Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Linux zamiast Windows – po latach

Witam serdecznie wszystkich czytelników, jak i blogerów. Tak, wróciłem do żywych ;)
Jedni będą się cieszyć, inni… no cóż...
Gdzie się podziewałem i co robiłem, dowiecie się pewnie w kolejnych wpisach, do których już teraz was serdecznie zapraszam.
Tak czy inaczej, po ponad roku przerwy w blogowaniu, powracam na początek z małym wpisem dotyczącym mojego ówczesnego eksperymentu na domownikach, a mianowicie „Linux zamiast Windows ”. Jest to pewnego rodzaju spojrzenie na ten „eksperyment”, z perspektywy czasu.

Czy warto było ewangelizować rodzinę na Linuksa?

Jak niektórzy pamiętają z poprzedniej części, tylko moja żonka została z Linuksem jako jedynym systemem. Reszta domowników, czyli dzieciaki i ja, musiały zadowolić się z dual boot, ze względu na gry oraz, w moim przypadku programy, które nie dały się odpalić na Ubuntu.

Co się w takim razie opłacało w tej ewangelizacji?
Opłacało się wiele, jak to, że dzieci wolą szukać gier, które nie kosztują majątek, a wybierają w miarę możliwości te na „wolnej licencji”.
Opłacało się, bo w szkole, gdy mieli zajęcia na „innym” systemie, w porównaniu do innych dzieciaków, po prostu wymiatali :) Coraz więcej sięgali po Ubuntu niż Windows.
U mnie także dużo się zmieniło. Zmieniłem pracę, więc zbyteczne stały się programy, które musiałem mieć „pod ręką”, więc Windows wyleciał definitywnie.
Przy okazji porządków z plikami i wymianą dysku, postanowiłem na laptopie zainstalować Linux Mint ze środowiskiem Cinnamon.
To był strzał w 10! Teraz nie wyobrażam już sobie nic innego.

r   e   k   l   a   m   a

Dzieciaki również zaczęły używać mojego laptopa i zakochały się w tym Mincie do tego stopnia, że padło życzenie instalacji na stacjonarce u nich.
„klient nasz pan” i bez wahania zainstalowałem im Minta Cinnamon.
Coraz więcej i więcej zaczęto używać tego systemu jako głównego, więc ponownie zacząłem wałkować temat gier i tu bardzo miłe zaskoczenie 98% gier, które posiadamy, hulają bez zgrzytów.
Po jakimś czasie nie pamiętam, ile to trwało? Miesiąc dwa czy trzy, nikt nie włączał Windowsa :) Nawet jednego razu…

Znowu to samo?

Ponieważ miejsce na dyskach kurczy się szybciej niż plastik w ogniu, zaczęło brakować miejsca w PC. Co zrobić? Kupno nowego dysku odpada, przynajmniej nie od razu.
I tak nikt nie włącza Windy, więc zrobiłem coś wbrew woli wszystkich i sformatowałem gnidę :)
Po kolejnych tygodniach syn zapytał się, czemu Windows się nie uruchamia i nie ma go w ”GRUB”?
Wytłumaczyłem o problemie braku miejsca i pajęczyny w portfelu, więc powiedział: „ok i tak nikt nie włączał...”
Od tamtego roku jedziemy tylko na Linux Mint i niczego nam nie brakuje, no może bardziej wydajnego sprzętu :)

Jak widzicie, ewangelizacja opłaciła się w 100%.
Naprawdę można kochać Linuksa i nie chcieć Windowsa, po prostu.

W międzyczasie ostał mi się laptop bez matrycy, więc postanowiłem postawić na nim media center do „salonu”. Wybór mógł być tylko jeden: KODIbuntu.
Spisuje się świetnie, dzięki kilku radom z artykułu eimiego.

Co do pracy, to poszedłem na swoje :)
Nie jest idealnie, ale sam sobie jestem szefem, ale o tym to w kolejnym wpisie. Dowiecie się, jak wydałem niepotrzebnie parę groszy na coś, co okazało się niepotrzebne oraz próby i błędy… bo przecież nie ma idealnego środka na wszystko, a człowiek uczy się na własnych błędach, prawda?

Zapraszam serdecznie do kolejnych wpisów i dziękuję za wszystkie komentarze oraz dla tych, co nie czytali poprzednich wpisów, zapraszam tutaj.  

windows linux oprogramowanie

Komentarze