Wybrałem iPhone'a i MacBooka, to była świetna decyzja

Na rynku urządzeń mobilnych trwa zacięta walka między największymi firmami. Stawka jest duża – miliony użytkowników i co ważniejsze, miliony dolarów do zgarnięcia. Walka ta przenosi się także między samych użytkowników, którzy starają się w Internecie przekonać innych, że jedynym słusznym wyborem jest Apple, Samsung czy Huawei. Wychwalanie danego produktu, nie widząc jego wad, zawsze mnie rozbawiało. Nie dość, że ktoś zapłacił pieniądze za produkt, to jeszcze robi firmie darmową reklamę.

Nie popieram wspomnianych przepychanek w Sieci, większość dyskusji o wyższości Apple czy Xiaomi omijam, jeśli tylko zauważę teksty w stylu Apple to gów*o, Xiaomi jest lepsze. Nie popieram tym bardziej zaglądania komuś do kieszeni – to strasznie słabe, nie popieram też wybierania komuś najlepszego urządzenia, kierując się wyłącznie prywatnymi upodobaniami. Naprawdę to, że dla Ciebie Samsung jest najlepszym smartfonem, to nie znaczy, że każdy zauroczy się w produktach koreańskiego producenta.

reklama

W Polsce najbardziej dostrzegalny jest hejt na Apple. Najczęściej pisany przez osoby, które iPhone’a znają tylko z opinii w Internecie. Co więcej, często wyrobiły sobie zdanie na podstawie komentarzy pisanych przez osoby, które iPhone’a widziały tylko za szybką w Cortland czy iSpot. Domyślam się skąd ta niechęć może się brać i przyznam się, że nigdy tego nie czułem. Tak szczerze, zwisa mi czy ktoś ma iPhone’a X czy MacBooka Pro, jego pieniądze, jego wybór, a mi nic do tego.

Możliwe, że moje podejście sprawiło, że zainteresowałem się Apple i produktami tej firmy. Nie ukrywam, że znaczącą rolę odegrał tu Microsoft, niszcząc lubianego przeze mnie Windows Phone’a i nie wykorzystując potencjału aplikacji uniwersalnych w Windows 10. Nie ukrywam, że Android mi się znudził, a najbardziej znudziło mi się wsparcie i aktualizacje w mobilnym systemie operacyjnym Google, które są po prostu tragiczne. Wszystko to przełożyło się na moją decyzję przejścia do obozu Apple. Dziś piszę ten tekst z MacBooka Air, a najpewniej na ewentualne komentarze pod nim odpowiem z iPhone’a 7.

Nie zrozumcie mnie źle – nie jestem fanatykiem Apple. Nie kupiłem produktów, ponieważ logo nadgryzionego jabłka jest modne czy co mnie bardzo dziwi, błędnie uważane jest w Polsce za „Premium”. Wybrałem Apple po przeczytaniu wielu testów, obejrzeniu wielu filmików na YouTube i spędzeniu z macOS i iOS kilku godzin. Sięgnąłem po ekosystem Apple, ponieważ dla mnie jest najbardziej spójnym, ponieważ produkty Apple są dla mnie najatrakcyjniejsze pod względem wzornictwa, ponieważ te urządzenia są naprawdę dobre i ponieważ… potrzebowałem powiewu świeżości, znudzony rozwiązaniami, z których korzystałem od kilku lat.

Dodam, że sięgając po MacBooka miałem obawy, że przesiadka z Windows okaże się trudna, a po pewnym czasie wystawię MBA na sprzedaż, wracając do oprogramowania Microsoftu. W końcu tyle razy wracałem z Linuksa. Okazało się, że kłopotliwe były tylko pierwsze dni, potem poszło już z górki. Z kolei dziś twierdzę, że to właśnie macOS jest bardziej intuicyjny, ma bardziej dopracowany interfejs oraz jest naprawdę szybki i stabilny. Owszem nie jest idealny. Nie zachęcam też do porzucenia Windowsa. Jeśli korzystacie z Windowsa od wielu lat, to zanim sięgniecie po MacBooka, sugerując się tylko ponieważ to Apple, to postarajcie się pobawić macOS-em przez kilka godzin. Widziałem już kilkanaście opinii napisanych przez osoby, którym macOS się nie spodobał i które właśnie wystawiły MacBooka na sprzedaż. 

Dla mnie największą zaletą macOS jest spójność i łatwość obsługi. Interfejs został zaprojektowany, by być najbardziej intuicyjnym, większość aplikacji ma podobne cechy, a ich obsługa jest zbliżona. Ponadto śmiem twierdzić, że macOS jest najlepszym systemem operacyjnym dla osoby, która właśnie rozpoczyna przygodę z komputerem. Za macOS przemawiają jeszcze narzędzia dostarczane przez Apple – wszystko, co potrzebne jest zwykłemu użytkownikowi, już jest zainstalowane. 

Doceniam również świetną klawiaturę i jeszcze lepsze gesty, które wykonujemy na gładziku. To właśnie dzięki gestom porzuciłem myszkę, która w macOS jest narzędziem zbędnym, a wręcz odczuwalnie gorszym. Oczywiście nie mówię o specjalistycznych zadaniach, a wyłącznie o korzystaniu z systemu operacyjnego i aplikacji, które nie wymagają dużej precyzji w sterowaniu kursorem.

Wcześniej wspomniałem, że Apple dostarcza bogatą listę własnych narzędzi wraz z macOS, co oczywiście tutaj jest zaletą – programy te bowiem są całkiem niezłe. Polubiłem się z Safari – przeglądarka stała się moją główną w świecie nadgryzionego jabłka. Teksty często piszę na Pages, notatki zapisuję w domyślnej aplikacji macOS, zdjęcia przeglądam, a nawet edytuję w Zdjęciach Apple, a prywatną pocztą zarządzam w programie Mail. Nie są to aplikacje, które mogą konkurować z profesjonalnymi narzędziami i tak naprawdę nie starają się tego robić. Aplikacje wgrane do macOS mają zapewnić określoną funkcjonalność, która dla większości będzie wystarczają i trzeba przyznać, że wychodzi im to wyśmienicie. 

Udane, choć nie zawsze przyjemne, rozpoczęcie związku z MacBookiem, zachęciło mnie do dalszego kroku. Skoro Apple słynie z dopracowanej współpracy swoich urządzeń, a wszystko to za sprawą „magii z Cupertino” ma odbywać się bez zbytniego zaangażowania ze strony użytkownika, to czemu by nie sięgnąć po iPhone’a? Zwłaszcza, że Android pod pewnymi względami zaczął mnie irytować, nawet mimo mojej sporej sympatii do tego systemu, jak i samego Google. Decyzja w końcu zapadła – stałem się posiadaczem iPhone’a 7.

Nie wybrałem iPhone’a 8, ponieważ nie wnosi zbyt dużo względem poprzednika. Z indukcyjnego ładowania i tak bym nie korzystał. Owszem w środku siedzi potężny procesor A11, ale wątpię, że byłbym w stanie wykorzystać jego potencjał. Nie sięgnąłem też po wersję z Plusem, która jest za duża. Za tak szerokie ramki w 2016/17 roku, projektanci Apple powinni dostać linijką po rękach. Nie wybrałem również jubileuszowego X ze względu na cenę, która według mnie jest trochę za duża. Nowy iPhone to moim skromnym zdaniem najlepszy smartfon na rynku, ale nie jest aż tak cudowny czy też nie jest odczuwalnie lepszy od konkurencji, by miałbym za niego płacić 5 tysięcy złotych. Jeśli jednak kogoś stać, to śmiało, naprawdę warto. 

Wybrałem iPhone’a 7 w pięknym, złotym kolorze. Dla mnie to drugi najpiękniejszy smartfon w historii, pierwsze miejsce należy bowiem do iPhone’a 5s. Robi on świetne zdjęcia, jest bardzo szybki, iOS jest dopracowany, a 2 GB RAM wystarcza mi do komfortowej pracy z wieloma aplikacji. To dzięki iOS zapomniałem o czyszczeniu pamięci z ostatnio otwartych aplikacji. Czynność ta jest zbędna na iOS, a wręcz ręcznie zamykanie aplikacji, może negatywnie wpłynąć na czas pracy. Najbardziej spodobała mi się integracja z MacBookiem. Współpraca między aplikacjami, a także samymi urządzeniami, wygląda świetnie. Z pewnością nie jest to „magia z Cupertino”, ale wszystko działa i współpracuje ze sobą, prawie natychmiastowo, nie zmuszając mnie do męczenia się z dodatkowymi aplikacjami czy grzebaniem w ustawieniach.

Mam jednak pewne zastrzeżenia. Po pierwsze, wyświetlacz mógłby być minimalnie większy, za optymalne uważam 5-5,2 cali. Po drugie, brakuje mi złącza minijack, a dołączona przejściówka sprawia wrażenie wyjątkowo kruchej. Po trzecie, liczyłem, że akumulator zapewni trochę dłuższy czas pracy na jednym ładowaniu. Zakupu iPhone’a 7 z pewnością nie żałuję – to fenomenalne urządzenie, ale oczywiście niepozbawione wad. Nie należę do tych osób, które po kupnie danego produktu, nie potrafią, a raczej nie chcą dostrzec jego wad. 

Obecnie jestem zadowolony z przejścia na ekosystem Apple, który stał się dla mnie tym najlepszym i co coraz ważniejsze, tym wymagającym poświęcenia jak najmniej czasu. Nie mam już ochoty, a tym bardziej wolnych kilkunastu godzin w każdym tygodniu, by męczyć się z aplikacjami, zmienianiem ustawień, grzebaniem w oprogramowaniu, by uzyskać oczekiwany efekt. Wszystko ma działać po naciśnięciu kilku przycisków i faktycznie, tak właśnie projektowany jest sprzęt Apple. 

Nie odbierajcie tego tekstu jako recenzji urządzenia czy rozwiązań Apple. To tylko moje luźne przemyślenia, które przedstawiają decyzje, które przyczyniły się do przesiadki na produkty z Cupertino. Dodam, że nie porzuciłem Windowsa, nie porzuciłem też Androida. Rozwój tych produktów wciąż obserwuję, zwłaszcza, że Android z każdą nową wersją robi się coraz lepszy, stając się oprogramowaniem kompletnym. Wciąż też korzystam z usług Microsoftu i Google, a po głowie chodzi myśl, by powrócić do Xboksa. 

Wróćmy teraz do wstępu i hejtowania Apple. Zanim zaczniecie twierdzić, jakie to złe są produkty z Cupertino, to zachęcam do ich dokładniejszego poznania. Nie twórzcie sobie opinii na podstawie wyłącznie komentarzy w Internecie. Nie wyrabiajcie sobie opinii po spędzeniu kilkunastu minut z iOS czy macOS w sklepie, a przede wszystkim nie szukajcie podobieństw z Windowsem czy Androidem – to, że w Windowsie daną czynność robi się inaczej, to wcale nie świadczy, że tak właśnie powinno być, wręcz przeciwnie, według mnie to macOS jest bardziej godny naśladowania. Z kolei w kwestii Androida i iOS-a jestem w stanie postawić znak równości. 

Nie każę nikomu kupować produktów Apple, które mają być tymi jedynymi słusznymi. Jeśli korzystacie z Xiaomi, Samsunga czy Huaweia, to wasza sprawa, mi nic do tego. Jeśli uważacie, że te produkty są lepsze i potraficie udowodnić to w sensownych argumentach, to chętnie z Wami podyskutuję. Uważam, że najważniejsze to kupić produkt, który odpowiada przede wszystkim nam, a siłowe wciskanie swoich przekonań drugiej osobie jest strasznie słabe.

Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku życzę Wszystkim, zarówno sadownikom, jak i osobom preferującym Androida, Windowsa lub Ubuntu. Nowych Samsungów, Xiaomi i iPhone’ów w nadchodzącym roku oraz bardziej stabilnego oprogramowania, bo nawet Apple miało ostatnio poważniejsze problemy z jakością.  

sprzęt oprogramowanie urządzenia mobilne
reklama

Komentarze