Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Specjalista ds. teleinformatycznych - e-WUŚ i stażysta cz. 31

Dzisiaj chciałbym poruszyć dwie dość "ciekawe" sprawy dotycząc mojej pracy. A mianowicie ciąg dalszy walki z EWUŚ'iem oraz kilka spraw związanych z moim nowym stażystą. Zapraszam więc do lektury specjalisty ds. teleinformatycznych.

e-WUŚ

W zeszłym miesiącu pisałem o systemie EWUŚ, który został wdrożony w służbie zdrowia na terenie całej Polski. Jak ten system działa pisałem poprzednio. Po miesiącu stosowania systemu można powiedzieć, że wszystkie jego bolączki zniknęły. Nie ma już praktycznie żadnych przestojów czy wyłączeń systemu, co niestety na początku stycznia było codziennością. Pracownicy oswoili się z nowymi obowiązkami, a i pacjenci zrozumieli, że takie są wymogi naszego kochanego MAC'u.

Również jak wspominałem poprzednio wprowadzenie ewusia wymusiło na szpitalu zainstalowanie kolejnych 10 stanowisk komputerowych. No i tu zaczyna się ciekawie:) W momencie wdrażania kierowniczka jednej z przychodni zażyczyła sobie, aby w rejestracji pojawił się drugi komputer, to oczywiście w drugiej przychodni tez się musiał pojawić. A że małpowanie pomysłów pomiędzy przychodniami jest u na na prządku dziennym to zaraz podniósł się krzyk dlaczego w jednej przychodni jest komputer w poradni kobiet a w drugiej nie ma. Oczywiście trzeba było dostawić. A to jeszcze w pierwszej przychodni stał komp w jednym miejscu, to oczywiście druga przychodnia też musiała mieć w jakimś gabinecie. Po kilku dniach okazało się, że obie przychodnie muszą mieć (oczywiście natychmiast!!!) po jeszcze jednym kompie.

r   e   k   l   a   m   a

Po dostawieniu tych 6 kompów (które ma szczęście miałem) rozpoczął się prawdziwy koncert życzeń, bo co chwila ktoś na którymś oddziale (jak nie w jednym, to w drugim szpitalu) musiał koniecznie dostać kolejny zestaw, bo korzystanie z ewusia na jednym kompie jest niemożliwe. Paranoja, na każdym oddziale jest zazwyczaj 20 maks 40 pacjentów i przez cały dzień jest problem aby te kilkadziesiąt peselów sprawdzić. A że moja władza stwierdziła, że trzeba te kompy dostawić to przez kolejne 2 tygodnie dostawiłem 8 następnych zestawów. Teraz zastanawiam się który kolejny geniusz ubzdura sobie, że musi mieć kompa.

Ale... popłakałem sobie, wróćmy na moment do ewusia - ktoś genialny wymyślił sobie, że informatyk nie nadaje się do zakładania i administrowania kontami użytkowników i tą rolę będzie robił kto inny. Świetny pomysł, informatyk się nie nadaje, ale pracownik biurowy jak najbardziej. Po prostu kocham moją robotę.

Żeby jednak nie było aż tak słodko, to należy pobierać potwierdzenia sprawdzonych pacjentów. Wg informacji jakie otrzymałem od osób, które były na szkoleniach potwierdzenia te należy zapisywać na lokalnym dysku twardym i raz w miesiącu zgrywać się do programu do rzoliczneń ( w naszym przypadku pakietu Kamsoft ). Prosiłem o trzykrotnie powtórzenie bo nie mogłem uwierzyć. Pesele są sprawdzane na jakiś 50 komputerach i niby ja (a nie ten pracownik biurowy) mam zasuwać od kompa do kompa i zgrywać wszystko. No chyba ktoś się z [piiiiii] na głowy pozamieniał. Aby tego nie robić kazałem każdemu pracownikowi zapisywać potwierdzenia na dysku sieciowym serwera i okazało się, że przynajmniej połowa ludzi nie ma pojęcia gdzie zapisuje te potwierdzenia. -

Nooo gdzieś tam się zapisuje....

Ręce i nogi mi opadły. A więc każdemu z nich trzeba było wytłumaczyć jak i gdzie ma zapisywać owe dokumenty. Oczywiście z tym zapisywaniem to też (nawet po kilkukrotnym wytłumaczeniu) była kupa problemów, ale mógłby z tego powstać osobny wpis, a więc powstrzymam się od jakiegokolwiek komentarza.

Stażysta

Wszystko co dobre kiedyś się kończy. Przez wakacje miałem stażystę, który pomógł co nieco przy mojej nierównej walce ze sprzętem informatycznym, ale wakacje się skończyły i stażysta zakończył swoją karierę informatyka w szpitalu.

A od połowy stycznia roku mam kolejnego "orła" (czy tam stażystę - jak zwał tak zwał:). Początki naszej współpracy nie wyglądały za różowo bo już pierwszego dnia... połamał klawiaturę. No cóż pomyślałem sobie - zestresował się chłopak nowa pracą i tyle. Standardowo na początek dostał zadanie złożenie kompa sobie. oczywiście nie byłbym sobą gdyby coś z tymi podzespołami było nie tak. Tym razem uszkodzony RAM i zainstalowanie Windows8 na Pentuim 4. Z ramem poradził sobie dość szybko. Po jakieś godzinie wpadł, że jest uszkodzony :). Natomiast przy próbie zainstalowania Win8 wyrzucało mu błąd a młody zamiast sprawdzić w necie co ten błąd oznacza wymieniał o po kolei wszystkie elementy. Dopiero po małej sugestii sprawdził w necie, że tego systemu nie da się zainstalować na tym sprzęcie. Kolejne 2 godziny w plecy. Dostał więc instalkę Windows XP i brakło mu dnia aby go zainstalować i odnaleźć sterowniki. Myślę sobie no ładnie się zaczyna.

Kolejne zadanie - położenie ok . 40 metrów przewodu, wszystko szybko i sprawnie tylko, jakąś połowę miał przybić do ściany a resztę schować do korytka, a o z rozpędu przybił drugą część do ściany tuż nad korytkiem. Trochę mnie to wkurzyło a trochę rozśmieszyło. Ciężko z myśleniem u mojego stażysty, ale co tam jeszcze się chłopak wyrobi i wrobił się już kolejnego dnia wymieniając kartę graficzną przy włączonym komputerze. Jakież było moje zdziwienie, że nic się nie uszkodziło.Jak na razie więcej kfiatków nie odstawił bo szukanie sterownika do drukarki HP na stronie Samsunga żadnym wielkim wyczynem nie jest:). A co dalej? Mam nadzieje, że chłopak w końcu przestanie się stresować bo przez kilka ostaniach dni udowodnił, że jednak ma łeb na karku i wiele spraw potrafi zrobić szybko i sprawnie.

A gdy połączysz ewusia i stażystę to...

To wychodzi na to, że takie połączenie jest jak bomba zegarowa - Prędzej czy później wszystko musi walnąć w jasną ch...:)

Spis treści całości mojego blogowania znajduje się tutaj.  

inne

Komentarze