Huawei P30 Pro – pierwsze wrażenia

Dzięki kolejnej świetnej akcji partnerskiej dp, zorganizowanej tym razem z marką Huawei, mam możliwość przetestowania flagowego, na ten moment, smartfonu chińskiej firmy, a mianowicie model P30 Pro. Sprzęt posiadam od nieco ponad tygodnia, ale ze względu na mocno ograniczony czas publikuję dopiero dzisiaj moje pierwsze wrażenia. Niemniej są one spisane po pierwszych dwóch dniach korzystania. Nie chcę nic w nich zmieniać, pomimo dłuższego czasu użytkowania, bo jak wszyscy wiedzą, pierwsze wrażenie robi się tylko raz.

Wersja kolorystyczna jaka do mnie trafiła to klasyczna czerń. Telefon w tym kolorze wygląda elegancko, ale i też niezwykle nudno. Jako posiadacz od paru lat smartfonów wykończonych na tyle ceramiką stwierdzam, że szklane czarne telefony są takie nijakie. Szkoda, że nie trafiła się bardziej kolorowa sztuka, ale kolor, na szczęście, ma najmniejsze w tym wszystkim znaczenie. Po wyjęciu z pudełka pierwsze co mnie pozytywnie zaskoczyło to wygoda trzymania urządzenia w dłoni. Jest ono świetnie wyprofilowane z tyłu, co sprawia, że pomimo swoich słusznych rozmiarów leży ono w dłoni świetnie. W zestawie znalazły się jeszcze: ładowarka, kabel typu c, słuchawki oraz silikonowe etui, które chroni również „wysepkę” z aparatami.

Pierwsze uruchomienie i konfiguracja przebiegła bez najmniejszych problemów. System EMUI oparty na Androidzie 9 Pie jest dla mnie nowością, choć jako doświadczony użytkownik systemu MIUI nie powinien on dla mnie stanowić większego problemu w szczegółowej konfiguracji.

Pierwsze chwile z włączonym urządzeniem nasunęły mi kilka myśli. Po pierwsze wcięcie na aparat, które pomimo tego, że malutkie, to mocno szpeci front urządzenia. Po pierwszych dwóch dniach mocno mnie to irytowało i zobaczymy co zmieni się w tej kwestii po zakończeniu testu. Po drugie jakość ekranu AMOLED jest bardzo dobra. Rozdzielczość FullHD+ jest wystarczająca, kolory dobrze odwzorowane, choć mam nieodparte wrażenie, że patrząc na wprost urządzenia biel jest w minimalnym stopniu zaróżowiona (częsta przypadłość AMOLEDÓW). Patrzenie na ten ekran byłoby nawet bardzo miłe gdyby nie wspomniane wcięcie i jeszcze jedna rzecz. Mowa o zaokrąglonych krawędziach ekranu. Fajne to było kilka lat temu, kiedy Samsung chciał pokazać, że może. Ale teraz? Kompletnie tego nie rozumiem. Owszem na zgaszonym ekranie wygląda to świetnie, podczas oglądania zdjęć czy wideo nie przeszkadza. Ale podczas korzystania z przeglądarki, czytania tekstu, przeglądania dokumentów zaczyna to być upierdliwe. Kiedy tło jest białe załamanie światła na krawędziach ekranu powoduje dużą aberrację optyczną, przez co białe tło wpada w niebieskie, a tekst staje się mniej wyraźny. Jedynym słusznym wyjściem z tej sytuacji jest trzymanie treści poza polem krzywizny, czyli jakieś 3mm od jednej i drugiej krawędzi. To jasno pokazuje, że stosowanie krzywizn ekranu ma wyłącznie jedno zadanie, dać w specyfikacji duży ekran i pozwolić go zamknąć w nieco bardziej kompaktowej obudowie. I ten zabieg zdaje się działać, bo smartfon świetnie leży w dłoni, nie dając odczuć swoich realnych gabarytów. Podobnie jak w przypadku wcięcia, będę potrzebował dodatkowego czasu, aby się do tego przyzwyczaić.

Dwa dni to nieco za mało abym mógł coś więcej powiedzieć o nakładce EMUI. Smartfon skonfigurowałem pod siebie i korzystam z niego jako daily driver. Nie dogadałem się jeszcze ze wszystkimi powiadomieniami, ale to kwestia kilku szlifów w konfiguracji poszczególnych aplikacji. Na ten moment nic więcej o nakładce nie jestem w stanie napisać, gdyż dopiero ją odkrywam i poznaję.

Z łącznością nie stwierdziłem żadnych anomalii. Wi-Fi, Bluetooth, GPS, transmisja komórkowa to wszystko działało bez zarzutu. Wykonałem trasę ponad 600km i GPS spisywał się świetnie (ekran się nie wypalił) precyzyjnie oddając moją pozycję. Jedyne do czego muszę się przyczepić, a dodatkowy czas niczego nie zmieni, to głośnik do rozmów. Głośnik ten jest umiejscowiony pod ekranem, brak tutaj maskownicy głośnika, co sprawia, że dźwięk musi pokonać barierę ekranu. Jego jakość jest bardzo dobra, ale głośność pozostawia naprawdę dużo do życzenia. Pomimo, że system podczas rozmów sugeruje miejsce, do którego należy przyłożyć ucho, to na niewiele się to zdaje. Jest po prostu za cicho. Mam wrażenie, że zdecydowanie ciszej niż w piezoelektrycznym głośniku z MIXa pierwszej generacji, choć tak jak mówię, sama jakość jest bardzo dobra.

Odrębnym tematem jest czytnik biometryczny umieszczony pod ekranem. Jego umiejscowienie jest bardzo dobre. Leży on na odpowiedniej wysokości i jest to zdecydowanie zmiana na plus względem Mate 20 Pro, gdzie wg mnie czytnik został umieszczony zbyt wysoko. Co do jego działania, to tylko czytnik optyczny, więc szału w pierwszych dniach nie robi. Na dziesięć prób odblokowania niepowodzeniem kończy się średnio 3-4, ale większym problemem jest jego szybkość reakcji. Przyzwyczajony do ultradźwiękowych rozwiązań gdzie wystarczy tylko musnąć czytnik, tutaj zmuszony jestem zmienić przyzwyczajenia. Muśnięcie nie daje żadnego efektu, aby doszło do odblokowania należy palec chwilę przytrzymać w odpowiednim miejscu, tak aby optyczny sensor zdążył „zobaczyć” linie papilarne. Mam nadzieję, że czytnik ten z czasem nauczy się moich opuszków nieco lepiej, zwiększając tym samym komfort korzystania z tej metody blokady ekranu.

Ostatnie modele Huawei z gamy modelowej Mate i P, szczególnie wersje Pro, to popis chińczyków w kwestii aparatów. Przez te dwa dni zdążyłem wykonać kilkadziesiąt fotografii i muszę powiedzieć, że rozumiem zachwyty branży. To co aparat P30 Pro potrafi, przechodzi pojęcie. To przecież tylko smartfon, a w słabych warunkach potrafi zdziałać cuda. Na pewno pomaga tutaj odpowiednia jasność obiektywu i nowatorski sensor, ale to przecież nadal urządzenie mobilne. Świetnie sprawuje się również pięciokrotny zoom optyczny. Byłem do niego sceptycznie nastawiony obawiając się, że ujęcia będą niestabilne. Nic z tych rzeczy, stabilizacja działa jak należy. Nieco szkoda, że zoom ten jest sztywny, bo brakuje czegoś pomiędzy, ale to wynika z budowy tego modułu (działanie na zasadzie peryskopu). Dokładniej skupię się na aparacie w pełnym teście, ale już teraz wiem, że będzie więcej niż dobrze.

Jeśli chodzi o pierwsze wrażenia to tyle miałem spostrzeżeń po pierwszych dwóch dniach. W pełnym teście postaram się pochylić nad każdą z wymienionych kwestii zdecydowanie dokładniej oraz poruszyć rzeczy, o których tutaj nie wspomniałem. Telefon cały czas pracuje u mnie na pełnych obrotach i nie ma łatwo. Jako typowy hard user staram się wycisnąć z tego sprzętu wszystko co ma ono do zaoferowania. Tymczasem wracam do znęcania się nad urządzeniem i zapraszam ponownie na bloga za dwa tygodnie, kiedy to pojawi się pełny obraz tego, jakim urządzeniem jest Huawei P30 Pro. 

___________

źródło grafiki głównej: materiał prasowy Huawei