Przepychanki w rodzinie: GTX 1660 Ti vs RTX 2060

Nim przystąpię do gruntownego podsumowania powoli przemijającej generacji kart graficznych chciałbym pochylić się nad jeszcze jednym zagadnieniem. O ile po ostatniej prezentacji Nvidii, która zresztą odbiła się niemałym echem w sieci, mało kto już zainteresuje się topowymi modelami GPU serii RTX 2000, tak tańsze Turingi mogą liczyć jeszcze na odrobinę uwagi. Z tego powodu kierowany wrodzoną ciekawością pokusiłem się o porównanie dwóch układów stojących na przeciw siebie – RTX 2060 i GTX 1660 Ti. Czy są one jeszcze opłacalnym zakupem, gdy za oknem powoli wita nas jesień a tym samym powoli nadchodzi lawina technologicznych nowinek?

Wszyscy zgodzimy się, co do tego, że jesień-zima 2020 to ciekawy okres na kalendarzu. Wrzesień należy zdecydowanie do Nvidii, mającej już za sobą premierowy pokaz następnej generacji układów graficznych o nazwie Ampere. Nie wdając się w szczegóły (na to przyjdzie pora później) seria RTX 3000 zapowiada się po prostu grubo! Chwilę później za rogiem czają się już konsole następnej generacji, w których to upatruję właśnie dość agresywną politykę cenową Zielonych. Oczywiście nie zapominajmy o AMD mającym w zanadrzu premierę własnych układów graficznych następnej generacji dla komputerów osobistych. Ja natomiast chciałbym rozgryźć jak w ten cały scenariusz wpisują się wciąż produkowane układy graficzne Turing z niższej półki cenowej?

Szybkie porównanie na papierze

Obie wybrane karty posiadają identyczną ilość pamięci VRAM – 6GB, dostarczoną przez Micron Technology. Oczywiście na korzyść droższego wariantu będzie przemawiać wsparcie dla ray tracingu. Na tym jednak nie koniec różnic, bowiem te idą dalej w ogólną architekturę rdzeni układów wykonanych w procesie technologicznym 12 nm. Co jednak istotne mimo wszystko tańszy GTX posiada pewne atuty. Są nimi między innymi wyżej taktowany zegar rdzenia, minimalny – ale zawsze – zapas OC* oraz niższy pobór energii i wydzielanego ciepła w fabrycznych ustawieniach. Nie zapominajmy również, że 1660-tka pozbawiona obsługi śledzenia promieni oraz DLSS wciąż gwarantuje sporo funkcjonalności. Przykładowo w równym stopniu, co droższa siostra nadaje się idealnie do streamowania treści wideo dzięki uwzględnieniu kodera Nvenc.

*Warto jednak pamiętać, że RTX 2060 również można poddać OC.

Do tego trudno przemilczeć umiejscowienie cenowe obu kart. Różnica dzieląca GTX 1660 Ti a RTX 2060 może wynosić od 100 do 250 zł w zależności od producenta i modelu. W przypadku wybranych modeli, dostarczonych przez Inno3D, dystans cenowy mieści się gdzieś w granicach dolnego pułapu. Między innymi właśnie dzięki temu czynnikowi ogólne porównanie wydaje się bardzo ciekawe.

GTX vs RTX w praktyce

Trudno mówić cokolwiek sensownego o kartach graficznych nie podając wcześniej garści suchych danych w postaci wykresów renderowanych klatek na sekundę. Celem dochowania należytego ceremoniału poniżej zamieszczam szybkie porównanie obu kart na przykładzie kilku tytułów. Test wykonałem na platformie Ryzen z zainstalowanym Windows 10 1909. Gry tradycyjnie lądowały na SSD.

Mimo ewidentnych różnic na poziomie technicznym obie karty odnajdują się równie dobrze w tych samych zadaniach. Układy pozwalają ograć wciąż bardzo wymagające tytuły w pełni ich jakości graficznej w rozdzielczości 1080p, nie oszczędzając przy tym na wysokim fps’ie. Różnica między nimi wynosi średnio jedenaście do siedemnastu procent w uśrednionym klatkarzu. Przede wszystkim obie spokojnie daleko wykraczają poza magiczną barierę sześćdziesięciu fps. W efekcie gracze lubujący w sieciowych zmaganiach a zarazem posiadający monitory o wyższym odświeżaniu niż standardowe 60Hz powinni być zadowoleni. Jednocześnie równie podobnie a zarazem dobrze wypada wartość 1% low informująca nas, czy podczas rozgrywki występuje niepożądana czkawka animacji.

No dobrze a co mogę powiedzieć o rozdzielczości 1440p? Tutaj obie karty w najnowszych pozycjach wymuszają kompromisy w kwestii detali, jeśli zależy nam na wysokim fps. Natomiast tytuły starsze niż trzy lata można przeważnie uruchamiać bez stresu z suwakami detali przesuniętymi maksymalnie na prawo, choć oczywiście mogą zdarzyć się wyjątki. W ogólnym rozrachunku, jeśli przyrównać naszych zawodników do wciąż popularnych Pascali to RTX 2060 wypada identycznie jak GTX 1070 Ti. Natomiast GTX 1660 Ti to mniej więcej poziom GTX 1070 z mniejszymi lub większymi wahaniami zależnie od wieku i optymalizacji gry.

Ray Tracing na dziś

Generacja spod znaku kart Turing, jeśli idzie o nowinkę w postaci śledzenia promieni, była rozwiązaniem wyłącznie przejściowym. Prawdziwe rewelacja dopiero nadejdą i nie ma wątpliwości, że ray tracing w niedalekiej przyszłości spowszechnieje na szeroką skalę. Pozostając jednak w teraźniejszości jasno trzeba powiedzieć, że RTX 2060 z włączoną funkcją śledzenia promieni prezentuje, co najwyżej umiarkowanie zadowalający poziom. W przypadku tego układu trudno powiedzieć z czystym sumieniem, aby była to najważniejsza karta przetargowa tego produktu. Szczególnie, gdy z upływem czasu optymalizacja nowości będzie przemawiać bardziej na korzyść generacji Ampere.

Pomijając wizualne wodotryski warto jeszcze wspomnieć o innych czynnikach wpływających na potencjalny wybór. Nie licząc RT i DLSS zasadniczo oba układy wspierają identyczne rozwiązania w postaci portów wideo, obsługiwanych API i trybu NULL (Ultra Low Latency). Rozwiązania proponowane przez Inno3D wypadają również ciekawie pod względem temperatur oraz poboru prądu. GTX 1660 Ti ogranicza swoje łakomstwo do 180W. Natomiast RTX w tym aspekcie prezentuje poziom zbliżony do wysłużonego GTX 1070 Ti. Jednocześnie tańszy Geforce rozgrzewa się maksymalnie do 66 stopni Celsjusza, podczas gdy RTX notorycznie przebija barierę siedemdziesięciu. Z tych dwóch układów droższy jest wyraźnie głośniejszy, co należy mieć w pamięci, jeśli składamy PC z zamysłem zachowania należytej kultury pracy.

Pro tip: jeśli myślicie nad nowym komputerem bazującym na platformie Zen2 to o ile w przypadku układów RTX 2060 Super i mocniejszych pamięci powyżej 3200MHz potrafią wnieść realną różnicę na poziomie średniego fps, tak w przypadku słabszych GPU nie ma to większego znaczenia. Zarówno w przypadku serii GTX 1660 jak i bazowego RTX 2060 kości o taktowaniu 3000-3200MHz wystarczą w zupełności.

Słowem podsumowania

Pora w kilku żołnierskich słowach podsumować powyższy pojedynek między zasadniczo najmłodszymi przedstawicielami rodziny Turing. Produkcję RTX 2060, jak również mocniejszych modeli wspierających ray tracing, już zakończono. Tym samym do sklepów wędrują ostatnie egzemplarze, które z pewnością szybko nie opuszczą półek, co oczywiście musi przełożyć się na stosowne promocje. Szczególnie biorąc pod uwagę cenę nowej serii oraz dużo zależy od tego jak szybko doczekamy się układu RTX 3060. Niemniej najnowsze nowinki głoszą, jakoby początkowo dostępność serii Ampere ma nie zwalać z nóg. A mimo to na wielu platformach sprzedażowych już można dostrzec lawinę używanych Turingów. Jednym słowem szykujcie się na prawdziwe przetasowania na rynku GPU.

Na tę chwilę trudno powiedzieć, co będzie z serią GTX 1660. Jest ona stosunkowo wciąż młoda i Nvidia szybko nie zakończy jej produkcji, bo na tym segmencie nie może odpuścić pola konkurencyjnym wariantom AMD. Czy w nowej generacji doczekamy się układów budżetowych pozbawionych ray tracing i DLSS? Nie wiem, ale zakładam, że tak. Jednocześnie nie zdziwię się, jeśli w najbliższym czasie nie zobaczymy kilku promocji na tańsze karty Geforce.

Zestawiając dziś testowane karty koszt pojedynczej renderowanej klatki jest niższy w przypadku RTX 2060 o niespełna trzynaście groszy. Oczywiście namieszają tu wszelkiego rodzaju promocje oraz dostępność układów w sklepach. W tym wypadku jeśli składacie w najbliższym czasie od postaw nowy PC RTX nie jest złym wyborem, ale osobiście skłaniałbym się jednak w stronę GTX 1660 Ti. Zaoszczędzone kilka groszy warto doinwestować w inny komponent a potencjalnej różnicy w grach i tak nie uświadczycie. Jednocześnie 1660-tka to zdecydowanie lepszy wybór podczas uaktualnienia starszego zestawu komputerowego. Szczególnie, jeśli bazuje na dużo starszym i niezbyt mocnym zasilaczu oraz na pokładzie znajduje się i5 lub i7 z dużo wcześniejszych generacji.

Powyższa rada to oczywiście propozycja dla użytkowników unikających rynku wtórnego oraz zaliczających potencjalną przesiadkę z kart starszych niż generacja Pascal. Właściciele serii GTX 1000 na tę chwilę powinni ostrzyć zęby wyłącznie na premierę Ampere. A co wy sądzicie o tym pojedynku? Kto jest waszym faworytem i dla czego a może macie inne propozycje odnośnie potencjalnego zakupu GPU na tę chwilę? Piszcie w komentarzach.