiegokolwiek rejestratora, bo… ale to pisałem już na początku. ;) Nagrania są czytelne, widać sytuację na drodze i w zdecydowanej większości przypadków numery rejestracyjne są do odczytania.

Wracając do pytania zadanego wcześniej: Czy opłaca się wydać dwa razy tyle na bardzo podobny w wyglądzie wideorejestrator Navitel R600? Moim zdaniem… tak. Ale trudno nie oczekiwać różnicy w jakości, gdy wydajemy dwa razy więcej. Za to wydając dwa razy mniej otrzymujemy całkiem przyzwoity rejestrator, który może mieć też nietypowe zastosowanie. I nie chodzi mi tu tylko o umieszczenie go na tylnej szybie, a o podłączenie do komputera, gdzie rejestrator staje się zwykłą kamerą. :)

Dwa dodatkowe nagrania, już jako kamery tylnej:

PS. W scence z początku tego wpisu winowajcą okazał się kierowca BMW. Myślę, że jest to czysty przypadek… no… na pewno tak. ;)