Samsung Gear S3 Frontier, czyli czy ktoś faktycznie potrzebuje smartłocza?

W przypadku DP jestem raczej konsumentem treści niż ich twórcą. Zatem, jest to mój pierwszy wpis i bardzo proszę o wyrozumiałość. 

Powiedzmy, że temu wpisowi najbliżej będzie do felietonu, z tym, że żaden ze mnie dziennikarz technologiczny. Dla czepialskich przyjmijmy, że jest to subiektywnych słów kilka na temat smartwatcha utrzymany w a'la felietonowym stylu, taki, swojego rodzaju, drogowskaz, pomocnik dla innych. 

Aha, Ci co lubią sobie pooglądać obrazki, cyferkowe porno, diagramistów i innych technologicznych fetyszystów odysłam do recenzji, specyfikacji w guglaczu! Tutaj nie dostaniecie orgazmu. Baj. 

Zatem do rzeczy!

Zboczenie na punkcie smartwatchy (tutaj nazywanych przeze mnie, po prostu, inteligentnymi zegarkami) jest jak sinusoida, w zależności od środowiska. Nie ulega jednak wątpliwości, że jest to ten rodzaj produktu, co do którego ludzie mają albo hurra-pozytywne podejście albo czarno-chmurne nastawienie. 

Należałem do tego drugiego. Co się zmieniło?

Moje użytkowanie telefonu opiera się przede wszystkim na:

  • YT (konsumowanie treści),
  • raz na jakiś czas mail prywatny, aczkolwiek sporo zakupów na ebay i Amazon także w kontekście chcę zawsze wiedzieć co się dzieje z dostawami, 
  • Spotify,
  • przeglądarka do konsumpcji tręści z niektórych portali, 
  • ze społecznościowych rzeczy to messenger lite od FB, z racji, że wszyscy to dziadostwo mają i najłatwiej się przez to kontaktować i MINDS, z FB praktycznie nie korzystam, instagram i snap są dla mnie niezrozumiałe więc sprawa prosta. 
  • google docs, szczególnie sheets,
  • nagminnie: kalendarz, notatki, przypomnienia, alarm, mapy / nawigacja

Ot takie najprostsze użytkowanie statystycznego Kowalskiego. 

Sprawy jednakże komplikują się jeżeli jesteś kierowcą. Oczywiście zaraz pojawią się głosy "rozsądku", że przecież masz asystenta guglacza, masz cortanę, alexę, czy inną siri (akurat u mnie odpada bo użytkuję Samsunga S8+, ale za to jest niby Bixby) i wszystko można głosem sterować. Ok. Szanuję. Choć taki argument można by łatwo zbić poprzez jeden istotny fakt... żaden z asystentów nie mówi po polsku i już. Baj. Tyle, że mieszkam w UK więc to, że muszę się dorozmawiać ze swoim telefonem po angielsku nie stanowi dla mnie problemu.

Problem leży w czymś innym (może było tańsze rozwiązanie niż kupienie inteligentnego zegarka, może są jakieś softy, które mi takich psikusów, o których zaraz powiem, nie robią, może...!). Mianowicie, jako kierowca dużo jeżdżę czy to po Londynie czy ogólnie po całej UK wzdłuż i wszerz i potrzebuję stale nawigacji, a zamiennie używam google maps i waze. Jeżeli naglę potrzebuję wywołać telefon (w sensie asystenta) to albo od razu wywala mi się on na cały ekran albo aplikacja (typu notatnik, alarm czy przypomnienie) robi to samo. Nie widzę mapy, szczególnie jadąc po Londku, skręcam źle i już 15 min w plecy bo korek. 

Czasami, szczególnie teraz jak jest taka patelnia na dworze, telefon grzeje się jak jasna cholera, zatem jeżeli znam daną trasę to telefon skrzętnie schowany tak żeby słońce nie gwałciło go temperaturą, a ja mam tylko słuchawki na uszach żeby odebrać. Naraz ktoś dzwoni i cholera wie czy to świadkowie telewizji cyfrowej czy inny cymbał z telemarketingu albo może żona bo coś ważnego. 

Jeżeli masz dzieci, szczególnie te co mają energii za całe przedszkole razem z personelem, to wiesz, że po przekroczeniu sieni domowej Twój telefon mówi baj i albo ląduje w rękach pociechy albo gdzieś na półce bo latorośl oplątuje tatusia i domaga się zabawy i atencji (co zresztą jest zrozumiałe). Ktoś tu nagle dzwoni. Kto to? albo gdzie telefon? Żona beztrosko trajkocze co to trzeb kupić, gdzie zadzwonić, co sprawdzić a co zapłacić. 

Czasem trzeba coś przelać, czasami żeby coś przelać z konta trzeba potwierdzić to kodem z SMS, a tutaj córa otoczyła szczelnym kordonem nasz telefon, a spróbuj tylko siłowego rozwiązania to będziesz na dywaniku u mamy. 

Czytając o funkcjach inteligentnych zegarków porównując wszystkie za i przeciw stwierdziłem, że prawdopodobnie wszystkie powyższe i sporo mniejszych wyzwań dnia codziennego pozwoli mi okiełznać... o zgrozo... inteligentny zegarek! W moim przypadku wybór padł na tytułowego Samsunga Gear S3 Frontier z racji użytkowania słuchawki od tego samego producenta i zależało mi na dość dobrej kooperacji dwóch urządzeń. 

Zegarek użytkuję od ok. miesiąca i stwiedzam, że w moim przypadku, kierowcy, a po godzinach pracy zajętego tatusia, był to bardzo dobry i pożyteczny zakup. 

Jadąc autem wszelkie interesujące mnie powiadomienia (czyli z jedynie kilku aplikacji, tych najważniejszych, a nie milion z FB, twittera, instagrama czy snapa) ogarniam na zegarku. Jeżeli ktoś dzwoni łatwo mogę ocenić czy warto odbierać czy nie. Jeżeli potrzebuję coś zanotować podczas jazdy, dodać przypomnienie czy wydarzenie w kalendarzu to sprawę załatwiam głosowo (tak, tak wiem PO ANGIELSKU! ale liczy się efekt). Tak samo w domu, córka przejmuje telefon i ogląda bajki na Amazonie, a ja nie walcząc o życie, wiem co dzieje się w moim urządzeniu. Żona wymyśla co trzeba jutro kupić, jeżeli coś mi się przypomni to w mig wrzucam to w przypomnienia albo notuje coś ważnego na później czy choćby ogarniam spotify. Wszystko bez ingerencji telefonu. 

Dodatkowo NFC w zegarku i Samsung Pay. Tak wiem, że w PL Samsung Pay to raczej egzotyka ale tutaj działa bardzo miło i nie muszę targać, w krótkich gaciach cegłówki co ją zwę portfelem. Wszelkie tesco, costa czy inne zakupy pięknie śmigają i nie miałem, jak na razie, żadnych problemów. Ale to w sumie jest dodatkowa funkcja, która nie miała wpływu na zakup zegarka aczkolwiek jest bardzo miłym dodatkiem bez którego nie wyobrażam sobie już inteligentnego zegarka. 

Zbierając wszystko do kupy i tytułem końca, jeżeli Twoje życie przypomina moje i (UWAGA BO TO WAŻNE!) nie masz większych problemów z językiem angielskim, szczególnie werbalnych; nie masz oporów, żeby gadać do zegarka i to właśnie po angielsku to polecam Ci rozważenie zakupy inteligentnego zegarka. Wbrew nienaturalnemu gadaniu do zegarka i to w nienaturalnym dla nas języku, może on naprawdę ułatwić Ci życie. Jeżeli natomiast jesteś świrem społecznościowym to Twoja choroba może się tylko pogłębić. 

Aha, bateria. Po całym dniu na ręce (pobódka o 4, do spania max o 22) ma jeszcze od 50 do 40%. Nie, dla mnie nie jest problemem ładowanie zegarka codziennie. Robię to z samo z telefonem więc co za problem odłożyć zegarek na stojaczek bezprzewodowy. 

Baj!