Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Z pamiętnika kulturalnego narkomana: Upiór… ekhem… Opium w Operze


Ta historia wydarzyła się naprawdę.

Ta historia wydarzyła się naprawdę.

Trzynastego lutego zeszłego roku ogłoszono, że budynek mojej ulubionej Opery ma przejść remont generalny. Przede wszystkim miał się zmienić skład aktorski (na młodszych, mimo że ci nie są tak znani na małym ekranie; ponoć charakteryzacja twarzy starych aktorów, grających w tym jednym tylko teatrze operowym była zbyt kosztowna – chciano te pieniądze wydać na remonty całego budynku). Dwudziestego siódmego maja tego samego roku okazało się jednak, że budynek został ogołocony. Zostały gołe ściany i scena. Niewiele później, bo drugiego lipca, wydało się, że aktorzy też już pewnie nie wrócą… Wejście zostało owinięte taśmą.

Trzynastego lutego zeszłego roku ogłoszono, że przeglądarka Opera przejdzie remont generalny. Przede wszystkim miał się zmienić silnik renderowania stron (na młodszy WebKit, mimo że nie jest on tak znany na małym ekranie telefonów; ponoć utrzymanie własnego silnika Presto, który wykorzystywany był tylko przez Operę było zbyt kosztowne - chciano te pieniądze zainwestować w inne wynalazki). Dwudziestego siódmego maja tego samego roku okazało się jednak, że nowa Opera jest goła. Została tylko możliwość przeglądania stron i szybkie wybieranie. Niewiele później, bo drugiego lipca, wydało się, że większość funkcji też już pewnie nie wróci… Wydano finalną piętnastkę.

Nie mogłem tak nagle porzucić swej pasji (już kilka lat współtworzyłem aktywnie gazetkę dla widzów oglądających tu przedstawienia). Razem z kumplami chodziliśmy nadal do gmachu starej Opery, jednak zapuszczony już budynek zaczęli odwiedzać także inni. Oni nie byli zainteresowani sztuką. Była to banda zwykłych meneli, lokalnych ćpunków i pijaków (choć trafiali się i tacy, którzy chcieli przyjść po remoncie, a zastając pusty budynek dość szybko się zmywali). W pewnym momencie zaczęliśmy się nawet z nimi zaprzyjaźniać. – Tak się zaczęła moja przygoda z Opium, czyli narkotyku z makówek.

Nie mogłem tak nagle porzucić swej pasji (już kilka lat udzielałem się aktywnie na polskim forum Opery). Razem z innymi użytkownikami nadal odwiedzaliśmy forum i pisaliśmy o Operze 12, jednak pojawiało się tam coraz więcej wątków o Operze 15+. Były to posty zwykłych użytkowników, którym nowa Opera się spodobała (choć trafiali się i tacy, którzy myśleli, że to jedynie nowa wersja, a widząc jej niedobór funkcji, dość szybko wracali do dwunastki). W pewnym momencie zaczęliśmy im nawet odpowiadać. – Tak się zaczęła moja przygoda z Opium, czyli Operą opartą na Chromium.

r   e   k   l   a   m   a
Z początku wydawało mi się to nawet niezłe. W halucynacjach wracały stare wspomnienia, wszystko wydawało się tak rzeczywiste. Najgorszy był jednak koniec nocy, gdy budziłem się w konwulsjach i uświadamiałem sobie, że to wszystko było tylko wymysłem mojej wyobraźni (przecież tu nie ma ani nagłośnienia budującego napięcie, ani systemu oświetlenia…).

Z początku wydawało mi się to nawet niezłe. Przy serfowaniu po Internecie wracały stare wspomnienia, strony wyświetlały się identycznie. Najgorsze były jednak chwile, gdy wykonywałem jakąś akcję i uświadamiałem sobie, że te funkcje były wymysłem mojej wyobraźni (przecież tu nie ma ani opcji z opera:config, ani własnych skrótów klawiaturowych…).

Nie mogłem jednak przestać. Uzależniłem się. Siedziałem tam już nie dla sztuki, ale dla samego Opium (nigdy nie wiesz, co nowego ci się przyśni i tylko czekasz na coś nowego).

Nie mogłem jednak przestać. Uzależniłem się. Używałem jej już nie dlatego, że chciałem, ale dlatego, że była to najnowsza wersja deweloperska (nigdy nie wiesz, jaka nowa funkcja się tam pojawi i tylko czekasz na coś nowego).

W grudniu przyszedł czas kryzysu. Myślałem, że Opium może mi zastąpić cały ten artyzm z którym żyłem przez tyle lat. Wmawiałem sobie, że wcale tak wiele mi nie brakuje… I pogrążyłem się w tym.

W grudniu przyszedł czas kryzysu. Myślałem, że Opium może mi zastąpić całą tą konfigurowalność z którą żyłem przez tyle lat. Wmawiałem sobie, że wcale tak wiele mi nie brakuje… I pogrążyłem się w tym.

Scena przecież nadal stała na swoim miejscu. Mogliśmy sami odgrywać sobie scenki, a, od czasu do czasu, w kupie gruzu i rupieci odnajdywaliśmy użyteczne artefakty. Ach, te stroje z jeziora łabędziego! Może na Ryśku nie wyglądały tak pięknie jak na tancerkach (prawie zawsze się na nie gapiłem przez moje prześwietlające gogle), na które pasowały jak ulał, ale dawały poczucie, że nie straciliśmy jeszcze wszystkiego.

Przeglądać strony przecież nadal można było. Mogliśmy instalować rozszerzenia, a, od czasu do czasu, na blogu desktopteam pojawiał się news o nowej funkcji. Ach, te konfigurowalne wyszukiwarki! Może nie można było usunąć domyślnych (prawie zawsze używałem jako domyślnej wyszukiwarki Google), które w dwunastce można było dowolnie modyfikować, ale pojawiające się nowe funkcje dawały poczucie, że nie straciliśmy jeszcze wszystkiego.

Co z tego, że „Nowa Opera” nie miała balkonów. I tak rzadko kiedy zajmowałem na nich miejsca (choć muszę przyznać, że tęskniłem rzeczywiście za lożami honorowymi). Lecz z drugiej strony, siedząc poza balkonem, z którego roztacza się widok na wszystko, musiałem czasem używać malutkiej lornetki, której tutaj przy mnie nie było.

Co z tego, że „Nowa Opera” nie miała pasków narzędzi. I tak rzadko kiedy wrzucałem na nie jakieś nowe przyciski (choć muszę przyznać, że tęskniłem rzeczywiście za panelami bocznymi). Lecz z drugiej strony, nie korzystając z przycisków, które są zawsze na wierzchu, musiałem czasem używać własnych gestów myszy, których tutaj przy mnie nie było.

W głębi duszy nadal mi czegoś brakowało. Czułem, że siedzę w pustej skorupie, po której nadal odbija się echo scen z mojej starej Opery. Nie mogłem tak dłużej!

W głębi duszy nadal mi czegoś brakowało. Czułem, że siedzę w pustej skorupie, po której nadal odbija się echo funkcji z mojej starej Opery. Nie mogłem tak dłużej!

Po miesiącu wyszedłem z tego gruzowiska na świeże powietrze. Pierwszy raz po tak długim czasie. Rażące słońce odebrało mi z początku zdolność widzenia, ale po chwili pomogło mi zauważyć poblaskujący na słupie ogłoszeniowym afisz. Stara Opera wcale nie zginęła! To Opium wyprało mi mózg… Przecież nowy gmach stał w zupełnie innym miejscu, a aktorzy, mimo braku wsparcia finansowego, nadal grali w starym budynku! To była dla mnie niesamowita ulga.

Po miesiącu wyłączyłem tę przeglądarkę. Pierwszy raz po tak długim czasie. Z początku nie mogłem się zorientować w bałaganie, lecz po chwili zauważyłem poblaskującą na pulpicie czerwoną ikonkę. Stara Opera wcale nie zginęła! To Opium wyprało mi mózg… Przecież pliki nowej Opery znajdowały się w zupełnie innym folderze, a Opera na Presto, mimo braku wsparcia, nadal potrafiła otwierać strony! To była dla mnie niesamowita ulga.

To prawda, mało kto przychodzi jeszcze do nich na występy – widzów tylko ubywa, a aktorzy w końcu się zestarzeją i nie będą mogli zapamiętać wszystkich tekstów z nowych przedstawień. Jednak dopóki oni będą żyć, będzie żyła i moja Opera.

To prawda, mało kto używa jeszcze klasycznej Opery na Presto – użytkowników tylko ubywa, a silnik w końcu się zestarzeje i nie będzie mógł nadążyć za najnowszymi standardami. Jednak dopóki Presto daje radę, będzie żyła i moja Opera.

No i w końcu mogłem mówić o „psychoaktywnych alkaloidach” wiedząc, że osoby siedzące obok zrozumieją, co mam na myśli. :-)

No i w końcu mogłem używać gestu „lewo-góra” wiedząc, że przeglądarka mnie zrozumie i otworzy ostatnio zamkniętą kartę. :-)

Tak, to też prawda, że na starość przychodzi skleroza, a aktorzy zapominają tekstów. Większości z tych sztuk i tak jednak nie chcę oglądać, więc dla mnie nie ma to większego znaczenia.

Tak, to też prawda, że im starszy silnik, tym więcej problemów z wyświetlaniem stron. Większości z takich stron i tak jednak nie przeglądam, więc dla mnie nie ma to większego znaczenia.

Niestety… uzależnienia nie da się tak łatwo pokonać. Trzymam więc co nieco opium za pazuchą, w razie gdyby aktorzy mieli problemu z przypomnieniem sobie scenariusza sztuki, którą w danej chwili chciałbym obejrzeć.

Niestety… uzależnienia nie da się tak łatwo pokonać. Trzymam więc skrót do Opium na pasku zadań, w razie gdyby stara wersja miała problemy z wyświetleniem strony, którą w danej chwili chciałbym obejrzeć. 

oprogramowanie inne

Komentarze