Mac OSX - wyciąg z mitologii

Właśnie na stronach Microsoft’u pojawił się dział pokazujący przewagę nowego systemu Windows 7 nad konkurencyjnym Mac OSX. Apple niedawno, po premierze Siódemki zrezygnował ze swojej dowcipnej kampanii „Get a Mac”, z kolei Microsoft uznał, że jest to dobra okazja do podebrania klientów jabłkowej konkurencji. Na okoliczność tego wydarzenia Michał Majchrzycki napisał tekst. No i jak zwykle rozpoczął się prawdziwy pojedynek na różnej wagi argumenty. Wśród nich pojawiły się też te tradycyjne, z których kilka postaram się sam skomentować.

„... softu na maka jak na lekarstwo, cena tez nie rozpieszcza. Brak wsparcia GUI dla niepelnosprawnych itd.”

„O sile systemu stanowi dostępne na niego oprogramowanie. Moje ulubione porównanie z allegro:?- gry pc: 10000.?- gry mac: 80.?Podobnie jest z oprogramowaniem użytkowym. Amen.”

Cena faktycznie nie rozpieszcza. Głównie w Polsce. Z drugiej strony żadne zaklęcia nie zmienią faktu, że konstrukcja wszystkich produktów Apple stoi na najwyższym poziomie. Praktycznie każdy nowy model komputera, monitora, telefonu od Apple jest konstrukcyjnym cackiem. Nie ma lipy z jakimiś dziadowskimi plastikami, niepasującymi i trudno dostępnymi gniazdami (o ile są), skrzypieniem, zacinaniem itp. itd. Na stronach Apple dostępne są filmy pokazujące proces produkcji np. obudów najnowszych MacBook’ów - obrabiarka cyfrowa z jednego kawałka aluminium wycina misterną konstrukcję, w której montowane są moduły podzespołów. Warto obejrzeć, robi wrażenie - w języku lengłydż. Można spodziewać się, że w najbliższym czasie obudowy komputerów i telefonów Apple zyskają całkowicie nowy wymiar. Firma właśnie przejęła producenta specjalnego stopu o nazwie Liquidmetal. Jeżeli wierzyć ekspertom, jest to metal o niespotykanych właściwościach, 2,5 raza twardszy od tytanu, odporny na zarysowania, odporny na działanie związków chemicznych, niesłychanie sprężysty, a do tego lekki jak plastik.

Zawsze intrygowało mnie, po co w większości popularnych laptopów montowane jest mnóstwo guziczków na obudowie. Do włączenia przeglądarki, do regulacji głośności, jakieś magiczne guziki do odzyskiwania systemu i włączania Wi-Fi lub Bluetooth. I do tego stado jarmarcznych nalepek, po których zostają kleiste plamy. Pomagają w sprzedaży? W laptopach Apple jest jeden guzik i nigdy nie odczułem potrzeby posiadania jakichkolwiek dodatkowych. Ten jedyny ma konkretne zastosowanie - służy do włączenia lub wyłączenia komputera. Oczywiście możemy sterować parametrami pracy - głośność, jasność ekranu, podświetlenie klawiatury - ale służą temu zwykłe klawisze klawiatury. I to jest ok, ale trzeba było to tak właśnie zaprojektować, uwzględnić te funkcje w elektronicznych bebechach i zaplanować ich obsługę w systemie.

Wpływ na cenę takiego stylu projektowania jest na pewno istotny. Produkcja, materiał, nakłady na badania, wdrożenie, testy - każdy z tych elementów na pewno kosztuje więcej niż gdyby wszystko odbywało się metodami „tradycyjnymi” - wtryskarka, plastik, garść śrubek i osiem guzików. I nie chcę w tym miejscu pomniejszyć wartości produkowanych w ten sposób urządzeń (chociaż ten styl mi się nie podoba) - często parametrami biją na głowę produkty Apple, są szybkie i wydajne. I tańsze. A jednak Apple ma swoich odbiorców i to całkiem licznych. W Polsce bezwzględnie portfel muszą mieć gruby planując zakup nawet najprostszych modeli, ale za oceanem dysproporcje aż tak bolesne nie są. Dlaczego? Nikt jeszcze mądrze na to nie odpowiedział. Jednak jak widać na całym świecie są ludzie, dla których prostota, elegancja i jakość mają istotne znaczenie. Potencjał tej grupy doceniają także inni producenci, każdy ma w ofercie sprzęt z tzw. wyższej półki np. Sony Vaio czy Dell Adamo, na które przeciętny użytkownik też nie może sobie pozwolić (w Polsce ceny powyżej 6000 złotych) mimo, że ich parametry nie odbiegają od tych proponowanych przez Apple. Bywają lepsze, bywają gorsze jednak nabywców nie brakuje mimo nierzadko cen wyższych niż żąda Apple.

Powszechnie pokutującym mitem jest ten o braku oprogramowania. Jeżeli spojrzymy na to przez pryzmat mnogości tytułów, to można w pewnym stopniu takie wrażenie odnieść. Popularność Windows sprawia, że ilość i jakość aplikacji dostępna na tę platformę bywa faktycznie imponująca. Jednak zapewniam - na komputery Apple dostępne są wszystkie możliwe typy oprogramowania dla większości zastosowań. Podobnie jak w Windows są wśród nich pozycje wybitne i są śmieciowe, płatne i bezpłatne, standardowe i innowacyjne. Dobrym przykładem są programy graficzne, które dzisiaj dostępne są zarówno na Windows jak i na Mac OSX, chociaż to Macintosh był platformą, na której się one urodziły. Adobe, Macromedia, Quark i cała masa innych producentów przez długie lata funkcjonowało tylko w środowisku makowym. Gdy kolejne wersje Illustratora i Freehanda wyznaczały nowe standardy w projektowaniu grafiki, na Windows raczkował pierwszy Corel będący wtedy uosobieniem budżetowej lipy. Photoshop przez długie lata był przedmiotem westchnień użytkowników Windows, aż do czasu gdy Adobe (nie bez problemów) przeportowało pakiet. Ale to tylko przykłady ekstremalne, pozycja tych aplikacji jest do dzisiaj niezachwiana w środowisku Apple (o ile się nie mylę, to Adobe ma większe przychody ze sprzedaży wersji Mac OSX swoich pakietów). Wystarczy wizyta na macupdate.com, żeby się przekonać, że na Maka dostępnych jest dziesiątki tysięcy najróżniejszych aplikacji w każdym możliwym segmencie zastosowań.

Zarzut wobec Apple braku wsparcia dla osób niepełnosprawnych jest nietrafiony. Od zawsze jak pamiętam w systemach były obecne funkcje ułatwiające pracę osobom z dysfunkcją wzroku, a także z dysfunkcją ruchową. Nic się nie zmieniło do dzisiaj, nadal pod wspólną nazwą „Ułatwienia Dostępu” (Easy Access) można dostosować środowisko do własnych potrzeb i oczekiwań ze sterowaniem poleceniami głosowymi na czele.

„... mac osx nie mogę zainstalować na zwykłym pc, a więc podziękuję, nawet jeśli bym zainstalował to zero obsługi sprzętu, bo nie od dziś wiadomo, że apple ma tylko system dla sowich pc z metą za +50% ceny ...”

„Gdyby system MAC OS X można było legalnie, bezpiecznie i stabilnie używać na komputerach nie Apple, to już dawno bym go kupił oryginalnego. Niestety, ale za komputer Mac nie mam zamiaru płacić.”?

Nigdy nie było inaczej. Model biznesowy Apple oparty jest właśnie o takie podejście - własny sprzęt z własnym systemem, produkt kompletny. I jakby to nieelegancko dzisiaj wyglądało, sprawdza się nad wyraz dobrze. Elegancja nie ma oczywiście nic do rzeczy, to po prostu biznes. Jest oczywiste, że celem Apple nie jest zdobywanie kolejnych klientów za wszelką ceną - gdyby tak było zapewne uwolniliby swój system i weszliby w bezpośrednie zwarcie z Microsoftem z wszystkimi tego konsekwencjami. Ale dlaczego Rolls Royce do dzisiaj robi tylko 100 samochodów rocznie i do tego ręcznie? Dlaczego PlayStation nie jest zgodne z Xbox? Dlaczego nożyki od Wilkinsona nie pasują do maszynek Gillette? Dlaczego w Anglii jeżdżą lewą stroną?

„Mnie zadziwił Snow Leopard gdy okazało się, że w wydaniu 64 bitowym nie obsługuje całkiem nowego modemu USB oryginalnego Apple’a.”

A mnie zadziwił Windows 7 Pro 64-bit gdy po instalacji na nowym wypasionym PC nie chciał obsługiwać ŻADNEGO urządzenia zewnętrznego używanego wcześniej z Windows XP. Korowody z podpisywaniem sterowników doprowadziły mnie na skraj załamania, a klient pod presją czasu o mało nie zszedł na zawał. Różnica jest taka, że Apple za kilka dni lub tygodni udostępni do swojego modemu łatkę i problem zniknie, a na aktualizacje sterowników dla Windows 7 miliona producentów na całym świecie przyjdzie nam jeszcze poczekać - niektórzy zapewne nigdy tego nie zrobią wychodząc z założenia, że użytkownik powinien zaktualizować nie tylko sterownik, ale raczej całe urządzenie. Przyznać jednak muszę, że 64-bitowe aplikacje nie pojawiły się od razu z premierą nowego systemu Apple, na niektóre czekam do dzisiaj. Jest to jednak mało uciążliwe gdyż 32-bitowe aplikacje działają w środowisku 64-bitowym bez zauważalnych problemów.

„Mam Win7 i OS X'a i o ile Windowsy można dostosować pod siebie, tak OS X jest zamknięty dla zaawansowanych użytkowników - Windows jest dla ludzi lubiacych coś zmienić, pogrzebać coś w systemie, a to zmienić menu start, a to pobawić sie w rejestrze... OS X po prostu jest i się z niego korzysta.”

Pełna zgoda, Windows jest dla „grzebaczy”. Nie tylko oczywiście, ale grzebacz ma tu spore pole do popisu. Szczególnie podniecająco wygląda możliwość pogrzebania w rejestrze. Aż zazdrość bierze, bo w Mac OSX rejestru nie ma. Nie ma nawet niczego, co taki rejestr by przypominało. Czy to oznacza, że w Maku pogrzebać nie można? Można, ale dotyczy to bardziej funkcjonalności systemu i aplikacji niż ich wyglądu. Może dlatego, że ergonomia interfejsu w tym systemie zawsze stała na niezłym poziomie i wyznaczała standardy dla programistów. Nawet niezłe aplikacje z kiepskim interfejsem trudno przyjmują się na Makach - przykładem niech będzie klient FTP FileZilla. Jako aplikacja Windows zbiera bardzo dobre oceny, ale przeniesiona na Mac OSX wraz ze swoim windowsowym interfejsem nie znalazła uznania użytkowników przyzwyczajonych do mechaniki Mac OSX.

„... najpierw lepiej poznaj historię, a sam się przekonasz o tym, że Apple tez ostro kopiowało i ich Mac OS jest jeszcze większą podróbką niż Windows ...”

Z czystej ciekawości chętnie dowiedziałbym się o wzorcach, z których Apple tak chętnie kopiowało. No i fajnie byłoby wiedzieć, czego podróbką jest Mac OSX a czego Windows? Uważam się za dosyć dobrze zorientowanego w tej materii, ale być może coś mi umknęło - człowiek całe życie się uczy.

I to by było na tyle, jak mawiał niezapomniany profesor mniemanologii stosowanej. Oczywiście nie wyczerpuję tym wpisem zestawu legend i mitów, za te najbardziej kuriozalne nawet się nie zabiorę. I mam świadomość, że przekonywanie nieprzekonanych może mijać się z celem, ale może tym już przekonanym trochę humor się poprawi.