H510 Elite, Kraken, N7… Komputer NZXT od A do Z

Komputer może pełnić kilka ról w życiu każdego użytkownika. Czasem jest to prosta maszyna do pracy, innym razem stacja robocza a niekiedy zaawansowane centrum rozrywki. To ile potrafi nasz komputer zależy od poniesionych inwestycji. Konsumenci często są w stanie dopłacić ekstra, aby sprzęt jeszcze odpowiednio się prezentował. W współczesnym biurze lub gabinecie komputer stacjonarny przybiera także formę „eleganckiego mebla”, odzwierciedlając tak pewien styl życia użytkownika.

Po tym dość enigmatycznym wstępie pora przejść do konkretów. Dziś przyjdzie mi złożyć zupełnie od podstaw komputer NZXT. Do mojej dyspozycji mam obudowę, chodzenie, zasilacz oraz… płytę główną kalifornijskiej marki. Kiedy zaproponowali mi sprawdzenie możliwości wszystkich tych komponentów długo się nie zastanawiałem. Dlatego dziś złożymy PC dosłownie na bogato. Głównym bohaterem dzisiejszej publikacji będzie obudowa H510 Elite – to właśnie jej poświęcę najwięcej uwagi, choć oczywiście nie oznacza to obojętność względem innych komponentów.

Wstępny rysopis

Na pierwszy ogień idzie obudowa NZXT H510 Elite, za którą przyjdzie szczęśliwemu nabywcy zapłacić około 695 zł. Jest to rozwinięcie obudowy H500, którą zresztą miałem już okazję testować. Za tak pokaźny plik gotówki otrzymujemy kompaktową obudowę typu Mid-tower ATX o wymiarach 210 x 460 x 428mm. Do wykonania całej skrzynki posłużyła stal, odrobina tworzywa sztucznego oraz hartowane szkło na bocznym panelu i froncie. Na górnym panelu znajdziemy odpowiednio po jednym porcie USB Typ-C, Typ-A oraz wejście Headset Audio Jack. Jeśli idzie o „wentylowanie” obudowy producent zamontował dwa wiatraki 140mm RGB oraz jedną 120-tkę na tyle. Do dyspozycji mamy jeszcze jedno miejsce na wentylator 120/140 mm na górze obudowy. W każdym z tych miejsc oczywiście może powędrować stosowna chłodnica AIO, choć w górnej części akurat nie próbowałbym zbytniej gimnastyki. Natomiast serce H510 Elite stanowi moduł Smart Device V2.

Do zasilania całego sprzętu posłuży jednostka E650 o, jak pewnie słusznie zakładacie, mocy 650W. Jest to zasilacz w pełni modularny, objęty dziesięcioletnią gwarancją i posiadający certyfikat 80 Plus Gold. Wiążą się z nim dwie ciekawostki. Pierwsza to port Micro-USB. Po podpięciu urządzenia do płyty głównej z poziomu aplikacji CAM otrzymujemy wgląd w parametry pracy. Jednocześnie zasilacz poniżej poziomu 100W przechodzi w tryb pasywny. Jego koszt to około 450 zł. Z drugiej strony do chłodzenia procesora zostanie użyty Kraken M22 – chłodnica AIO wyposażona w pojedynczy wentylator 120mm. Aktualnie można nabyć go w kwocie około 400 zł.

Wszystko podłączę do płyty głównej N7 na intelowskim chipsecie Z390. Posadzimy na niej i7-8700 oraz zestaw dual-channel Ichill 16GB DDR4 3600MHz. Ogólnie nie jest to tani kawałek laminatu, bowiem za płytę główną przyjdzie zapłacić około 1200 zł. Jednocześnie na terenie Polski to dość trudny produkt do zdobycia w oficjalnej dystrybucji. Względem N7 Z370 jest kilka istotnych zmian estetycznych oraz technicznych, choć nie obyło się także bez pewnych głupotek, o których więcej postaram się napisać w osobnej recenzji.

Na sam koniec w kwestii nośników pamięci postawiłem klasycznie na dysk Plextor M8Se 512GB NvMe pod PCI-e oraz SATA Samsung 860 EVO pod M.2. W temacie kart graficznych sprawność komputera sprawdziłem z dwoma GPU otrzymanymi od Inno3D. Są to GTX 2070 Super (ok. 2500 zł) oraz GTX 1070 Ti (około 1300 zł).

Składanie komputera

Mówiąc prosto z mostu składanie całego komputera było czystą przyjemnością. Wszystkie komponenty od NZXT pasowały do siebie idealnie a rozplanowanie okablowania nie stanowiło większego problemu. Producent dość sprytnie poukrywał niektóre porty na płycie głównej, dzięki czemu nie trzeba specjalnie gimnastykować się z ich podłączeniem. Cieszy uwzględnienie na laminacie trzech portów USB 2.0. Tym sposobem podłączyłem zasilacz, AIO oraz moduł Smart Device V2.

Obudowa H510 Elite to konstrukcja dwukomorowa. Osłona zasilacza posiada perforowaną powierzchnię, przez co zasilacz można ułożyć w dwóch pozycjach. Rzecz jasna pod komputerem znajdziemy odpowiedni wywietrznik i filtr przeciw-kurzowy. W tej samej komorze znajduje się jeszcze modularny stelaż na dyski twarde. Podobnie jak w przypadku H500 czy H700 ten element wydaje się bardzo budżetowy. Głównie brakuje mi podkładek gumowych redukujących wibracje dysku.

W tym samym miejscu przykręcimy oczywiście dyski 2.5”. Dwa dodatkowe miejsca znajdziemy jeszcze nieco wyżej, na ścianie, do której przykręcamy płytę główną. Jeśli już wspominamy o płycie głównej to w jej zestawie zamieszczono dodatkowe śruby. Ponieważ estetykę poprawia biały pancerz przykręcenie N7 zwykłymi śrubkami mogłoby napsuć trochę krwi. Bonus od NZXT robi robotę, ale warto pamiętać, że w obiegu funkcjonują bodajże trzy rodzaje gwintów w obudowach, więc w innych skrzynkach może nie być już tak różowo.

Na duży plus, jak to zazwyczaj bywa w przypadku NZXT, zasługuje zarządzenie przewodami. Przestrzeń w postaci ok. 20 mm daje sporo miejsca do aranżacji tego, co konieczne do uruchomienia sprzętu. Dla karty graficznej przeznaczono 368.5mm. Co ciekawe producent uwzględnił także wertykalny sposób montażu GPU. Dla lepszego wyeksponowania sprzętu jest to ciekawy zabieg, ale w kwestii chłodzenia będzie mieć swoje minusy względem klasycznego układu. Natomiast chłodzenie procesora nie powinno być wyższe niż 165mm. Oczywiście ja postawiłem na AIO, więc problem ten nie dotyczy tego projektu. Ogólnie złożenie całego sprzętu zajęło mi niecałe 25 minut.

Komponenty w praktyce

Na pierwszy ogień w testach poszła karta RTX 2070 Super X2. Jak wiemy Turingi z serii RTX to układy bardzo lubiące się nagrzewać pod obciążeniem. Dlatego chciałem przekonać się, jak poradzi sobie z nagromadzonym ciepłem niezbyt wielka obudowa. Szczególnie, że przednie wentylatory zasysają powietrze przez stosunkowo niewielkie otwory od spodu i prawej strony a tył na swój sposób zasłania chłodnica AIO wsparta wentylatorem 120 mm. W spoczynku nie ma żadnych problemów, ponieważ karta w trybie pasywnym nie przekroczy 40°C a procesor 32°C. Pod obciążeniem bywało już różnie. Zależnie od obciążenia karta pracowała w warunkach 75-83°C. Ogólne temperatury i7 podczas gry lub średnio wymagających aplikacji nie przekraczały 68°C. Dopiero benchmark Blender, pracujący przez półtorej godziny, wskazał maksymalną temperaturę 74 Stopni, co i tak oceniam pozytywnie. W dużo większej obudowie H700 miałem wyniki na poziomie 72-74 stopni.

Rzecz jasna dużo lepsze rezultaty w kwestii temperatur osiągał wysłużony Pascal. GTX 1070 Ti X3 podczas gry prezentował poziom 68-73°C. I także z tą kartą komputer wykazał należytą kulturę pracy. W pierwszym scenariuszu wynik 35.2dB zanotował RTX, natomiast GTX około 34dB w aplikacji benchmark Superposition. Pozytywnie wykazał się Kraken M22. Nie jest to może najcichsze chłodzenie na świecie, ale możliwość modyfikacji parametrów z poziomu aplikacji CAM robi dobrą robotę. W tym samym programie miałem także sposobność monitorowania pacy zasilacza wraz z jego temperaturą. Otrzymałem wgląd w ogólny czas pracy, poziom napięcia na poszczególnych liniach itd. Dla zwykłego zjadacza krzemu taka funkcja nie ma większego znaczenia, ale dla entuzjasty bawiącego się w choćby podkręcanie może dostarczyć ciekawych informacji.

Słowem podsumowania

Najpierw krótko o obudowie. NZXT H510 Elite to niezaprzeczalnie solidny kawałek stali i szkła oraz jedna z bardziej eleganckich obudów dostępnych na rynku. Całość jeszcze lepiej podkreślał minimalizm, czy wręcz industrialne wzornictwo osłony płyty głównej. Cieszy przyciemniany frontowy i boczny panel szkła hartowanego, przez który nie widać wszystkich detali – szczególnie przewodów. Niestety dołączony pasek RGB ma problemy z rozświetleniem całości, co niektórych może odrzucać.

Jedynym poważniejszym problemem tej obudowy będzie cena. 700 zł to dość wysoki koszt, szczególnie że konstrukcja nie oferuje dużo więcej niż H500, czy inne obudowy w segmencie 300-400 zł. Szczególnie, że w tym projekcie obecność Smart Device V2, w kontekście frontowych wentylatorów i podświetlania LED na górnej krawędzi z lewej strony, nie wnosiła wiele istotnego. Oczywiście w programie CAM skorzystałem z ogólnej kalibracji sprzętu pod względem głośności i temperatur. Niestety pomiędzy trybem „adaptacyjnym” i skalibrowanymi na sztywno parametrami nie ma zbytniej równicy w głośności oraz temperaturach. W tym przypadku lepiej poświecić nieco więcej czasu, aby pobawić się krzywą w ręcznych ustawieniach wentylatorów obudowy bo ich fabryczne parametry pozostawiają wiele do życzenia (momentami potrafi być głośno).


  • Jeśli podsumować koszt wszystkich części to dzisiejszy komputer, przy zakupie wyłącznie nowych komponentów, wyniósłby nieco ponad 8000 złotych. Oczywiście mówimy o scenariuszu z kartą RTX oraz pachnącym fabryką i7-8700. W tych pieniądzach otrzymaliśmy naprawdę sprawny sprzęt, acz w kwestii wyciszenia myślę, iż dałoby się nanieść jeszcze jakieś drobne poprawki. Rzecz jasna sprzęt o podobnej specyfikacji będziemy w stanie złożyć taniej, ale pamiętajcie, że ogromną rolę odgrywał argument estetyki i dopasowania do siebie jak największej ilości komponentów jednego producenta. Mi osobiście finalny efekt bardzo się podoba. Nie mniej raczej nikomu nie polecałbym kupowania 8700-tki w cenie prawie półtora tysiąca złotych w kontekście istnienia prawie połowę tańszego Ryzena 5 3600. Szkoda, że NZXT nie ma w swojej ofercie płyt głównych AMD. Choć kto wie, co przyszłość przyniesie?

    A jak waszym zdaniem prezentuje się finalny efekt? Czy komputer NZXT przemawia do duszy estety? Jaki wy jesteście w stanie zaproponować wymarzony projekt, godny wylądowania na okładce poczytnego magazynu komputerowego?

    Co na plus? (NZXT H510 Elite)

    Jakość wykonania,

  • Dopasowanie elementów,
  • Przyciemniane hartowane szkło,
  • Szklany panel nie pokrywa całego boku,
  • Możliwość aranżacji okablowania,
  • Ciekawie prezentujące się podświetlane wentylatory na froncie,
  • Całkiem dobra wentylacja całej konstrukcji,
  • Sporo miejsca w środku jak na tak niepozorny gabaryt.

Co na minus?

  • Jak dla mnie brak wygłuszenia,
  • Stelaż dla HDD pozostawia pewien niedosyt w wykonaniu,
  • Jeśli postanowicie wykorzystać wszystkie miejsca na dyski robi się dość ciasno,
  • Smart Device V2, poza sposobnością integracji większej ilości akcesoriów, nie wnosi raczej nic szczególnego,
  • Zbyt wysoka cena względem oferowanych możliwości.