Krągłości Cooler Mastera. Test monitora GM27-CF

Na początku bieżącego roku włodarze Cooler Master podczas targów CES wspominali o wejściu ich marki na rynek monitorów. Najwyraźniej trendem stało się dążenie do zapewnienia klientowi kompleksowego oporządzenia sprzętem komputerowym sygnowanym jedną marką. Na tym polu przodownikami są choćby Aorus oraz Asus, gdzie prócz procesora wszystko inne występuje w tych samych barwach. (Note: o ile dobrze pamiętam Asusowi brakuje tylko dysków SSD do pełnego pakietu.) W efekcie również firma CM poszerzyła swoją ofertę produktów o dwa modele monitorów skierowanych do grającej gawiedzi. I tak do portfolio producenta powędrowały odpowiednio model GM27-CF (1080p) o przekątnej 27” oraz GM34-CW (1440p) o przekątnej 34”. Obie jednostki pochwalą się zakrzywionymi matrycami (1500R) i panelami typu VA.

Jakość wykonania

Monitor przywędrował w niczym niewyróżniającym się pudle. Po jego rozpieczętowaniu do naszych rąk prócz ekranu trafia ładowarka, metalowa nóżka i kabel HDMI. Producent uwzględnił również dodatki, które chyba pozwalają zamontować GM27-CF na ścianie. Podstawka w kształcie logo CM i przymocowana do niej noga zostały wykonane z metalu. Reszta korpusu monitora to tworzywo sztuczne, którego jakość oceniam na poprawną. Ogólnie poszczególne elementy spasowano należycie. Całość waży nieco ponad pięć kilo. Oczywiście możecie zmieniać wysokość ekranu w zakresie od 0 do 110 mm, obracać w zakresie +/-15° oraz pochylać w zakresie od -5° do +15°. Naturalnie nie zapomniano o standardzie VESA.

Wokół matrycy zauważamy cienkie ramki zaś ekran chroni matowa powłoka. Z tyłu natomiast na plastikowej obudowie dostrzeżemy podświetlane na fioletowo drobne akcenty. Lekką poświatę dostrzeżemy jednak wyłącznie w zaciemnionym pomieszczeniu, gdy monitor stoi bardzo blisko ściany. Nieco niżej pod krawędzią skrywają się odpowiednio: HDMI 2.0, HDMI 1.4, DisplayPort 1.2 i port audio. Dziwi mnie rozbieżność w standardach HDMI. Do niewielkiego gniazda zasilającego podłączamy w kształcie litery L wtyczkę, co wygląda trochę dziwnie. Czego nie zobaczymy a usłyszymy to dwa głośniki o mocy 3W na kanał. Można o nich powiedzieć jedynie tyle, że są. Wystarczą do posłuchania od biedy radia internetowego lub poszperać na YouTube, ale względem szerszego zainteresowania muzyką, filmowymi seansami i graniem nie spełniają w sposób wystarczający powierzonego zadania.

Pięć przycisków funkcyjnych ukryto pod frontową krawędzią z prawej strony (z perspektywy użytkownika). Działają one z wyraźnym oporem i głośnym kliknięciem. Ustawień w menu mamy pod dostatkiem. Definiujemy własną jasność, kontrast, gammę, paletę kolorów (ciepłe, zimne, użytkownika) czy też tryb pracy (gra, grafika, film). Z poziomu frontowych przycisków szybko przełączycie między trybem pracy „gra” a „grafika”. To samo tyczy się aktywacji redukcji niebieskiego światła. Jeśli chcemy przełączyć źródło obrazu lub zwiększyć/zmniejszyć głośność, podkręcić jasność tudzież gammę musimy już wędrować do menu monitora. Z ciekawostek mamy jeszcze opcję Multi Window – wyświetlanie obrazu z dwóch źródeł na jednym ekranie. Zasadniczo możliwości konfiguracji jest sporo. Wszystkie czynności realizujemy za pomocą czytelnego i bardzo prostego menu w języku angielskim. Nie ma możliwości zmiany na rodzimą polszczyznę.

Parametry wyświetlacza

Pod plastikiem GM27-CF ukrywa się panel 8 bit typu VA dostarczony przez Samsunga (dokładnie model LSM270HP09). Jest to ekran o przekątnej 27” i proporcjach 16:9, gdzie matryca została dodatkowo zakrzywiona. Natywna rozdzielczość wynosi 1920 x 1080 pikseli, przy odświeżaniu rzędu 165Hz z możliwością podkręcenia do 200Hz. Do tego za synchronizację obrazu odpowiada FreeSync z czego właściciele kart AMD powinni być zadowoleni. Test wyświetlacza przeprowadziłem przy pomocy kolorymetru Spyder5Pro. Sterowniki karty graficznej działały w domyślnych ustawieniach.

Przy pełnej jasności w OSD maksymalna luminancja osiągnęła wartość 366 cd/m2, wykraczając poza wartości deklarowane przez producenta (300 cd/m2). Najniższa luminancja wyniosła 49 cd/m2 a na poziomie niespełna 20% jasności osiągamy zalecaną wartość 120 cd/m2. Pokrycie kolorów sRGB wynosi 99%, AdobeRGB 83%, P3 to 87% a NTSC 79%. Gamma kształtuje się na poziomie niespełna 1,9, gdzie w ustawieniach monitora widniała domyśla wartość 2,2. Zasadniczo w tym monitorze mierzona gamma pokrywa się z deklarowaną wyłącznie na poziomie 2,4 i 2,8.

Jeśli idzie o kąty widzenia są one ogólnie dobre i na tym polu produkt Cooler Master nie odstaje od zakrzywionych konkurentów. Natomiast temat jednolitości podświetlania matrycy nigdy nie był mocną stroną ekranów w kształcie łuku. Dopowiem tylko, że tak jak większość monitorów dostępnych na rynku, GM27-CF korzysta z podświetlania krawędziowego. I tak ewidentnie dolna i dość wyraźnie górna krawędź odstają od centralnej części matrycy. Podczas codziennego użytkowania nie dostrzeżemy tych różnic, ale wyczuleni graficy od razu zobaczą w czym rzecz.

Ogólnie różnice między ustawieniami domyślnymi a skalibrowanym profilem są wyraźne. Po wyjęciu prosto z pudła wyświetlana czerń jest wręcz szara i wypłowiała. Brakuje również nasycenia pozostałym barwom a przykładowo czerwień ucieka wręcz w bardzo dziwny odcień różu. Ogólnie prosto z fabryki ekran reprezentuje nieciekawe odwzorowanie kolorów pod kątem multimediów i grafiki. W grach jest w miarkę ok. Warto polecam pobawić się kontrastem, jasnością i przede wszystkim poziomem czerni (Blacklevel). Poświęcając chwilę osiągniecie zadowalające rezultaty.

Użytkowanie monitora

Konfiguracja „prosto z pudła” jest ewidentnie ukierunkowana na gry. Jak wspomniałem główny problemem stanowi gamma, wpływająca na odbiór kolorów w innych zastosowaniach. Generalnie kran daje ciekawe efekty w grach, ale dla osób pokroju grafików i fotografów, niezależnie od ich stopnia zaawansowania, pojawiają się schody choćby w tym jak monitor odwzorowuje barwy nawet po kalibracji. Z drugiej strony nie jest to monitor celujący w tę grupę odbiorczą, co należy mieć na uwadze w podsumowaniu.

W mojej ocenie rozdzielczość 1080p nie przeszkadza przy przekątnej obrazu 27”. W ten sposób łatwiej choćby osiągnąć wyższe wartości odświeżania bez znacznego podbijania ogólnej ceny urządzenia. Spotkałem wiele opinii, jakoby na panelach tych rozmiarów wręcz konicznym jest rozdzielczość 1440p, ale nie jestem takiego zdania. Odkładając na bok indywidualne preferencje wypada podkreślić, że w codziennym użytkowaniu trudno coś zarzucić testowanej konstrukcji. Przykładowo dzięki rozstawowi pikseli 0,311 mm tekst jest wygodny i łatwy do odczytania, zapewniając ostry i wyraźny obraz. Zakrzywiony format matrycy jest ok, ale wydaje mi się, że w ekranie tego typu jest on zbędny. Co innego, jeśli popatrzymy na większy monitor Cooler Master o przekątnej 34” w proporcjach ultrawide.

Wracając do gamingu czas odświeżania wypada naprawdę dobrze. Przy wartości 165Hz nie doświadczyłem nieprzyjemnego smużenia a ustawiając Response Time na Fastest (najwyższa wartość) nie dostrzegłem żadnych artefaktów, przekłamań w obrazie itd. Ogólnie wszystko grało i trąbiło jak należy. Jeśli planujecie podłączyć pod monitor konsolę a więc zostać w zakresie 60Hz to tu także GM27-CF wypada jak należy. Ogólnie niezależnie od wybranego odświeżania wydaje mi się, że najbardziej optymalnym rozwiązaniem jest trzymanie się ustawień najszybszego czasu reakcji z poziomu menu.

Ogólnie Cooler Master wykonał dobrą robotę przy stawianiu pierwszych kroków w świecie monitorów. GM27-CF oferuje przede wszystkim solidną wydajność w grach, gdzie spełnia powierzone zadanie na sto procent. Bawiąc się ustawieniami szybko również osiągniemy zadowalające wyniki w multimediach a codzienną pracę z tekstem (pisanie, czytanie, przeglądanie stron itd.) również oceniam na duży plus. Natomiast monitor ten całkowicie odradzam grafikom półprofesjonalnym a nawet amatorom, którzy myślą poważnie o swoim hobby. Nie mniej w przedziale cenowym do 1300 zł trudno znaleźć ekran, który będzie radzić sobie wzorowo na wszystkich wymienionych polach zastosowań.