Syria, Korea Płn i inni. GitHub nie dla mieszkańców państw objętych sankcjami USA

Strona główna Aktualności

O autorze

GitHub zaczął ograniczać konta programistów z krajów, które są objęte sankcjami handlowymi USA – informuje oficjalna strona wsparcia usługi. Jak czytamy, należący do Microsoftu serwis pragnie postępować zgodnie z rozporządzeniami rządu i tym samym limituje dostępność dla deweloperów z Półwyspu Krymskiego, Kuby, Iranu, Korei Północnej oraz Syrii.

Jak raportuje ZDNet, nowe postanowienia regulaminowe zdążyły wejść w życie. Pewien deweloper z Krymu utracił ponoć dostęp do prywatnych repozytoriów GitHub, z kolei inny, pochodzący z Iranu, skarzy się na restrykcje na łamach serwisu Medium. – Myślą, że pracuję nad bronią jądrową – pisze rozgoryczony irański programista. Zaznacza przy tym, że korzysta z GitHuba nieprzerwanie od 2012 roku i do tej pory był bardzo zadowolony z całej platformy.

Widząc napływającą krytykę, głos w sprawie postanowił zabrać dyrektor generalny GitHuba, Nat Friedman. Zdaniem przedstawiciela, narzucone ograniczenia wynikają wprost z amerykańskiego prawa handlowego. To, czego prawo nie może regulować, czyli repozytoria publiczne dla projektów otwartoźródłowych, pozostanie w dalszym ciągu dostępne dla wszystkich.

Problem deweloperów z krajów sankcjonowanych jest tym większy, że – jak się okazuje – nie mogą oni w prosty i bezpieczny dla siebie sposób odzyskać kodu przechowywanego dotąd w repozytoriach prywatnych. Jedyną metodą wydaje się upublicznienie repozytorium, a następnie sklonowanie go – ale to oczywiście naraża na odkrycie potencjalnie utajnionego źródła. Bądź co bądź, w jednym z komentarzy na Twitterze sam Friedman zaleca taki właśnie ruch.

Mało tego, blokada okazuje się na tyle przemyślana, że użycie VPN na niewiele się zdaje. Jest przyznawana na konto w oparciu o adresy IP logowania i historię płatności. Jednocześnie Microsoft zaprzecza jakoby brał pod uwagę pochodzenie etniczne użytkowników, choć jeden deweloper skarży się, że otrzymał blokadę, mimo iż na co dzień mieszka i pracuje w Finlandii.

Co ciekawe, na ten moment obostrzenia nie dotyczą Chin – a wiadomo, że z tym państwem Stany Zjednoczone również mają, delikatnie mówiąc, nie po drodze. Wystarczy zwrócić uwagę na wciąż nie milknące echa blokady nałożonej przez Amerykę na chińskie Huawei i ZTE.

Tak natomiast Microsoft komentuje całe zamieszanie dla "The Verge":

GitHub podlega amerykańskim przepisom dotyczącym kontroli handlu i zobowiązuje się do pełnego przestrzegania obowiązujących przepisów. Jednocześnie wizją GitHub jest globalna platforma współpracy programistów, niezależnie od tego, gdzie mieszkają programiści. W związku z tym poważnie traktujemy naszą odpowiedzialność za dokładne sprawdzenie uprawnień rządowych, aby mieć pewność, że użytkownicy i klienci nie odczują wpływu wykraczającego poza to, co jest wymagane przez prawo. Obejmuje to utrzymywanie usług publicznych repozytoriów, w tym usług dla projektów open source, dostępnych w celu wspierania komunikacji osobistej z udziałem programistów w regionach objętych sankcjami.

Jak nalezy rozumieć tę wypowiedź? Microsoft, przynajmniej oficjalnie, nie chce w żaden sposób uderzać w społeczność wolnego oprogramowania. Niemniej, powołując się na amerykańskie prawo handlowe, stwierdza zarazem delikatnie, że po prostu nie może wspierać przedsięwzięć komercyjnych w krajach objętych sankcjami – a rodzajem takiego wsparcia jest oczywiście udostępnienie platformy GitHub, wspierającej budowę i zarządzanie projektem. Logiczne i niestety dotkliwe.

© dobreprogramy