Symantec chce być chroniony przed piractwem, ale sam piraci Linuksa

Strona główna Aktualności

O autorze

Co pewien czas otrzymujemy z Business Software Alliance komunikaty prasowe, z których dowiedzieć się możemy, jak to policja wkracza do siedzib przedsiębiorstw, ujawniając incydenty naruszenia przepisów ustawy o prawie autorskim (a konkretnie art. 79 par. 1 tej ustawy) w odniesieniu do komercyjnego oprogramownia. Niestety nigdy nie dostaliśmy komunikatu o akcji policji dotyczącej naruszenia przepisów tej ustawy w odniesieniu do wolnego oprogramowania – tak jakby ustawa chroniła wyłącznie własnościowe produkty Microsoftu, Symanteca i innych tego typu firm. A przecież Linux też jest „piracony”, i to na niemałą skalę, choć oczywiście scenariusze tego piracenia są całkowicie odmienne. Co gorsze, najczęściej piracą sami producenci własnościowych rozwiązań, żądający prawnej ochrony dla ich produktów.

Przywykliśmy do tego, że producenci (głównie chińscy) przeróżnych odtwarzaczy multimedialnych, przystawek telewizyjnych, a nawet dysków sieciowych potrafią złamać wolne licencje i wprowadzić na rynek swoje produkty bez kodu źródłowego użytego w nich oprogramowania. Teraz jednak do czynienia mamy z firmą amerykańską, a na dodatek dobrze znaną na rynku komercyjnego oprogramowania. W zeszłym roku Symantec, jeden z wiodących producentów rozwiązań ochronnych, pokazał niezwykły router o nazwie Norton Core.

Niezwykły przede wszystkim za sprawą wyglądu: obudowa to niewielka kopułka geodezyjna z 78 równobocznych trójkątów. W środku mamy do czynienia z wydajnym routerem Wi-Fi 802.11ac, korzystającym z dwurdzeniowego procesora, aż 1 GB RAM i 4 GB pamięci flash. Na takiej platformie sprzętowej działa autorskie oprogramowanie Symanteca, mające zapewnić „najwyższe bezpieczeństwo” domowej sieci, nie tylko dla komputerów i smartfonów, ale przede wszystkim tych wszystkich podpiętych urządzeń Internetu Rzeczy. Jako że na kopułce geodezyjnej brak przycisków czy wyświetlacza, sterowanie tym cudem jedynie przez aplikację webową lub mobilną. Posiadając większą liczbę Norton Core, można łatwo zbudować z nich sieć kratową. Polskie sklepy tego nie mają, zainteresowani mogą zamówić ze Stanów przez Amazon, ceny zaczynają się od 160 dolarów (plus podatki i cła).

Matthew Garrett, znany linuksowy ekspert i inżynier Google’a, niedawno kupił sobie taki router i zaczął się nim bawić. Rozkręcił obudowę (tak, na zdjęciu widzicie też klawiaturę Amigi), by szybko znaleźć na płycie głównej złącze szeregowe. Wpiąć się łatwo, a potem tylko emulator terminala i gotowe. Co działa na routerze Symanteca? Najwyraźniej linuksowa dystrybucja OpenWRT, zbudowana na bazie pakietu narzędziowego QSDK, rozwijanego pod auspicjami Fundacji Linuksa.

Z perspektywy Symanteca wybranie QSDK i OpenWRT jest bardzo dogodnym posunięciem – producent dostaje nowoczesny, dobrze udokumentowany system operacyjny, pełny system plików i menedżer pakietów. Na nim można już łatwo rozwijać własne oprogramowanie. Pozostaje jednak pytanie – gdzie kod źródłowy wykorzystanego wolnego oprogramowania, niezbędny aby zachować zgodność z literą i duchem opensource’owych licencji?

Symantec nie tylko kodu nie udostępnia, ale oferuje oprogramowanie Norton Core na całkowicie własnościowej licencji, zakazując swobodnego kopiowania, rozpowszechniania oraz dekompilacji i odwrotnej inżynierii. Jednocześnie w dokumentacji urządzenia pośrednio przyznaje się do wykorzystania rozwiązań Open Source, odsyłając do informacji o warunkach użytkowania, polityce prywatności oraz licencjach otwartego oprogramowania stron trzecich.

Garrett na Twitterze odezwał się w tej kwestii do @NortonOnline. Konkretnej odpowiedzi brak, choć niektórzy wskazują, że przynajmniej część kodu może się znajdować w repozytorium QSDK. Niemniej jednak nijak się to ma do licencji GPL, która jasno mówi, że gdy klient zapyta o kod źródłowy, ma go otrzymać. Jak się okazuje, w tym celu istnieje adres pocztowy opensource@symantec.com, na który zapytania o kod można wysyłać. Jak jednak Matthew Garret pisze, do tej pory odpowiedzi nie dostał.

Kto uratuje Linuksa przed naruszaniem jego licencji przez producentów?

© dobreprogramy

Komentarze