Cooler Master MM710 - test najlżejszej myszki na świecie

Przez ostatnich kilka lat przyszło mi przetestować sporo sprzętu komputerowego, ale rzadko miałem okazję położyć dłonie na akcesoriach przed ich właściwą premierą. Gdy Cooler Master zaproponował podesłanie myszki, która będzie uchodzić za najlżejszą na rynku, długo nie zastanawiałem się nad odpowiedzią.

Przez długi okres czasu miano do najlżejszego gryzonia w branży rościł sobie sprzęt od Finalmouse. Tytuł ten postanowił jednak zagarnąć dla siebie Cooler Master modelem MM710. Wraz z nim zadebiutuje także myszka MM711 wyposażona dodatkowo w RGB. Ogólnie o co tyle hałasu? 710-tka waży zaledwie 53 gramy i nie jest to sprzęt budżetowy a skierowany do wymagających graczy, szczególnie tych ceniących sobie tytuły first person shooter.

Pierwsze wrażenia

Myszkę otrzymałem w niewielkim pudełku, gdzie znajdziemy dodatkowy zestaw stóp PTFE. Jeśli chodzi o stosowną dokumentację takową można pobrać już z oficjalnej strony producenta. Ogólny minimalizm jak najbardziej popieram. Szczególnie, że spora część marek stosuje w kwestii opakowań typowy przerost formy nad treścią, tylko po to, aby przykuć naszą uwagę.

Cooler Master MM710 posiada wymiary 116.6 x 62.6 x 38.3 mm. Lekkość zazwyczaj świadczy o taniości produktu, ale w tym przypadku mamy styczność raczej z odwrotnym zjawiskiem. Dostępne są dwa warianty kolorystyczne: czarny i biały. Dodatkowo każdy z nich może być wykonany w akcencie matowym lub lśniącym. W moim przypadku miałem styczność z czarnym matem. Lekkość myszki, podobnie jak w przypadku Finalmouse, udało się osiągnąć poprzez wycięcie w obudowie otworów przypominających plaster miodu. W konsekwencji przy pierwszym kontakcie gryzoń wydaje się dość „dziwny” w dotyku, ale to kwestia przyzwyczajenia.

Nietuzinkowa estetyka idzie w parze z prostotą formy. MM710 bardzo dobrze leży w dłoni i powinien sprawdzić się w każdym scenariuszu, niezależnie czy preferujemy typ chwytu claw, palm, czy fingertip. A jak wygląda dbanie o czystość przy tak nietypowej konstrukcji? Jak twierdzi Cooler Master komponenty wewnątrz spryskano powłoką odporną na kurz i wodę. Duży plus należy się jeszcze za przewód o długości 1.8 metra w bardzo elastycznym oplocie.

Użytkowanie

Mimo niepozornego wyglądu w środku zamknięto całkiem konkretne podzespoły. Mózgiem gryzonia jest procesor 32 bit ARM Cortex M0+, wspomagany przez 512 kb pamięci. Natomiast sercem jest sensor PixArt PMW 3389, działający domyślnie na siedmiu poziomach DPI: 400, 800, 1200, 1600, 3200, 6400, 16000. Przy pierwszym uruchomieniu mysz powinna pracować z wartością 1200 DPI. Niestety uniwersalna aplikacja Cooler Master Portal nie wykrywa MM710, dlatego można zapomnieć o indywidualnych ustawieniach poszczególnych poziomów czułości.

Łącznie mysz posiada sześć przycisków. Dwa główne, zmiennik DPI, scroll oraz dwa boczne. Pod nimi ukrywają się przełączniki Omron o deklarowanej żywotności do 20 milionów kliknięć. Testowany gryzoń porusza się lekko po podkładce. Wystarczy pstryknąć palcami i już sunie przed siebie. Pamiętajcie tylko żeby wcześniej zdjąć folie ochronne ze stóp PTFE. W bezpośrednim porównaniu mój Mionix Naos QG wydaje się ociężałą bestią. Oczywiście taka lekkość nie każdemu może przypasować, ale ja podczas zabawy nie miałem większych powodów do narzekania. W Battlefield 3 korzystałem z zakresu 400 do maksymalnie 800 DPI. Na monitorze 1080p zapewniało mi to sporą precyzję i płynność przesuwania kursorem, plus bardzo rzadko musiałem odrywać myszkę od podkładki. Wrażenia w tym tytule oceniam na równi z Naos QG. Gryzoń od Cooler Master wypadł jeszcze lepiej w Battlefield 4, gdzie korzystałem głównie z 800 DPI, czasem sięgając po 1200 DPI. Wartość równa 400 nie gwarantowała odpowiedniej prędkości, szczególnie, jeśli wcielamy się w żołnierza piechoty.

Poniżej zamieszczam dwa zrzuty ekranu z programu Enotus Mouse Test, które mają na celu porównanie Cooler Master MM710 oraz Mionix Naos QG. Sprawdzian ten należy traktować głównie jako test syntetyczny, pokazujący jak radzą sobie dwa różne urządzenia wyposażone w sensory z wyższej półki. Oba pomiary wykonano z użyciem wartości 16000 DPI.

Waga piórkowa i nokaut

Postaram się podsumować w kilku żołnierskich słowach Cooler Master MM710. W chwili pisania tego tekstu mysz wstępnie wyceniono na 49.99$. Jedyną ofertę w Polsce Google wskazał w sklepie proshop.pl za 269 zł. Do magazynu zawita dopiero dwudziestego siódmego września. Za tak sporą sumę otrzymujemy nietuzinkowego i całkiem sprawnego gryzonia. Fakt, w tym przedziale trochę boli brak wsparcia w postaci aplikacji, ale może ulegnie to zmianie po premierze? Jednak przy tak skromnej ilości „gadżetów” potencjalny panel użytkownika i tak byłby bardzo skromny. Cieszy mnie także brak RGB. W ten sposób otrzymujemy produkt, który sprawdzi się nie tylko na biurku gracza. Wszelkiego rodzaju świecidełka uwzględni model MM711, co oczywiście odbije się negatywnie na jego wadze.

W kwestii gamingu oraz codziennego użytku byłem zaskoczony pozytywnie. MM710 leży w dłoni pewnie, nie powoduje dyskomfortu oraz zapewnia sporą precyzję w dynamicznych tytułach. Podczas zabawy w Battlefield masa myszek odrzucała mnie z miejsca z powodu ich ergonomii i sposobu pracy. Przy myszce Cooler Master nie miałem większych problemów z adaptacją nowego sprzętu. Zgarnianie fragów z moim ulubionym G3A2 przychodziło nad wyraz łatwo. Kończąc tymi słowami mogę z czystym sumieniem polecić przetestowanego gryzonia.

Co na plus?

  • Nietuzinkowy wygląd
  • Jakość materiałów
  • Wygodna w użyciu
  • Brak RGB
  • Podzespoły z wyższej półki
  • Znakomicie sprawdziła się w Battlefield

Co na minus?

  • Przy tak minimalistycznej (wręcz ascetycznej) formie cena może się wydać za wysoka
  • Brak możliwości modyfikacji ustawień z poziomu softu