Rząd zakazał konferencji w strefach czerwonych. Przypadkiem także tych online

Strona główna Aktualności
fot. Getty Images
fot. Getty Images

O autorze

Jeśli znajdujesz się aktualnie w tzw. strefie czerwonej, to w myśl obowiązującego prawa nie możesz wziąć udziału w konferencji lub targach. Logiczne, prawda? Niezupełnie – jeśli mówimy o wydarzeniach zdalnych. Jak zauważa serwis Prawo.pl, w koronawirusowej specustawie pojawił się bubel, który takie właśnie ograniczenie nakłada.

W związku z rozwojem pandemii wirusa SARS-CoV-2 rząd zdecydował się na objęcie całego kraju strefą żółtą, umieszczając dodatkowo 152 powiaty, w tym wszystkie duże miasta, w bardziej restrykcyjnej strefie czerwonej. Przy czym kolory wiążą się oczywiście z konkretnymi obostrzeniami. Problem polega na sposobie sformułowania regulacji. Niektóre zapisy są na tyle chaotyczne, że dochodzi do absurdów – wskazują prawnicy.

Rozporządzenie Prezesa Rady Ministrów z 16 października br. w sprawie najnowszych obostrzeń dopuszcza konferencje, targi oraz kongresy pod warunkiem, że odbywają się "za pośrednictwem środków bezpośredniego porozumiewania się na odległość". Czyli de facto zdalnie.

Taki zapis widnieje jednak tylko przy strefach żółtych, a już nie czerwonych

– Przedsiębiorcy ze strefy żółtej mogą prowadzić działalność online, przedsiębiorcy ze strefy czerwonej nie mogą, bo przepis ich dotyczący nie ma dopisku o warunkowym realizowaniu działalności za pomocą środków porozumiewania się na odległość – tłumaczy adwokat Maciej Wieczorkowski z gdyńskiej Kancelarii MW, cytowany przez Prawo.pl.

Dochodzi tym samym do paradoksu. – Niezależnie od tego czy jesteśmy w strefie żółtej, czy czerwonej, czy w Gdyni, czy w Kutnie, czy w Pcimiu, to eventy online odbywają się w internecie lub za pośrednictwem telefonów, czyli uczestnik siedzi we własnym domu czy biurze przed monitorem i z nikim nie spotyka się w świecie rzeczywistym – kontynuuje mecenas.

Skąd taki bubel prawny? Najpewniej przez biurokratyczne nawyki

Inny z cytowanych ekspertów, radca prawny Maciej Gawroński, sugeruje, że rząd niepotrzebnie w ogóle zajął się kwestią e-spotkań. – Celem przepisów jest zwalczanie epidemii. Ludzie nie zarażają się chorobami zakaźnymi przez internet, stąd nie ma podstaw, aby pojęcia „konferencji” i „spotkania” użyte w rozporządzeniu interpretować w sposób obejmujący wirtualne spotkania dwóch, kilku lub dowolnie większej liczby osób – komentuje Gawroński.

Eksperci są zgodni, że nikt nie powinien karać za organizację wydarzeń online, ale patrząc przez pryzmat litery prawa, sytuacja wygląda niejednoznacznie. I kuriozalnie.

© dobreprogramy
s