Samsung Galaxy S5 — czy może zastąpić „prawdziwy” aparat fotograficzny?

Strona główna Lab Smartfony i tablety

O autorze

Podpisy do zdjęć znajdziecie w tym pliku, a w tym archiwum zebrałam pliki z S5.

Nie da się ukryć — nowy flagowiec Samsunga ma zauważalną przewagę nad wysłużonym Pentaksem, jeśli fotografujemy nietypowo oświetlone sceny, a zdjęcia nim zrobione są bardziej „soczyste”. Często sytuację ratuje możliwość zrobienia telefonem zdjęcia HDR (Pentax K-5 też potrafi, ale efekty są fatalne), na niektórych scenach (zdjęcie ogrodu) widać też, że system ustawiania ostrości Pentaksa w połączeniu z kitowym obiektywem troszkę zawodzi.

Kiedy przyjrzymy się zdjęciom bliżej, pierwotny wybór może już nie być tak oczywisty. Przede wszystkim matryca w S5 jest malutka w porównaniu do tej zamontowanej w moim aparacie — ma przekątną 1/2,6 cala, jeden sensor ma rozmiar 1,12 µm, podczas gdy w Pentaksie K-5 znajdziemy matrycę o wymiarach 23,7 × 15,7 mm. Siłą rzeczy na sensor w S5 pada mniej światła i jasny obiektyw nie pomaga — niezbędne jest podbijanie czułości i niestety przed szumami nie uciekniemy.

Obiektyw w Galaxy S5 odznacza się całkiem niezłą geometrią, ale przy ostrym świetle nie unikniemy pojawienia się różnego rodzaju aberracji chromatycznych i rozbłysków, których nawet tani obiektyw do lustrzanki pozwoli uniknąć.

Drugim istotnym problemem jest to, co oprogramowanie telefonu potrafi zrobić z zarejestrowanym obrazem. O ile z lustrzanki możemy uzyskać pliki zapisane w formacie JPG o bardzo przyzwoitej jakości, na tych z S5 znajdziemy mnóstwo artefaktów i zniekształceń, dodatkowo uwypuklonych przez mechanizmy wyostrzające zdjęcia. Oglądania ich w pełnej rozdzielczości absolutnie nie polecam i w tym momencie zaczynam zastanawiać się, czy Samsung czasami nie strzelił sobie w stopę montując aż 16-megapikselową matrycę w telefonie, skoro robionych nimi zdjęć nie powinno się oglądać w pełnej rozdzielczości, a nie podejrzewam, aby ktoś pokusił się o drukowanie zdjęć nim zrobionych na papierze formatu A3.

Ogromną przewagę nad lustrzanką daje Galaxy S5 możliwość robienia zdjęć HDR, dzięki którym oglądający zobaczy także podwórko za drzwiami, a nie tylko białą plamę. Jak się przekonałam w praktyce, strzałem w dziesiątkę jest wykorzystanie akcelerometru przy robieniu zdjęć przy słabym świetle. Kiedy światła jest mało, obraz musi być rejestrowany dłużej, a utrzymanie telefonu w jednej pozycji nawet przez pół sekundy wcale proste nie jest. Aplikacja do obsługi aparat potrafi ten problem w dużym stopniu zniwelować — czeka na odpowiedni moment, kiedy urządzenie jest najstabilniejsze, informując użytkownika odpowiednią animacją.

Poza panoramą i obrazem sferycznym za pomocą S5 możemy zarejestrować także wirtualną wycieczkę. Telefon, krok po kroku, pokaże w jakim kierunku należy się przemieszczać, a następnie pozwoli wycieczkę odtworzyć w podobny sposób, jak umożliwia to choćby StreetView Google'a. Niestety, próba zrobienia wycieczki po naszym biurze nie przyniosła pożądanych efektów — wygląda na to, że telefon nie ustawia ostrości podczas rejestrowania obrazu w tym trybie.

Galaxy S5 nie będzie w stanie zastąpić także kamery, choć jego możliwości w kwestii nagrywania materiału wideo są całkiem przyzwoite. O ile dla wielu wabikiem będzie możliwość nagrywania materiałów w 4K, ja podchodzę do tego z dystansem — ani nie mam na czym takiego materiału oglądać, ani nie mam ochoty poświęcać gigabajtów na „filmik nakręcony komórką” (20 sekund filmu MP4 w 4k zajmuje 128 MB, w Full HD 45 MB). Mam też wrażenie, że filmy nagrane w 4K są wyraźnie słabszej jakości niż te w Full HD — przy słabym oświetleniu dużo szybciej pojawiają się na nich szumy.

Prawdziwą gratką była dla mnie możliwość nagrywania filmów w zwolnionym bądź przyspieszonym tempie. Galaxy S5 może nagrywać filmy z prędkością 60 klatek na sekundę (tryb Płynny ruch), nic więc nie stoi na przeszkodzie, aby trochę pomanipulować czasem. Czas nagrywania możemy przyspieszyć bądź zwolnić 2, 4 lub 8-krotnie, przy czym trzeba mieć na uwadze, że filmy zwolnione do 1/8 naturalnego czasu wykraczają poza możliwości rejestracji obrazu przez telefon, będą nagrane w rozdzielczości 1280 × 800 z prędkością 15 klatek na sekundę i nie będą tak dobrej jakości, jak moglibyśmy sobie tego życzyć — w oglądaniu bardzo przeszkadza przeplot. Przyspieszonym nie mam nic do zarzucenia i przyznam, że rejestrowanie różnych zdarzeń w nienaturalnym dla nich tempie sprawiło mi mnóstwo radości.

Próbku filmów znajdziecie w tym pliku (ma prawie 500 MB).

1 3
© dobreprogramy