reklama

Slack i Google integrują się. Microsoft Teams może się pakować?

Strona główna Aktualności

O autorze

Na dziobie okrętu. Stawia znaczące nad znaczonym, lubi czapki z daszkiem, teorię gier, tłumaczenia maszynowe i karabiny maszynowe.

Dla Microsoftu klienci biznesowi oraz dostarczanie usług przydatnych w organizacji pracy jest bez wątpienia jednym z priorytetów. Solą w oku jest zatem od miesięcy Slack, który skradł także serca w naszej redakcji. Jakiś czas temu twórcy Windowsa przygotowali konkurencję dla Slacka, Microsoft Teams, który w dużej mierze był po prostu kalką. Dziś wiemy już, że Slack nie zamierza składać broni i zyskał potężnego sojusznika.

Jest nim Google. Na blogu Keyword ukazał się wpis, który zapowiada jeszcze bardziej zaawansowaną integrację usług Google, przede wszystkim Dokumentów i Dysku, ze Slackiem. Będzie ona przebiegała stopniowo i na różnych polach.

Aktualnie trwają pracę nad ujednolicenie systemu uprawnień do współdzielonych plików w Dokumentach. Docelowo, udostępniając plik na slackowym kanale, odpowiednie uprawnienia zostaną przyznane w Dokumentach. Dostęp do plików otrzymają wszyscy członkowie kanału, choć zawsze będzie można odjąć zbędnych.

Integracja będzie także przebiegać w kwestii powiadomień: Slack będzie w poszczególnych kanałach wyświetlał informacje o modyfikacjach zawartości Dysku Google. Ponadto będąca aktualnie w fazie zamkniętych testów usługa Google Team Drives w momencie premiery w 2017 roku będzie umożliwiała automatyczną synchronizację plików udostępnionych na Slacku.

Microsoft przy tworzeniu Teams z całą pewnością nie popisał się kreatywnością i rzeczywiście można określić go mianem Slacka uwiązanego do Office'a 365. Pozostaje nadzieja, że w świetle tak szeroko zakrojonego partnerstwa Google i Slacka, korporacja wykaże się świeżym podejściem do tematu. Zwłaszcza że ze Slacka korzystają dziś nie tylko korporacje, ale nawet niewielkie grupy robocze.

© dobreprogramy

Komentarze

reklama
Polecamy w WP TechnologieWP TechnologieNie wiemy, co jemy - państwowe badania to kropla w morzu. Projekt FoodRentgen chce to zmienić