r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Streaming ratuje wiecznie niezadowolony przemysł muzyczny

Strona główna AktualnościROZRYWKA

Wbrew temu, co często można usłyszeć od przedstawicieli branży muzycznej, nie wszystko, co cyfrowe, od razu trzeba przekreślać. W erze łatwego dostępu do cyfrowej muzyki różnymi kanałami, bardziej lub mniej autoryzowanymi, branża zanotowała największy roczny wzrost sprzedaży od 1997 roku.

Za wzrost odpowiada nic innego jak nośniki cyfrowe, w tym usługi streamingowe. To one podniosły sprzedaż o prawie 5,9% na przestrzeni 2016 roku, między innymi dzięki dobrej pozycji Sptify, Apple Music i im podobnych na wielu rynkach, bogatszych i uboższych.

To największy wzrost, jaki zanotowała International Federation of the Phonographic Industry (IFPI) w 20-letniej historii raportowania. Jest to też drugi pod rząd rok ze wzrostem po wielu latach większych i mniejszych spadków. Co więcej, po tym jak w 2015 roku pierwszy raz sprzedaż cyfrowa przyniosła większe zyski, niż sprzedaż fizycznych nośników, w 2016 cyfrowa muzyka przyniosła już ponad połowę zysków (7,8 miliarda dolarów z 15,7 miliarda). Może jednak nie trzeba się bronić rękami i nogami przed cyfrową dystrybucją muzyki?

r   e   k   l   a   m   a

Zarząd IFPI jest zdania, że za wzrost odpowiadają lata inwestycji w rozwój cyfrowy. Przemysł muzyczny z powoli przyjmującego nowinki techniczne wyszedł na pozycję, w której może już sobie pozwolić na pewne własne innowacje. Trzeba przyznać, że ta branża przeszła w ciągu ostatnich lat transformację na co dzień niespotykaną – przetestowała kilka typów nośników, od pobierania przeszła do usług muzycznych, a od kupowania na model dostępowy. Teraz trzeba jeszcze nie spoczywać na laurach i utrzymać dobrze rokujące wzrosty.

Miło było słyszeć, że reprezentanci branży są świadomi tego, że jeszcze trochę im brakuje do zapewnienia artystom przyjaznego, zróżnicowanego i zdrowego środowiska pracy. Cytowani przedstawiciele wydawnictw muzycznych ostrożnie podchodzą do korzystnych wyników z 2016 roku i są świadomi tego, że będą musieli być czujni. Nie można oczekiwać, że streaming zapewni im dobrobyt na długie lata. Jeśli pojawią się nowe możliwości, będą musieli je wykorzystać jak najszybciej. Miło słyszeć, że nowości w dostępie do muzyki są traktowane jak nowe możliwości, a nie kłody rzucane pod nogi. Nie zawsze tak było.

Pod koniec 2016 roku za dostęp do muzyki płaciło 112 milionów subskrybentów na całym świecie. Razem z korzystającymi z usług utrzymywanych z reklam jest ich 212 milionów. Przychody ze streamowania muzyki wzrosły o 60% względem 2015 roku i wyniosły 3,9 miliarda dolarów – 59% przychodów z cyfrowej dystrybucji. Tymczasem sprzedaż cyfrowych plików spadła. Wciąż problematyczny jest YouTube, generujący śmiesznie niskie zyski z odtwarzania muzyki – 900 milionów użytkowników wygenerowało tylko 533 miliony dolarów. Dla porównania, streamingi z bazą użytkowników liczącą 212 milionów przyniosły 3,9 miliarda dolarów.

Na koniec warto wymienić ubiegłorocznych rekordzistów sprzedaży. W postaci fizycznej i cyfrowej łącznie najlepiej sprzedaje się muzyka Drake'a. Najlepiej sprzedającą się płytą była „Lemonade” Beyoncé (dostępna też w wersji filmowej), dalej „25” Adele, „Views” Drake'a, „Hardwired... To Self-Destruct” Metalliki i „Blackstar” Davida Bowiego.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.