SteelSeries Sensei Ten: mysz, która krzyczy, że jest dla graczy, a nie musi tego robić (test)

Strona główna Lab Komponenty i akcesoria

O autorze

Na pierwszy rzut oka SteelSeries Sensei Ten wygląda jak zwykła, niespecjalnie wyróżniająca się mysz. Mi wystarczyło położyć na niej dłoń, aby poczuć różnicę. I trochę dziwią mnie te krzykliwe manifesty na pudełku: Wygrywa najwięcej w e-sporcie czy Profesjonaliści wygrali najwięcej nagród pieniężnych korzystając z SteelSeries, niż jakiejkolwiek innej marki. Sensei Ten nie potrzebuje takiej reklamy, aby się obronić. Słowo daję.

Sensei Ten, czyli w wolnym tłumaczeniu niebiański nauczyciel. Słowo Ten w tym przypadku pochodzi z języka chińskiego, a nie angielskiego, co było lekko mylące, przyznaję. Oryginalny Sensei był jedną z ikon i najczęściej używanych myszy w zmaganiach e-sportowych. Sensei Ten nawiązuje wyglądem do swojego pierwowzoru, ale we wnętrzu mamy sporo zmian. Pojawia się przede wszystkim czujnik TrueMove Pro, który SteelSeries bardzo wychwala i twierdzi, że jest najlepszy na świecie.

SteelSeries Sensei Ten – czym jest czujnik TrueMove Pro, czyli serce tej myszy?

Cała magia nowego Sensei opiera się w czujniku TrueMove Pro, opracowanym we współpracy z PixArt. Jest kilka kluczowych funkcji tego rozwiązania, ale przede wszystkim to tzw. tilt tracking. O co właściwie chodzi? Czujniki optyczne myszy mogą czasami ulegać "dezorientacji", w momencie gdy unosimy mysz, lub natrafiamy na nierówności w podłożu.

Każda mysz optyczna jest wyposażona w DSP, czyli procesor sygnałowy. Służy on do przetwarzania sygnałów cyfrowych, a w tym przypadku danymi są tysiące obrazów rejestrowanych przez czujnik. Aby mysz pracowała w odpowiedni sposób, musi być w stanie odróżnić te obrazy.

I to tutaj procesor zadecyduje, czy popełni błąd i da się zdezorientować, czy nie. Jeśli obrazy, które uzyska będą niewyraźne, lub odchylone, niewykluczone, że nagle mysz skręci nam w nieoczekiwanym kierunku. Zadaniem TrueMove Pro jest uniknięcie tego typu zjawisk. Czujnik rejestruje znacznie większą ilość klatek(nie podano szczegółów ile), a DSP posiada zwiększoną moc obliczeniową. Po to, aby mógł analizować większą ilość danych, i w efekcie minimalizować szansę na błąd.

Za opanowanie tych wszystkich sygnałów w Sensei Ten odpowiada nadal 32-bitowy procesor ARM. SteelSeries stosuje go w tej serii od pierwszego modelu, wydanej w 2011 roku. Ciekawostka, ten czip jest na tyle mocny, że można by na nim zagrać w oryginalnego Dooma.

Jest jeszcze jedna ważna cecha czujnika TrueMove Pro poza tilt trackingiem. To Ripple Control, czyli niwelowanie szumu powstającego przy odczytach czujnika na wysokim poziomie CPI. Czujnik Senseia jest jednak na tyle precyzyjny, że Ripple Control jest uruchamiany dopiero przy prędkości powyżej 5000 CPI.

Najwyższe CPI na rynku, 18 000 ale czy rozmiar znaczenie? 

Przesunięcie kursora o 18 000 pikseli przy ruchu myszy zaledwie o jeden cal (2,54 cm) to raczej gratka dla niewielu z nas. Może w przypadku pracy na kilku monitorach przy rozszerzeniu ekranu może mieć sens. Jednakże zauważalny (i dosyć ważny) jest stosunek CPI do IPS oraz akceleracji – w tym przypadku jest to 18 000 / 450 / 50.

Dla mnie, jako gracza, nie ma powodu, aby korzystać z więcej niż 1600 CPI. I na tylu mysz świetnie się sprawdza. Dodatkowo, akceleracja oraz jej masa 92 g wydają się odpowiednio wyważone. Ale to niestety kwestia personalna i ja miałem po prostu szczęście. Szkoda, że nie ma możliwości dociążenia myszy dodatkowymi odważnikami, bo dla niektórych może być za lekka.

Na różnych powierzchniach radzi sobie dobrze, ale lepiej miejcie klasyczną materiałową podkładkę, na plastiku trochę za bardzo się ślizga i rysuje. Na lakierowanym drewnie ultrapolling potrafi zejść do średniego poziomu 600-700 MHz, co i tak jest nadto wystarczające. Na podkładce nie ma już takich problemów - utrzymuje stałą średnią blisko 990 MHz.

Wygląd i ergonomia - jak dla mnie bomba

SteelSeries Sensei Ten to wzorowy przykład zaprojektowania wyglądu myszki. Nie ma w niej nic, co by mogło odrzucić dorosłego człowieka. Przy okazji jest też oburęczna, za co duży plus. RGB na froncie i z tyłu można ustawić na dowolny kolor, tryb migania czy po prostu wyłączyć.

Zarówno po prawej jak i po lewej stronie mamy po dwa dodatkowe przyciski boczne. W standardzie te po prawej służą jako Page down i Page up. Na górze pomiędzy LPM i PPM znajdziemy przycisk do zmiany ustawienia CPI. Do wyboru mamy pięć edytowalnych poziomów, a o zmianie informuje nas dioda umieszczona tuż obok.

W Seneseiu Ten zastosowano te same przyciski mechaniczne, co w bezprzewodowej myszy Rival 650. Są mi już doskonale znane, bo wcześniej korzystałem z tego modelu. Ich wytrzymałość producent wylicza na 60 milionów kliknięć. To bardzo precyzyjnie wykonane przełączniki. Za każdym razem wymagają użycia identycznej siły, co nie prowadzi do problemów z pamięcią mięśniową.

Zastosowano również tę samą rolkę co między innymi w Rival 650, widać ten charakterystyczny wzorek. Jest wygodna w dotyku i obsłudze i nie obciera palca jak niektóre to potrafią. Boczne przyciski wystają od powierzchni myszy o zaledwie milimetr i również są precyzyjnie zamontowane. Nie zdarzyło mi się kliknąć ich przypadkiem, trzeba do tego trochę siły.

Co by jej tylko nie wychwalać, to szkoda tylko, że nie jest bezprzewodowa. Kabel zasilający jest dosyć sztywny i ciężki w porównaniu do masy urządzenia. Trochę się na tym elemencie zawiodłem. Momentami może się źle ułożyć, co powoduje wykonanie ruchu w niechciany sposób. Gracze FPS powinni wiedzieć o co chodzi. Na szczęście są ten problem sposoby. Kabel zawsze można gdzieś zahaczyć w odpowiedniej odległości.

SteelSeries Engine – centrum sterowania myszką do pobrania

Narzędzie od SteelSeries jest naprawdę niezłe. Przede wszystkim przejrzyste, proste w obsłudze i dosyć lekkie dla komputera. Pożera jedynie ok 80 MB RAM. Program pozwala nie tylko dostosować każdy z pięciu poziomów prędkości myszy (od 50 do 18000, co 50), ale także ustawić częstotliwość próbkowania (od 1 do 1000 MHz), korektę ruchów czy zmienić akcelerację.

Przy czym z własnego doświadczenia nie polecam bawić się dwoma ostatnimi funkcjami, jeśli na prawdę tego nie potrzebujecie z jakichś względów. To mysz gamingowa, więc obstawiam, że zainteresowani jej zakupem będą wykorzystywać ją właśnie w tym celu. O ile mi wiadomo, także z praktyki, jeśli gracie FPS czy inne wymagające precyzji ruchu gry online, lepiej nie kombinować. Namieszacie tylko swojej pamięci mięśniowej, od której wszystko tu zależy.

Ciekawym rozwiązaniem w SteelSeries Engine jest możliwość tworzenia własnych makr, czyli zestawów poleceń. Program zapisuje sekwencje przycisków klawiatury razem z przerwami w dokładności do milisekund. Następnie możemy makro ustawić na przycisk myszy nr 5 i spamować swoją kombinacją klawiszy. W niektórych grach MMORPG bywało to przydatne podczas farmy, ale pewnie ma szerszą gamę możliwości.

SteelSeries Engine daje też możliwość stworzenia różnych schematów pracy myszy. Możemy tu edytować i zapisywać wszystkie powyższe funkcje oraz połączyć je w sekcji Library z konkretną grą. Wówczas ustawienia zostaną automatycznie zmieniane podczas uruchamiania konkretnej produkcji. W moim przypadku zrobiłem sobie niewielką korektę poziomów CPI dla Apex Legends i League of Legends. Przydatne, bo czasem zdarzało mi się o tym zapomnieć, a zbyt duża lub zbyt mała prędkość robiła różnicę.

W mojej opinii to może być aktualnie najlepsza propozycja dla graczy na rynku. Zwracają uwagę profesjonalne wykonanie, doskonały kształt, precyzja ruchów na zadowalającym poziomie, czujnik nowej generacji czy zwyczajnie wygoda. A cena produktu nie jest przesadzona – około 350 zł.

© dobreprogramy
s