Linus, nie czytaj tego!

To, co ma do powiedzenia Linus Torvalds przeważnie mam w nosie. A że nie jestem człowiekiem formatu Linusa (odchudzam się), większość powinna mieć w nosie to, co ja mam do powiedzenia. Są bowiem tylko trzy powody, dla których warto czytać mojego bloga, albo słuchać o tym, co mam do powiedzenia:


  1. znasz mnie osobiście,
  2. chcesz mnie poznać,
  3. używasz czegoś, co stworzyłem.

Dla większości z nas złotousty Linus jest interesujący wyłącznie z tego ostatniego powodu. Ale, i o tym chciałbym napisać wyłącznie, jeśli wypowiada się na tematy mające bezpośredni związek z tym, co stworzył. Ciekawi Was, czy Torvalds lubi chomiki, albo dlaczego unika glutenu? Wątpię. Dlatego też nie przejmuję się szczególnie tym, że nie obchodzę Linusa Torvaldsa. Gdybym musiał się do tego ustosunkować, to powiedziałbym, że nawet odrobinę mnie to cieszy.

Dzięki za brak zainteresowania

Autor linuksowego kernela prezentuje godną pochwały postawę: rzeczy które nie mają znaczenia nie powinny zaprzątać naszej uwagi! Jeśli ktoś się czuje uprzedmiotowiony może słowo rzeczy wymienić na ludzie. Choć pewnie brzmieć to będzie bardziej jadowicie. Ale to właśnie o skupienie na rzeczach ważnych chodzi, nie o jakiś wydumany fiński temperament, o którym pisze eimi.

Wiecie po czym odróżnić ekstrawertycznego Fina od tego introwertycznego? Introwertyczny patrzy na swoje buty, a ekstrawertyczny na Wasze.

I jak w prawie każdym stereotypowym obrazie, w tym sucharze jest dużo prawdy. Całkiemsporonapisano o kulturze milczenia w Finlandii, ale na wszelki wypadek powtórzę: Finowie nie kłapią jadaczką jak (przykładowo) Amerykanie dla samego tylko zapełnienia eteru dźwiękami. Finowie to naród egalitarny, ceniący sobie skromność i dbający o wypracowaną etykietę w kontaktach z innymi ludźmi. Fiński temperament, eimi, nie istnieje. Zmyśliłeś go.

Linuksowe love

To co natomiast istnieje w projekcie jądra Linuksa, to merytokracja.

To też jedyna rzecz, którą warto się przejmować w kontekście wystąpienia Linusa w Nowej Zelandii. Tłumaczenia, jakie wysłał do Ars Techniki, są dla mnie kompletnie niezrozumiałe. Dlaczego portal techniczny zajmuje się opinią człowieka w dziedzinie, na którą nie ma on wpływu? Bo Linus nie zatrudnia w firmie małej czy dużej, nie oddziałuje magicznie na rekrutację kobiet i mniejszości, ani nie znajduje się w biznesie zachęcania kogokolwiek do zawodów STEM.

Co się stało z nami, że mogąc zadać twórcy ważnego, złożonego oprogramowania pytanie, pytamy o pierdoły? Nie w skali świata, bo homogenizacja technicznych miejsc pracy to ważne zagadnienie. Ale Linus nie jest odpowiednim adresatem takich pytań. Różnorodność zatrudnionych ludzi ma konkretne znaczenie w pewnych sytuacjach (także w sektorze nowoczesnych technologii - może kiedyś o tym napiszę), ale dla użytkownika Linuksa nie ma znaczenia, czy sterowniki WiFi napisał biały, czarny, Latynos, kobieta, mężczyzna, postgender, transhumanista, ateista czy wierzący. Ważne czy i jak działa - o tym możemy rozmawiać z Linusem.

Tabloidowe love

To nie jedyny wątek dyskusji tego typu z Linusem i nie jedyna ofiara strażników przyzwoitości. Jesteśmy pokoleniem ADHD - trudno, musimy jakoś żyć z tym, że ciężko przykuć naszą uwagę na więcej niż trzy minuty. Ale musimy jakoś funkcjonować dalej jako społeczeństwo, przyswajać istotną wiedzę, dzielić się nią i wykorzystywać ją.

Uważam, że jednym z zadań mediów (i nie piję tu wyłącznie do DP - kiedyś bardzo wysoce ceniłem sobie Ars; kiedyś...) jest uchronienie nas przed konsekwencjami tego stanu permanentnego rozproszenia uwagi. Chciałbym, żeby dziennikarz przedstawił mi to, co istotne, a nie to, co krzykliwe. Chciałbym, żeby ktoś wyłowił z szumu rzeczy naprawdę istotne nawet, jeśli nie przyciągną one początkowo czytelników przyzwyczajonych do papki. Bo z czasem, chcę wierzyć, ludzie przyjdą do treści wysokiej jakości.

Jedną z osób, które w obliczu tej nie-afery użyczono głosu jest niejaka Shanley: skrajnie agresywny, sieciowy troll, którego... no właśnie, dlaczego powinniśmy się interesować tym, co ma do wykrzyczenia? Dlaczego Valleywag (należący do Gawkera) poświęca artykuł jadowi, jaki wysączyła na Twitterze? (nie podlinkuję z szacunku dla Waszego czasu - nie googlajcie, nie warto, serio)

Chciałbym, żeby istniało w sieci miejsce, w którym mogę przeczytać rzeczy istotne z punktu widzenia tego, kto i o czym mówi. Bez zubożenia intelektualnego treści. Tego samego, które niosą ze sobą tabloidy i krzykliwe, nastawione na kliki tytuły. Takie jak np. "Linus, nie czytaj tego!"