Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Idę na swoje...

Dzisiaj krótko i po łebkach :)

Każdemu pewnie nie raz przeszło przez myśl, by otworzyć własną działalność i zarabiać samemu tylko na siebie, być samemu sobie szefem.
Mnie też takie coś przyszło na myśl po tym, jak zaczęło brakować mi czasu na zabawę z dziećmi i spędzanie go z rodziną, nie widząc większej ilości banknotów w portfelu. Postanowiłem, że otworzę swój serwis i sklepik z akcesoriami do komputerów.

Fakt, że pracowałem w trochę większym mieście, niż mieszkam, nie napawał optymizmem. Otworzenie kolejnego serwisu w tym samym mieście, miało swoje wady, w postaci dużej konkurencji. Wybór padł na miejsce zamieszkania, ponieważ konkurencji praktycznie brak na takie usługi, a i posiadałem sporą liczbę klientów, którzy dojeżdżali właśnie do mnie, więc z ich punktu widzenia, było im to na rękę. Jak postanowiłem, tak zrobiłem.
Wszystkie formalności pozałatwiane, lokal wynajęty za nie duże pieniądze, więc nadszedł czas by powoli dostosować to pod serwis.

Nie brałem żadnych dotacji, czy czegoś takiego, postanowiłem, że zrobię to powoli bez żadnych dotacji, w końcu mi się nie spieszy, bo praca jeszcze była. Gdy wszystko było gotowe, przyszedł czas na zakupy.
Wiadomo, „świeżak” na rynku szuka maksymalnych oszczędności, więc sprzęt kupowałem na aukcjach i komputer do sprzedaży także.
Komputer jak komputer, dwa rdzenie, trochę pamięci, bez szału. Kupiłem tylko nowy dysk, no bo dane są ważne. Zaopatrzyłem się w licencję na Windows, bo komputer go nie posiadał.
Programem do sprzedaży docelowo miał być Subiekt GT, zresztą wcześniej na nim właśnie pracowałem, nie widziałem alternatywy.

r   e   k   l   a   m   a

Licencji na Inserta nie kupiłem od razu, gdyż ten pozwalał na pracę przez 45 dni, dopiero po tym czasie musisz kupić licencję. Pracowałem na początku na nim właśnie, ale wydajność na kilkuletnim PC z 4GB ram nie była oszałamiająca. Klientów przybywało na usługi i musiałem zastanowić się co dalej z programem, gdyż czas „testowej” wersji uciekał.
Zrobiłem więc rozeznanie, czego ja tak naprawdę potrzebuję. Okazało się, że stanów magazynowych nie potrzebuję, oraz jakiś zaawansowanych zestawień również. Potrzeba mi możliwości wystawienia faktury, rachunku, KP/KW i w sumie to wszystko.

Zacząłem się rozglądać za innymi programami i natrafiłem na „Fajna Faktura”, zresztą na naszym portalu :) Odwiedziłem stronę producenta, by obejrzeć ceny i dobrać wersję, oraz pobrać wersję próbną. Praca z programem była bardzo przyjemna oraz czytelna, nie gubiłem się zbytnio. Podobało mi się i posiadał to, czego mi trzeba i wystarcza do prowadzenia sprzedaży. Gdy czytałem o tym programie, natrafiłem na informacje, że doskonale działa z Linuksem :)
Nie byłbym sobą, gdybym nie sprawdził, więc instalacja w domu i naprawdę działał ekstra.
Długo nie myśląc, postanowiłem zrobić w serwisie „miszmasz” i postawić właśnie Linuksa na tym komputerze. Wybór padł na mojego ulubieńca, czyli Linux Mint doprawiony cynamonem. Program sprzedażowy Fajna Faktura Super.
Miało być tylko na jakiś czas, by zobaczyć, jak działa „firma” z Linuksem na pokładzie, bez dostępu do Windows. Nie czuję żadnych braków wszystko, co mi potrzebne mam. Czas mijał, a komputer z Linuksem na pokładzie działał i działa do dzisiaj, nieporównywalnie lepiej, a ja czuje się jak w domu :)

Licencja na Windows stała się niepotrzebna, na Insert także, no i dobrze.

Ps.
Wpis ma na celu pokazanie, że „można”, a nie ma na celu wywoływania komentarzowej wojny. Chyba nawet zmienię awatar :)
Ps. 2
U mnie w regionie będąc ostatnio na stacji paliw Lotos, widziałem, że oni tam też nie pracują na Windowsie, jest Debian :)
Ps. 3
Jeśli będzie zainteresowanie, to rozwinę ten wpis na jeszcze jeden, w przyszłości.

Pozdrawiam moich czytelników. 

linux oprogramowanie inne

Komentarze