Smartfon Quad Titan MS5001 — lepsze oblicze Manty

Strona główna Lab Smartfony i tablety

O autorze

Kiedy mniej więcej pół roku temu wspominałem o Mancie wkraczającej na rynek smartfonów, pojawiły się różne komentarze. Najczęściej były niekorzystne, wynikające ze złych doświadczeń i uprzedzeń do samej firmy bądź sygnowanych przez nią produktów. Niestety ma to bardzo negatywny wpływ na ocenę sprzętu, który wcale nie musi być słaby. Przekonałem się o tym testując ich smartfon Quad Titam MS5001. Wystarczyło schować pudełko i zasłonić logo, aby usłyszeć pochlebne opinie. Okazało się, że Manta potrafi zaoferować produkt zarówno dobrze wykonany jak i sprawnie działający. Nie jest, co prawda idealny, ale na pewno zasługuje na uwagę.

Smartfon oprócz tego, że nieźle wygląda, jest także dobrze wykonany. Wzrok przyciągają czerwone wstawki na czarnej obudowie, a także gumowata powłoka tylnej klapki. Dzięki niej urządzenie pewniej leży w dłoni. Ze wszystkich elementów, najsłabiej wypada wystający ponad obudowę włącznik zasilania. Umieszczenie od góry powoduje każdorazowe włączenie przy wkładaniu smartfonu do kieszeni (włożenie go odwrotnie skutkuje tym samym przy siadaniu). Sytuację ratuje dołączone do zestawu etui ochronne, które po założeniu minimalnie wystaje ponad przycisk. Oprócz funkcji ochronnej, akcesorium służy jako podstawka w pozycji horyzontalnej. Z dodatków w pudełku znalazłem jeszcze ładowarkę, zapasową baterię i zestaw słuchawkowy.

Szczegółowe parametry urządzenia można sprawdzić na stronie producenta. Z tych najważniejszych warto wymienić czterordzeniowy układ MediaTeka (MTK6589) 1,2 GHz, 1 GB pamięci operacyjnej, 5-calowy ekran IPS HD, wyświetlający obraz o rozdzielczości 720×1280 pikseli, dwa aparaty: 8- i 2-megapikselowy, akumulator 2020 mAh i obsługę dwóch kart SIM (standby). Podzespoły spokojnie wystarczają do płynnej pracy systemu i do wykonywania czynności biznesowych, a także do uruchomienia większości dostępnych gier.

Podczas pierwszego uruchomienia, system (Android 4.2.2) poprosił o konfigurację kart SIM. Można wskazać domyślną kartę dla połączeń głosowych i wideorozmów, a także dla wiadomości tekstowych i transmisji danych (z możliwością przyblokowania roamingu). Dla osób korzystających po równo z dwóch numerów jest opcja „zawsze pytaj”. W razie konieczności karty SIM da się wyłączyć (przydatna opcja dla osób ceniących swój prywatny czas). W praktyce przyzwyczajenie się do obsługi dwóch numerów to żaden problem, pomagają w tym wszędzie widoczne oznaczenia (istotne dla historii połączeń i wysyłanych wiadomości).

Poza panelem do obsługi dwóch kart, system wygląda jak goły Android, a przy tym działa szybko i płynnie. Manta nie ingerowała w launcher, ale za to uraczyła klientów zestawem reklamowym w postaci kilku aplikacji, między innymi Mapa Map (z darmową licencją), Naviexpert, e-kiosk, Sport.pl Live, Super Express, Tuba.FM i MantaBox. Wszystkie pozycje dają się usunąć, ale wrócą po przywróceniu fabrycznych ustawień urządzenia. Nie wiem jak inni do tego podchodzą, ale ja wolę sam dobierać dla siebie aplikacje. Nie twierdzę, że te zaproponowane są złe, ale jest ich trochę za dużo i w dodatku powielają swoje funkcje. Wracając do systemu i jego programu uruchamiającego, strasznie przeszkadzała mi domyślna siatka dla ikon na pulpicie. Na 5-calowym ekranie, 4×4, to marnotrawienie roboczej przestrzeni. Osobiście bez zmiany launchera nie byłem w stanie tego obsługiwać.

Po skasowaniu niepotrzebnych dla mnie narzędzi, zacząłem zapychanie pamięci aplikacjami, które służą mi na co dzień do pracy. Cały proces odbył się bez najmniejszych problemów, a każda z zainstalowanych pozycji uruchomiła się bez zgłaszania błędu. Przez cały okres testów system był stabilny, a aplikacje w nim zainstalowane działały płynnie. Na tej płaszczyźnie Manta miło zaskoczyła.

Smartfon, mimo swoich możliwości, jest dla mnie przede wszystkim telefonem. Tutaj stawiam ogromny plus za możliwość obsługi dwóch kart SIM (zdecydowanie noszenie jednego urządzenia zamiast dwóch jest wygodniejsze). Minusa Manta otrzymuje za kiepską jakość mikrofonu. Połowa osób, z którymi nawiązywałem połączenia, zgłaszała, że bardzo niewyraźnie mnie słychać. Dźwięk, jaki docierał do rozmówcy, był zniekształcony, ktoś nawet powiedział, że gadam jakby założył sobie wiaderko na głowę. Problem jest zmienny, bo zdarzało się, że osoba do której dzwonię, raz słyszała mnie dobrze, a przy kolejnym połączeniu nie słyszała wcale. Ustaliłem, że jest to zależne od ułożenia słuchawki przy twarzy, niestety minimalne odsunięcie części z mikrofonem od ust wpływa znacząco na jakość rozmowy. Podobnie jest z zestawem słuchawkowym dołączonym przez producenta. Głos jest niewyraźny jeśli mikrofon swobodnie wisi na kablu i bardzo dobry jeśli skierujemy go w kierunku ust (znacząco lepszy niż przez mikrofon w smartfonie). Bez wątpienia największy komfort miałem przy używaniu własnej słuchawki Bluetooth.

Mieszane odczucia mam również co do baterii. Na początku obawiałem się, że akumulator 2020 mAh, przy dwóch kartach SIM i 5-calowym ekranie nie starczy chociażby na jeden dzień pracy (dla mnie to niezbędne minimum). Jednak już pierwszego dnia, kiedy to najdłużej działał ekran i chyba najbardziej obciążany był system, bateria pozytywnie zaskoczyła. Nie dość, że nie padła pierwszego dnia, to jeszcze spokojnie przetrwała noc (zeszło 6%) i dotrwała późnego popołudnia. Po tym liczyłem, że podładowana do pełna, przy normalnym użytkowaniu, spokojnie wytrzyma dwa dni. Nie myliłem się, ale z jednym wyjątkiem. Sytuacja dość dziwna, bo telefon przed spaniem wskazywał około 75% stanu akumulatora. Na pasku powiadomień czysto (zawsze zwracam na to uwagę). Z rana akumulator wskazywał zaledwie 30%. Jak dojechałem do Wrocławia, bateria była już martwa. Nie reagowała na podłączoną samochodową ładowarkę. Podłączenie tej z zestawu niczego nie zmieniło. Sięgnąłem po drugą baterię z pudełka, żeby zweryfikować, czy to nie wina samego telefonu.

Na drugim akumulatorze sprzęt uruchomił się bez problemów. Wróciłem do pierwszej baterii i zostawiłem ją na dłuższą chwilę w ładowaniu. Dopiero po około 10 minutach na ekranie smartfonu pojawiła się animacja i stan naładowania do poziomu 20%, ale nie dało się jeszcze uruchomić systemu. Dopiero przy 23% Manta wystartowała i już działała prawidłowo. Nie mam pojęcia, czy to wina akumulatora, czy może przyczynił się system, na całe szczęście problem wystąpił raz i, odpukać, więcej nie wrócił. Wspomniałem, że przy naładowanej do pełna baterii smartfon wytrzymał spokojnie dwa dni. Wytrzymał ponad trzy, ale oprócz synchronizacji skrzynki pocztowej, odświeżania pogody i aktywności ekranu przy kilku nieodebranych połączeniach nic nie musiał robić (nie był to celowy test, przez przypadek zostawiłem telefon na cały weekend w domu rodzinnym).

Sporo osób wybierając smartfona zwraca uwagę na jego aparat i jakość zdjęć, które można nim zrobić. Ciężko ustalić co kogo zadowala, więc najlepiej wstawić kilka próbek. Wyszedłem z założenia, że te zrobione na szybko przy domyślnych ustawieniach najlepiej oddadzą możliwości, lub obnażą wady. Na telefonie można je jeszcze oglądać, ale przerzucone na ekran większego monitora proszą o jak najszybsze wyłączenie przeglądarki. Ogólnie mówiąc, aparat w Mancie nie nadaje się to robienia zdjęć, którymi później można pochwalić się w albumie. Wystarczy jednak, aby w potrzebie wykonać szybki „skan” dokumentów, zrobić zdjęcie sklepowym produktom, czy udokumentować kolizję drogową, a to sporą część użytkowników zadowala. Smartfon ma jeszcze dodatkowy aparat nad ekranem, który pozwala na wykonywanie wideorozmów. Przy nawiązaniu połączenia pojawia się małe okienko z wizerunkiem własnym i większe z obrazem wysłanym przez rozmówcę. Połączenie działa prawidłowo, a obraz jest wystarczająco dobrej jakości.


Podobnie jest z dźwiękiem — jednym wystarcza podstawowy głośnik, inni szukają systemów surround. Manta oferuje niezbędne minimum, ale w dobrym tego słowa znaczeniu. Dzwonki przyjemnie brzmią, nie trzeszczą, a głos rozmówcy jest bardzo wyraźny i czysty. Dołączone słuchawki, mimo że są strasznie plastikowe i sprawiają wrażenie krótkotrwałych, przynajmniej w okresie testów nie sprawiały problemów, także zapewniały to minimum. Zresztą, słuchawki nie są „sztywno” związane z telefonem, więc osoby potrzebujące lepszych doznań, mogą je zastąpić innymi.

W trakcie testów kilka razy zdarzyło mi się korzystać z nawigacji w telefonie. Oprócz map Googla, korzystałem z OpenStreetMaps uruchomianych w MapFactor Navigator. Na obu aplikacjach GPS działał prawidłowo, nie kręcił się specjalnie na skrzyżowaniach, a na trasie nie gubił sygnału. Zjadał za to w strasznie szybkim tempie zasoby baterii, więc na dłuższą przejażdżkę trzeba wyposażyć auto w ładowarkę. Rekompensuje to przyjemność nawigowania na tak dużym ekranie.

Z perspektywy czasu, mogę powiedzieć, że Manta mnie nie rozczarowała. To dobrze wykonany sprzęt ze stabilnie działającym systemem. Gdyby nie problemy z mikrofonem, odważyłbym się stwierdzić, że ta Manta mogłaby być telefonem, na którego chętnie bym się przesiadł. Przede wszystkim przemawia do mnie obsługa dwóch kart SIM w jednym urządzeniu. Noszenie jednego smartfonu, nawet 5-calowego, jest zdecydowanie wygodniejsze, niż dwóch. Do rozmiarów zdążyłem się przyzwyczaić, nawet widzę zalety przy nawigowaniu i przeglądaniu stron internetowych, ale także przy pisaniu na ekranowej klawiaturze i czytaniu dłuższych maili. Zadowala również czas pracy na akumulatorze, chociaż tylko w odniesieniu do innych urządzeń z Androidem, bo tak ogólnie, to chciałoby się przynajmniej kilku dni.

W porównaniu z innymi urządzeniami, które posiadam, w tym modelu brakuje mi diody powiadomień i wsparcia dla kompasu. Poza tym nie mogę się do niczego więcej doczepić, no może troszkę do ceny. Manta w najtańszej ofercie na dzień 17 grudnia wyceniona została na 820 złotych. W tym przedziale ma sporo konkurentów, więc liczę na to, że jej cena jeszcze nieco spadnie.

© dobreprogramy
s