Ewolucja Krakena. Test chłodzenia AIO NZXT X53

Po testach nowego Krakena Z63 przyszła pora na nieco bardziej "przyziemne" rozwiązanie. Spośród odświeżonej serii chłodzeń X-3 pod recenzencką lupę trafił model Kraken X53, mający kosztować orientacyjnie sześćset złotych. Okrągła to suma, acz wycena niewiele różni się od poprzednika w postaci modelu X52, którego zależnie od sklepu od dawna można nabyć już w kwotach od pięciuset trzydziestu do sześćset pięćdziesięciu złotych. Jeśli mieliście w najbliższym czasie zamiar wybrać się, po starsze acz sprawdzone chłodzenie NZXT to wstrzymajcie konie, ponieważ różnica między nimi nie jest czysto kosmetyczna. Niestety musicie jednak uzbroić się w dodatkową cierpliwość, ponieważ na tę chwilę testowanego modelu jeszcze nie ma w polskiej dystrybucji. 

Kraken X53 pod lupą

Albuminowy radiator, przewody cieplne w eleganckim oplocie oraz towarzyszące mu wentylatory Aer 120 nie różnią się od tego, co można zobaczyć w przypadku Krakena X52. W tej kwestii mamy styczność z metodą „kopiuj-wklej”. Prawdziwe zmiany zaszły w przypadku blokopompy, gdzie producent postawił na rozwiązanie Asetek generacji siódmej, podobnie jak w hubie dla memów, czyli Z63. Dla przypomnienia wspomnę tylko, że seria X-2 bazowała na pompie gen. piątej. W praktyce nowy sprzęt ma zapewnić lepszą wydajność w chłodzeniu oraz wyższą kulturę pracy.

Z estetycznych zmian poprawiono natomiast efekt zwielokrotnionego lustra. Większe o 10% okręgi LED przekładają się na jeszcze bardziej wyeksponowany efekt RGB. Ponadto od teraz całe lustro z logiem producenta można dowolnie przekręcać. Dzięki temu jesteśmy w stanie kombinować z orientacją blokopompy względem komponentów płyty głównej. Jest to całkiem wygodne podczas aranżacji wnętrza naszego peceta.

Reszta komponentów to zasadniczo klasyka. W środku znajdziemy komplet akcesoriów identycznych do tych z poprzednich serii. Chłodzenie zamontujemy na podstawce LGA 115x, 1366, 2011(-3) oraz 2066. Dla AMD mamy zgodność z podstawką AM4 oraz (co zaskakujące) TR4. Choć w tym drugim przypadku w pakiecie nie uświadczymy odpowiedniego wspornika dla blokopompy. Z drugiej strony powierzchnia chłodząca nie pokryje całego Threadrippera, więc i tak zrezygnowałbym z takiego rozwiązania.

Na koniec chcąc uruchomić nową aparaturę musicie jeszcze sięgnąć po dwa przewody. Chodzi o micro-USB 2.0 dla płyty głównej i zasilający z końcówką SATA, który to niestety nie posiada dodatkowego rozgałęzienia dla końcówek FAN PWN. Z tego powodu oba wentylatory Aer 120 należy wpiąć bezpośrednio w płytę główną. Ta drobna oszczędność jest dla mnie nie do zrozumienia, zwłaszcza że w kontekście programu CAM dla osób nieposiadających z mobo NZXT sprawia pewne niedogodności. Zaznaczę również, że wiatraki o średnicy 120 mm nie wyposażono w RGB.

Platforma testowa

  • Procesor: Intel i7-8700
  • Płyta główna: Gigabyte Z390 Gaming X
  • Karta graficzna: Inno3D GTX 1070 Ti
  • Pamięć RAM: iChill DDR4-3600 16GB Dual Channel
  • Dysk: Plextor M8Se 512GB NvMe
  • Zasilacz: Cooler Master V650
  • Monitor: AOC U3277FWQ

Uczeń przerósł nauczyciela

Testy na powyższej platformie wykonałem w benchmarku Blender oraz pokusiłem się o małą dokładkę w aplikacji Prime95. W spoczynku chłodzenie zachowywało najwyższą kulturę pracy oraz najniższe z możliwych temperatur. A jak sprzęt wypada pod obciążeniem, szczególnie w starciu z starszym sprzętem NZXT?

Powyższy test trwał 25 minut. W trybie „cichym” dla pompy podczas benczmarkowania temperatura utrzymywała się w zakresie 62-66°C. Wentylatory kontrolował BIOS płyty głównej. Tym samym nie widziałem sensu sięgania po tryb „wydajny”. Z całej platformy dopiero Prime95 wydusił ostatnie poty w trakcie kompleksowego stress-testu. Tryb cichy pompy poskutkował wynikiem temperatur od 66°C do maksymalnie 73°C. Prime działał trochę ponad półgodziny, więc uzyskany rezultat zaliczam na solidny sukces.

Niestety podczas obu testów, niezależnie od profilu, pompa zawsze pracowała na 100% swoich możliwości po przekroczeniu 60°C. W skutek tego traktuje użytkownika donośnym i irytującym piskiem, przebijającym się przez szum wentylatorów. Szybkie skorzystanie z aplikacji CAM i ręczne ustawienie na 75% potencjału pompy załatwia ten problem definitywnie. Manewr nie przełożył się w żaden sposób negatywnie na wzrost temperatur.

Wentylatory Aer 120 spisały się dobrze. Kontrolowane przez płytę główną Gigabyte nie przekraczały 1200 RPM pod pełnym obciążeniem CPU. Podczas normalnej pracy, a także rozgrywki w Tomb Raider, obroty utrzymywały poziom w okolicach 900 RPM. Tym samym w typowych warunkach głośność platformy nie odbiega od standardu serii X-2. Reasumując niemal pod każdym względem Kraken X53 przerósł swojego poprzednika X52, przy zachowaniu ten samej orientacyjnej ceny.

Ewolucja w dobrym kierunku

Kraken X53 zaskoczył bardzo pozytywnie. Odnośnie modelu X52 przede wszystkim widzimy dużo niższe temperatury. To chyba najważniejszy argument przemawiający na korzyść nowego chłodzenia. Mówimy tu o rezultatach porównywalnych do największych chłodzeń klasycznych pokroju DeepCool Assassin III, którego zresztą oceniłem dość wysoko w innej publikacji. Co więcej sprzęt wypada porównywalnie do Krakena Z63 - sprzętu o połowę droższego. Dodatkowo AIO zaliczyło kilka zewnętrznych poprawek, ale to wciąż ten sam minimalistyczny Kraken.

Jedyne, co można wypunktować na minus to brak na przewodzie zasilającym dodatkowych przedłużek dla FAN_PWN. Wzorem choćby Krakena Z63, taki zabieg pozwalałby z poziomu apki CAM na platformie Gigabyte sterować obrotami pompy i wentylatorów jednocześnie. A tak, chcąc zmienić profile obu jednostek Aer 120 zmuszony byłem zaglądać do UEFI lub szukać alternatywnej aplikacji dla softu NZXT. Niektórzy także zwrócą uwagę na brak RGB w wentylatorach, ale dla mnie to błahostka. Osobiście preferuję kierunek obrany przez NZXT.

Reasumując pewnie kwota 600 zł wydatkiem małym nie jest, ale w zamian otrzymujemy naprawdę sprawnie działające chłodzenie, które na użytym w tym teście procesorze nie ustępuje dużo droższemu Krakenowi Z63. Jednym słowem 53-jka spokojnie powinna powędrować na dużo mocniejszą jednostkę, czyli do zestawu niebędącego budżetowym składakiem. Jeśli macie w planach montaż wydajnego PC do pracy i rozrywki w bardziej kompaktowej formie, nie stroniąc przy tym od OC, to nowa propozycja NZXT w mojej ocenie będzie strzałem w dziesiątkę. Bardzo możliwe, że w segmencie AIO do tysiąca złotych nie znajdziecie niczego, co przedstawia równie atrakcyjny stosunek cena-jakość-wydajność.

Co na plus?

  • Łatwość montażu chłodzenia
  • Minimalistyczny, estetyczny wygląd
  • Możliwość przekręcania logo NZXT
  • Znakomite temperatury podczas pracy
  • Generalnie cichy ten nowy Kraken

Co na minus

  • Brak rozgałęźnika PWN FAN w zestawie
  • Z poziomu CAM nie mogłem zmienić profilu FAN (mobo Gigabyte)