Bliskie spotkanie z PowerWalker VI 800 CSW FR

Tymczasowo pod moją opiekę trafił nowiutki UPS marki PowerWalker, a dokładnie model VI 800 CSW FR. Nie zwlekając zbyt długo postanowiłem sprawdzić, czym charakteryzuje się sprzęt i co potrafi w realnych warunkach bojowych. Jest to o tyle ciekawy temat, ponieważ sprzęt wyceniono na około sześćset siedemdziesiąt złotych. Seria PowerWalker VI CSW to wysoko pozycjonowane modele typu Line Interactive. Przedstawiony na zdjęciach produkt skrojono z myślą o komputerach, notebookach, wszelakich urządzeniach biurowych od monitorów po NAS-y. Gaming to także pole jego ekspertyzy. UPS spokojnie można podłączyć pod telewizor, konsolę oraz peceta dla gracza. Wbudowany Regulator Napięcia (AVR) oraz wyjście z czystą sinusoidą powinno zapewniać stabilne, dobrej jakości napięcie wyjściowe na wypadek wahań napięcia lub awarii sieci. Finalnie za sprawą swojej specyfikacji nadaje się również do urządzeń z silnikami i grzałkami, np. Pieców CO, rolet, drukarek laserowych itp.

PowerWalker przy bliższej inspekcji

Pierwsze, co rzuca się w oczy to, że nie jest tak toporny jak większość UPS’ów. Nowoczesne wzornictwo dziś jest bardzo w cenie. Dzięki temu nowiutki sprzęt od PowerWalker można nawet postawić w widocznym miejscu przy komputerze lub konsoli, nie strasząc kanciastą obudową i przemysłowym plastikiem. Nie mniej mam jedno małe zastrzeżenie. Gładka fortepianowa czerń wokół wyświetlacza prezentuje się ładnie, ale wszelkie zabrudzenia w mig będą kłuć w oczy. Jednocześnie na takiej powierzchni nietrudno o szpetne zarysowania. Wspominam o tym, ponieważ nie jestem fanem takich estetycznych rozwiązań.

Natomiast sam UPS nie jest przesadnie wielki (na pewno mniejszy od PS5, khe, khe…). Jego dokładne wymiary wynoszą 99 x 280 x 288 mm. Waga oscyluje w granicach 7,9 kg. Podobne gabaryty posiadają również warianty VI 600 i 1000 CWS. Pojemniejsze urządzenia VI 1200 oraz 1500 CWS są nieco większe i rzecz jasna cięższe.

Ogólnie do jakości wykonania się nie przyczepię. Na tym polu wszystko jest ok. A co sprzęt proponuje użytkownikowi od strony technicznej? Na froncie mamy wyświetlacz LCD pokazujący najważniejsze informacje. Pod nim przycisk funkcyjny do zmiany informacji na ekranie, dwa porty ładowania USB (2.1A), włącznik oraz opcję wyłączenia sygnałów dźwiękowych podczas pracy awaryjnej (na baterii). Jeszcze niżej mamy pokrywkę, którą aby zdjąć należy odkręcić dwie śruby schowane pod dolną krawędzią urządzenia. W środku oczywiście ukrywa się bateria.

Z tyłu zobaczymy port USB, dwa gniazda RJ45, wyłącznik nadprądowy (wyłącznie w wersjach FR), cztery gniazda CEE 7/5 (Type E). Istotne: tylko dwa gniazda CEE 7/5 posiadają jednocześnie zabezpieczenie przed przepięciami i zdolność awaryjnego podtrzymania na baterii. Dwa pozostałe pochwalą się wyłącznie zabezpieczaniem przed przepięciami.

VI 800 CSW FR na co dzień

Obecność UPS-a przywitałem z otwartymi ramionami, ponieważ od dłuższego czasu czekała gromadka komputerów gotowych na aktualizację BIOS. Jasne, mogłem nie zwlekać, ale świadomość obecności awaryjnego zasilania przy tak „niebezpiecznej” procedurze pozwala jednak spać spokojniej. W skrócie moc skuteczna nadesłanego modelu to 480 W. Stacji roboczej na full load raczej nie utrzyma, ale przeciętny komputer gamingowy tudzież biurowo-graficzny nie powinien stanowić problemów. W moim przypadku podtrzymanie przy życiu maszyny pokroju i5-6600K, GTX 1060, 16GB RAM z dyskiem SSD na awaryjnym zasilaniu wynosiło 30 minut. Przy czym zaznaczam, że sprzęt działał głównie w IDLE (spoczynku).

Wypadku połowicznego obciążenia UPS-a energetyczna kroplówka powinna wytrzymać maksymalnie dziesięć minut. Czas przełączenia według producenta wynosi 6 ms. Ponowne naładowanie wyczerpanej baterii zajmuje około sześć godzin. Nie byłby to żadnym problemem, gdyby w tym czasie dwa wbudowane wentylatory z powodzeniem nie udawałby wściekłego odkurzacza albo śmigłowca Black Hawk. Hałas w trakcie ładowania wynosił ponad 52 dB. W trakcie zwykłej pracy UPS jest bezgłośny.

Sprzęt, za sprawą dołączonego w zestawie przewodu USB, można podłączyć bezpośrednio do PC. Wtenczas w pasku zadań zobaczymy aktualny poziom naładowania baterii. To jednak dopiero początek. W pakiecie oprócz papierowej instrukcji producent uwzględnił jeszcze płytę CD z oprogramowaniem. Jeśli nasz komputer nie ma sposobności odczytu przedpotopowych krążków musimy posiłkować się plikiem instalacyjnym zamieszczonym na stronie produktu.

Aplikacja ViewPower, zainstalowana na komputerze, uruchamiana jest za pośrednictwem przeglądarki internetowej. Jej ascetyczny interfejs po części budzi wspomnienia Windows 2000, względnie XP. Niemniej ogólnej czytelności programu nie mogę wiele zarzucić. Zacznijmy od ikon funkcyjnych po lewej stronie. Pod nimi ukrywają się kolejno:

  • Widok statusu UPS-a: Innymi słowy dostajemy wgląd w kondycję urządzenia, od stanu obciążenia po aktualną pojemność baterii. Zachowanie sprzętu można również analizować na podstawie kilku diagramów.
  • Historia zdarzeń: Tutaj użytkownik dostaje wgląd do wszystkich akcji, jakie miały miejsce w danym okresie czasu. Jeśli gdzieś pojawiły się problemy zostaniemy o tym poinformowani.
  • Set Control: Dziwnym zrządzeniem losu z głównego pulpitu nie mogłem wejść do tej zakładki. Dostęp do niej uzyskałem klikając w „UPS Menu”. W dużej mierze sprzęt pozwala na zapisywanie sporej ilości harmonogramów w cyklu dziennym, tygodniowym, miesięcznym lub jednorazowym. Programujemy wybudzanie, wyłączanie oraz cykliczne testy baterii.
  • Przeszukiwanie sieci: UPS podpięty do routera przewodem sieciowym nie tylko chroni sprzęt. Wykonując kilka prosty konfiguracji PowerWalker wysyła nam powiadomienia e-mail lub sms wypadku nagłych zdarzeń, gdy przebywamy poza domem.

Słowem podsumowania

W ogólnym rozrachunku zarządzanie UPS-em nie jest przesadnie skomplikowane i temat powinien ogarnąć nawet największy laik. Sam sprzęt przez tydzień użytkowania nie sprawiał najmniejszych problemów. Trudno mi zasadniczo rozpisać większy elaborat na temat produktu tej klasy – ot działa i wykonuje swoje zadanie sumiennie. Cieszy fakt, że nowinka od PowerWalker wyglądem nie jest już tak toporna jak kiedyś i spokojnie może stanąć obok innych sprzętów biurowych lub domowych.

Niemniej podejrzewam, że przeciętny użytkownik raczej nie zainteresuje się tego typu produktem. Jeśli jednak mamy pod ręką trochę wrażliwego sprzętu i leży nam na sercu jego sprawne działanie to inwestycja trochę ponad sześciuset złotych nie okazuje się przesadna. Oczywiście, gdy pod ręką czeka stacja robocza na miarę laboratoriów NASA wariant VI 800 pod pewnymi względami okaże się niedostateczny. Wtedy trzeba sięgnąć po UPS-a z baterią o większym rozmiarze, co oczywiście przełoży się na większy wydatek.

Piszcie w komentarzach, jak podoba się Wam nowy wynalazek autorstwa PowerWalker. Sami macie pod ręką UPS-a? Jeśli tak to, jakiej marki i dlaczego podjęliście właśnie taką decyzję. Do przeczytania w następnym wpisie!