Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

iPhone 7: pięć cech, których nie lubię

Nie jestem fanatykiem Apple, ale jak już wspomniałem w poprzednim wpisie, wybrałem ich produkty, ponieważ DLA MNIE są najlepsze. Rozumiem, że nie wszyscy podzielają moją opinię – w końcu mamy różne preferencje. Jedni wolą Mercedesa klasy E, drudzy Porsche 911, a innym wystarcza Fiat Punto.

Nie żałuję wyboru, iPhone 7 to jeden z najlepszych smartfonów z jakich miałem przyjemność korzystać, a w cenie do 3 tys. złotych, uważam go za tego najatrakcyjniejszego, zarówno pod względem wzornictwa, jak i oferowanych możliwości. Nie jest jednak idealny. Po miesiącu użytkownika, postanowiłem podzielić się cechami, które mi się nie spodobały. Tak, należę do tych osób, które potrafią dostrzec wady zakupionych produktów. Myślę, że wszyscy posiadają taką zdolność, ale patrząc na opinie w Internecie, śmiem twierdzić, że spora część po prostu nie chce zauważyć niedociągnięć. 

Zbyt mały wyświetlacz

iPhone 7 został wyposażony w 4,7-calowy wyświetlacz, który z pewnością jest jednym z najlepszych na rynku. Dla mnie jest jednak zbyt mały, preferuję ekrany, których przekątna wynosi od około 5,2 do 5,5 cali. Owszem iPhone’a 7 bardzo dobrze obsługuje się jedną ręką, tutaj wypada on odczuwalnie lepiej od konkurencji. Dodatkowo, cała obudowa jest naprawdę kompaktowa, jej zgrabność naprawdę doceniam – nie lubię nosić „kafelka” w kieszeni.

r   e   k   l   a   m   a

Od smartfonu wymagam jednak więcej niż bycia wyłącznie zgrabnym. Często oglądam na nim filmiki na YouTube czy przeglądam Internet, a w tych zadaniach wolę mieć coś z większym ekranem, wygoda pochłaniania nowych treści jest spora większa. Tak, Apple ma w ofercie iPhone’a 7 Plus z 5,5-calowym ekranem. Przyznam się, że to właśnie ten model miałem kupić, ale… przód został kiepsko zagospodarowany – szerokie ramki sprawiają, że wersja z Plusem jest wspomnianym „kafelkiem”. 

Zbyt krótki czas pracy

Siódemka Plus posiada akumulator 2900 mAh, który dzięki świetnej optymalizacji iOS-a, zapewnia dzień intensywnego użytkownika. Znajomi są bardzo zadowoleni, często wymieniając wśród zalet właśnie długie działanie na jednym ładowaniu. Niestety, nie mogę tego samego powiedzieć o moim iPhonie 7.

Nie chodzi, że kiedyś zabrakło mi energii, że musiałem nagle szukać wolnego gniazdka. Przynajmniej do tej pory obyło się bez nieprzyjemnych sytuacji. Mam nadzieję, że pozostanie tak na zawsze, ale akumulator 1960 mAh i tak nie zachwyca. Kolejne procenty naładowania uciekają zbyt szybko, zmuszając mnie do sięgnięcia po ładowarkę. Myślałem, że pod tym względem będzie lepiej, nawet mimo tego niewielkiego akumulatora. 

Brak złącza minijack

Apple, nawet bez Steve'a Jobsa, chce pozostać firmą innowacyjną. Muszę przyznać, że w przypadku iPhone’a X nawet im to wyszło – Face ID i obsługa gestami. Odnoszę jednak wrażenie, że niektóre decyzje nie są ukłonem w kierunku wygody użytkownika i wprowadzane są na siłę. Do tych nowości z pewnością należy zaliczyć usunięcie złącza minijack. 

W iPhonie 7 (i nowszych) pozostaje więc korzystanie ze słuchawek Bluetooth, tych ze złączem lightning lub męczenie się z przejściówką. Owszem do zestawu dołączane są słuchawki z lightning, ale są przeciętne, wolę moje słuchawki z minijackiem. Muszę więc korzystać z przejściówki, muszę po nią sięgać także, gdy chcę podłączyć zewnętrzne głośniki… niezbyt to wygodne, a ponadto kabelek przejściówki dołączonej do iPhone’a sprawia wrażenie przeciętnie wytrzymałego. 

Wyłączanie Wi-Fi i Bluetooth w centrum sterowania

iOS jest najbardziej intuicyjnym, mobilnym systemem operacyjnym z jakiego korzystałem. Nie ma jednak dużej różnicy względem dopracowanych nakładek na Androida, ale to właśnie niewielkie usprawnienia, czynią jego interfejs świetnym. Do dwóch rozwiązań muszę się jednak doczepić, a pierwszym jest podejście do centrum sterowania.

Centrum sterowania jest całkiem wygodne, ale nie rozumiem koncepcji Apple związanej z działaniem przełącznika Wi-Fi i Bluetooth. Wciśnięcie powinno na stałe wyłączać łączność, aż do momentu, gdy nie zdecyduję się na jej ponowną aktywację.

W iOS 11 wyłącznie sprowadza się tylko do czasowego uśpienia. Nie tylko naraża to użytkowników na niebezpieczeństwo – chodzenie z ciągle aktywnym Wi-Fi i Bluetooth nie jest zbyt dobrym pomysłem, ale także wymyka się to z koncepcji upraszczania. Sądzę, że Steve’a Jobsa by to nie przeszło. W celu wyłączenia Bluetooth muszę wchodzić do ustawień systemowych… no super intuicyjnie. 

Ustawienia wszystkich aplikacji na jednej liście

Teraz będzie o tym drugim rozwiązaniu w oprogramowaniu, do którego muszę się doczepić. W iOS ustawieniami wszystkich aplikacji zarządzamy z jednego miejsca. To dobra i wygodna koncepcja, ale jej wykonanie przez Apple, pozostawia wiele do życzenia. 

Aplikacje lądują na liście w głównym menu ustawień. Z czasem, gdy zainstalujemy więcej aplikacji, lista ta staje się długa, a znalezienie konkretnej pozycji robi się coraz trudniejsze. Owszem można użyć wyszukiwarki, ale od Apple wymagam intuicyjności, wygody i zapewnienia dostępu do każdej opcji za pomocą maksymalnie kilku kliknięć. Lista aplikacji powinna mieć dedykowane, oddzielne miejsce w ustawieniach, a ponadto aplikacje powinny być podzielone na kategorie.  

sprzęt urządzenia mobilne

Komentarze