r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Stare gry online będą mogły legalnie ożyć – na przekór Blizzardowi czy Electronic Arts

Strona główna AktualnościROZRYWKA

Gry komputerowe otwarcie się dziś już określa mianem 12 muzy – są nieodłączną częścią współczesnej kultury, nie mniej niż kino czy telewizja. To zaś oznacza, że nawet gry chronione wciąż prawem autorskim mogą zostać legalnie zachowywane dla potomności w cyfrowych galeriach sztuki, także i dostępnych w Sieci (np. Internet Archive). Przechowanie samodzielnych gier nie stanowi większego problemu, jednak gdy gry zawierają komponenty online, sprawa staje się bardziej skomplikowana ze względu na amerykańskie prawo Digital Millenium Copyright Act. Zabrania ono podejmowania prób obejścia technicznych zabezpieczeń, ograniczających dostęp do chronionych prawem autorskim treści. Jednak DMCA ma swoje wyjątki – i być może takim wyjątkiem zostaną niebawem objęte też gry online.

MADE (Museum of Art and Digital Entertainment) jest pierwszym na świecie i chyba wciąż jedynym muzeum gier komputerowych, w którym we wszystkie zgromadzone eksponaty można pograć. Placówka mieszcząca się w Oakland (Kalifornia) nie ogranicza się tylko do prezentacji eksponatów, prowadzi też otwarte warsztaty i wykłady związane z grami i szeroko rozumianą sztuką cyfrową, stawiając sobie za cel kształcenie i kształtowanie nowych pokoleń deweloperów i artystów. Teraz jednak muzeum postawiło sobie też cel natury politycznej. Wystąpiło do amerykańskiego urzędu patentowego z wnioskiem o rozszerzenie listy wyjątków ustawy DMCA.

Do tej pory w MADE nie mogły się znaleźć stare, porzucone już przez producenta gry online. Uruchamianie dla nich własnych serwerów jest w USA przestępstwem – a to oznacza, że nawet uruchamianie ich poza granicami USA może się źle skończyć. Obecny stan prawny może ulec zmianie. Twórcy tej pamiętającej jeszcze poprzednie stulecie ustawy przewidzieli bowiem, że zgeneralizowane prawo może w pewnych sytuacjach okazać się nadmiernie restrykcyjne i dali możliwość wyłączania pewnych dziedzin życia z tej regulacji.

r   e   k   l   a   m   a

Dzięki temu legalne się stało np. usuwanie zabezpieczeń DRM z e-booków, jeśli utrudniają korzystanie z technologii dla niepełnosprawnych, czy np. odblokowywanie telefonów komórkowych, by mogły się łączyć z innymi sieciami. To wciąż daleko mniej, niż chciałyby takie organizacje jak Electronic Frontier Foundation. Kłopotliwa jest także konieczność występowania o wpisanie na listę wyjątków co trzy lata. Lepsze jednak to niż nic – dlatego zainteresowane podmioty, takie jak MADE, starają się wywalczyć interesujące ich wyjątki.

W 2015 roku udało się w ten sposób zalegalizować obchodzenie zabezpieczeń DRM dla gier, których serwery uwierzytelniające zostały wyłączone. Chodziło wówczas o to, by klienci, historycy i muzealnicy mogli korzystać z legalnie nabytych gier, które w przeciwnym wypadku nigdy by już nie mogły zostać uruchomione. Niestety jak uznała wówczas zarządzająca listą wyjątków Biblioteka Kongresu USA (pod którą podlega amerykański Urząd Patentowy), obchodzenie takich zabezpieczeń nie dotyczy gier MMORPG, w których na serwerach firmowych przechowywane są dane chronione prawem autorskim.

Teraz MADE chce powalczyć nie tylko o przedłużenie praw do obejścia DRM dla starych gier offline, ale też o możliwość zachowania gier online. W swoim wniosku wystąpiło o prawo do uruchamiania własnych serwerów gier online dla konsumentów, entuzjastów, historyków i muzealników. Kustosze muzeum wyjaśniają, że ponad 53% graczy odwiedza gry multiplayer przynajmniej raz w tygodniu – to miliony godzin spędzone na budowaniu światów, które mogą zniknąć, gdy producent gry uzna, że już mu się nie opłaca utrzymywać serwerów.

A takie wyłączanie serwerów nie jest niczym niezwykłym – tylko w 2017 roku samo Electronic Arts wyłączyło 42 usługi online dla swoich gier na różne platformy, ograniczając ich funkcje albo w ogóle uniemożliwiając z nich korzystanie. Bywa, że gracze próbują poradzić sobie sami. Kilka miesięcy temu cierpiący na mięśniową dystrofię Gummy52 uruchomił własny serwer World of Warcraft, którego zbudowanie zajęło mu około trzech lat. Serwer pozwalał na grę w taki sposób, jak to było w czasach popularnego dodatku Burning Crusade. Zaledwie kilka godzin po uruchomieniu serwera, prawnicy Blizzarda zapukali do jego drzwi z groźbą pozwu o naruszenie własności intelektualnej firmy.

Jeśli MADE zdoła zrealizować swój cel, w Internecie rozkwitną społeczności online zainteresowane niewspieranymi grami sieciowymi – każdy korzystając z tego wyjątku w DMCA będzie mógł sobie serwer gry uruchomić, bez obawy, że odwiedzą go smutni panowie z pozwem w ręku. Po swojej stronie MADE ma organizację Public Knowledge, walczącą o otwarty internet i wolność słowa, oraz oczywiście samych internautów, pozostawiających swoje komentarze w serwisie Regulations.gov. Jak do tej pory nie znaleźliśmy tam jeszcze ani jednego komentarza Blizzarda czy Electronic Arts, co oczywiście nie znaczy, że takie nieprzychylne pomysłowi MADE opinie się nie pojawią. Przeciwnicy mają czas na ich zgłaszanie do 18 lutego, po czym zwolennicy będą mieli czas na swoje odpowiedzi do 14 marca. Urząd Patentowy podejmie decyzję wkrótce po tym terminie.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.