Test Huaweia P30 Pro – świetnego urządzenia, ale...

Do premiery Huaweia P30 Pro podchodziłem nieco sceptycznie nastawiony. Nie miałem jakichś specjalnych oczekiwań, tym bardziej, że zaprezentowany wcześniej flagowy Mate 20 Pro zrobił tak duży krok na przód, że ciężko było oczekiwać po serii P30 Pro czegoś ekstra. Ku mojemu zaskoczeniu Chińczycy stanęli na wysokości zadania przedstawiając światu urządzenie, które na papierze wygląda świetnie, a w kilku aspektach jest wręcz rewolucyjne. To jasno pokazuje, że Huawei ma wielkie ambicje aby stać się numerem jeden na rynku urządzeń mobilnych. Środkiem do tego ma być nie tylko kopiowanie, ale i też kreowanie, a jednym z narzędzi opisywany P30 Pro. Pierwsze chwile z urządzeniem pozwoliły mi dostrzec wielki potencjał jaki drzemie w tym urządzeniu. Czy jednak P30 Pro jest aż tak dobry, jak to wydaje się na pierwszy rzut oka? By się o tym przekonać przetestowałem drobiazgowo to urządzenie i mam już na ten temat pewne zdanie. Zapraszam do mojego testu.

Design, ergonomia i jakość wykonania

Opakowanie, w którym dostarczony jest smartfon nie wyróżnia się niczym na tle konkurencji, to po prostu kolejne białe kartonowe pudełko. Po jego otwarciu wita nas smartfon, a pod nim znajduje się dodatkowe opakowanie z kartą gwarancyjną, instrukcją, szpilką do wyjmowania tacki SIM i co ważne silikonowym etui. Na samym dnie znajdziemy szybką ładowarkę (40W) wraz z kablem USB typ A – typ C do ładowania i transmisji danych, a także słuchawki. Zestaw jak widać jest bardzo klasyczny. Szkoda, że producent nie pokusił się o coś więcej, w końcu jest to flagowy model za niemałe pieniądze. Miłym dodatkiem byłaby np. przejściówka z USB typ C na jack’a 3,5mm, nie wspominając o ładowarce bezprzewodowej (np. taki MIX 3 ma takową w zestawie).

P30 Pro można zakupić w Polsce w jednym z trzech kolorów, z pośród których do wyboru jest: czarny, Aurora niebieski i Opal (pastelowy gradient od błękitu do fioletu), który wg mnie jest najciekawszy. Na rynku globalnym można jeszcze znaleźć wersję kolorystyczną czerwoną Amber Sunrise i jasną Pearl White. Sam smartfon jest sporych rozmiarów, ale nie odbiega on pod tym względem od flagowej konkurencji. Wymiary urządzenia to 158x73,4x8,4 mm, a jego waga wynosi 192 gramy. Pierwsze co mi się nasunęło po wyjęciu urządzenia z pudełka to świetne jego wyprofilowanie. Bardzo dobrze leży on w dłoni. Jest to zasługa zaoblonych bocznych krawędzi zarówno na przodzie jak i tyle urządzenia. Przez ten zabieg smartfon wydaje się być mniejszy niż wskazują na to jego wymiary. Jakość wykonania stoi na bardzo wysokim poziomie. Widać, że Huawei przez ostanie lata poczynił pod tym względem ogromny krok na przód. Konstrukcja jest sztywna, nie ma mowy o jakimkolwiek wyginaniu czy uginaniu. Tył urządzenia to jedna wielka tafla szkła. Wygląda to nieźle, ale mam ogromne zastrzeżenia do zabezpieczenia oleofobowego, którego najprawdopodobniej na tyle nie ma. Przez to plecki smartfonu niemiłosiernie się brudzą. Ramki smartfonu wykonano z aluminium, które zostało wykończone na matowo polepszając tym samym chwyt urządzenia. Na tyle urządzenia znajdziemy potrójny zestaw aparatów, który został ułożony pionowo w formie semafora, diodę doświetlającą, sensor autofokusa i kamerę ToF. Całość prezentuje się całkiem fajnie pomimo zastosowania szkła, choć do wykończenia ceramiką nie ma porównania. Całość konstrukcji jest zabezpieczona odpowiednimi uszczelkami, a co za tym idzie P30 Pro jest wodo- i pyłoodporny. Jak podaje Huawei smartfon został przetestowany w kontrolowanych warunkach laboratoryjnych na wodo- i pyłoodporność i spełnia wymogi klasy IP68.

Krawędzie smartfonu to klasyczne podejście do tematu. Na prawym boku znajdują się przyciski włącznika i regulacji dźwięku. Ten pierwszy posiada delikatny akcent w kolorze czerwonym. Przyciski są wykonane z metalu i są dobrze osadzone, bardzo ciasno i nie wydają żadnych niepokojących dźwięków. Posiadają one dobrze wyczuwalny, twardy klik, same też są dobrze wyczuwalne na tle ramki, choć mogłyby być nieco bardziej obłe w swojej formie. Przy szybszym i mocniejszym przejechaniu po nich palcem może pojawić się pewny dyskomfort związany z tym, że przyciski mają dosyć ostre krawędzie. Z kolei na drugiej krawędzi nie znajdziemy kompletnie nic. Szkoda, że chiński producent nie zdecydował się na zastosowanie dodatkowego, konfigurowalnego przycisku.

Na górnej krawędzi znajduje się dodatkowy mikrofon do redukcji szumów i dioda podczerwieni do sterowania różnymi urządzeniami.

Na dole znajduje się centralnie umieszczony port USB typu C (wersja 3.1) do ładowania, wymiany danych i wyjścia obrazu, po jego prawej maskownica głośnika, a po jego lewej mikrofon i tacka na dwie karty SIM w formacie nano. Jest to slot hybrydowy, zatem mamy możliwość rozszerzenia pamięci wbudowanej o kartę pamięci. Warto jednak zaznaczyć, że nie możemy użyć popularnych kart w formacie microSD. Huawei zdecydował się na własny format kart nanoSD, co mi się akurat bardzo nie podoba.

Frontalna część smartfonu w całości pokryta jest taflą szkła Corning GorillaGlass 6. Szkło na bocznych krawędziach jest mocno zaoblone, przez co bardzo płynnie i gładko przechodzi w ramki urządzenia. Pod taflą szkła znajduje się duży, bo aż 6,47 calowy ekran, który zajmuje około 88% powierzchni frontu. Świetny efekt psuje wycięcie w ekranie w kształcie kropli. Nie jest ono co prawda duże, ale odejmuje wiele uroku urządzeniowi. Na dolnej ramce nie znajdziemy kompletnie nic.

Hardware

P30 Pro napędzany jest przez autorski SoC Kirin 980. Jest to 64-bitowa, ośmiordzeniowa jednostka wykonana w 7 nanometrowych procesie technologicznym, gdzie rdzenie mogą być taktowane zegarem do 2,6GHz, a za grafikę odpowiada układ Mali-G76. Do dyspozycji jest 6 bądź 8GB pamięci RAM LPDDR4. Dodatkowo całość wspierana jest przez dwa układy NPU, które wspomagają działania wymagające zastosowania sztucznej inteligencji, takie jak np. wykrywanie obiektów, rozpoznawanie twarzy czy inteligentne tłumaczenia. Choć Kirin 980 to zeszłoroczny wynalazek to warto dodać, że jest to pierwszy na świecie układ SoC stosowany w urządzeniach mobilnych wykorzystujący 7 nanometrowy proces litograficzny.

Taka konfiguracja sprawia, że mamy do czynienia z bardzo wydajnym smartfonem. Wydajność ta idzie w parze z pamięcią wewnętrzną typu UFS 2.1. Testowany egzemplarz posiada 256GB pamięci wewnętrznej, a do wyboru jest również model ze 128GB pamięci. Dobrą wiadomością jest możliwość rozszerzenia pamięci o kartę, a złą, że musi ona być w autorskim formacie nanoSD. Aparatów znalazło się na pokładzie aż cztery. Tylny to potrójny moduł o wielkościach: 40MP, 20MP i 8MP, zaś z przodu znajduje się kamerka o wielkości 32MP. Tylny aparat jest wspierany przez lampę błyskową, sensor autofokusa i kamerę ToF. Bateria z kolei posiada pokaźne na pierwszy rzut oka 4200mAh.

W elemencie łączności mamy do dyspozycji WiFi 802.11 a/b/g/n/ac. Telefon oferuje wsparcie dla Dual SIM z dwoma slotami nanoSIM. Smartfon nie ma jakichkolwiek problemów ze znalezieniem i podłączeniem się do sieci. Stabilność sygnału jest na bardzo dobrym poziomie, a w trakcie testów nie zdarzyło mi się aby smartfon zgubił sieć. Wydajność anten pozytywnie mnie zaskoczyła. Tam gdzie sporadycznie na innych smartfonach zdarza mi się wpadać w zasięg 3G, tu P30 Pro trzyma stabilnie LTE. Jakość prowadzonych rozmów jest na dobrym poziomie, choć głośnik do rozmów jest zdecydowanie zbyt cichy. Przyczyną jest jego umiejscowienie pod ekranem, co powoduje, że dźwięk jest nieco tłumiony. Problemu nie poprawia również systemowa podpowiedź gdzie najlepiej przyłożyć ucho. To sprawiało, że na zatłoczonej ulicy lub głośnym pomieszczeniu miałem problemy ze zrozumieniem rozmówcy. Z kolei zadowalająco sprawuje się główny mikrofon, a moi rozmówcy nie mieli zastrzeżeń do jakości przeprowadzanych rozmów.

Oprócz tego znajdziemy na pokładzie również Bluetooth w wersji 5.0 (A2DP, LE, z obsługą aptX HD), możliwość udostępniania swojego łącza poprzez WiFi Hotspot/Tethering, Wi-Fi Direct, obsługę DLNA oraz NFC. Jeśli chodzi o geolokalizację to P30 Po wyposażony jest w najbardziej kompleksowy zestaw na rynku smartfonów. Mamy tutaj w dwuzakresowy system GPS (wraz z A-GPS), Glonass, Galileo, QZSS i Beidou. Szczególnie ważny jest dla nas moduł GPS, a jego dwuzakresowość sprawia, że korzystanie z nawigacji jest niezwykle wygodne. Pierwszy fix jest łapany bardzo szybko, a dokładność pozycji nie pozostawia nic do życzenia. Dwuzakresowy GPS to również spory bonus w postaci większej energooszczędności. W trakcie testów wykonałem dwie trasy ponad 600km w przeciągu 3 dni i nie spotkałem najmniejszych problemów w kwestii GPS (amoledowy ekran wyszedł z tego bez wypaleń).

Ekran i multimedia

Ekran Huawei P30 Pro to jest bez cienia wątpliwości jego mocny punkt. Dla Huaweia było niezwykle ważne aby tym razem nie zawieść użytkowników. Wszyscy doskonale pamiętamy jakie problemy miał chiński producent w modelu Mate 20 Pro (glue gate). Tym razem jest lepiej. Początkowo spekulowano, że Huawei skorzysta z paneli AMOLED od Samsunga. To zapowiadałoby naprawdę świetną jakość obrazu, jednak ostatecznie Chińczycy zdecydowali się na ekrany od LG. W efekcie jest całkiem nieźle. Zastosowano matrycę AMOLED o przekątnej ekranu 6,47 cali i proporcjach 19,5:9. Tutaj warto dorzucić pewną uwagę: przy zaokrąglonych rogach wyświetlacza, długość przekątnej ekranu wynosi 6,47 cali, gdy mierzy się go zgodnie ze standardowym prostokątem, jednak rzeczywisty widoczny obszar jest nieco mniejszy. Jego rozdzielczość to 1080x2340 pikseli, a więc „tylko” FullHD+ co daje w efekcie około 398 ppi. Myślę, że w sprzęcie za te pieniądze Huawei powinien był się pokusić o ekran QHD+. Jeśli już przytoczyłem rozdzielczość to tutaj też dorzucam uwagę: rozdzielczość mierzona jako standardowy prostokąt, z zaokrąglonymi rogami ekranu efektywne piksele są nieco mniejsze. Żeby nie było, że dorabiam nową ideologię to powiem tylko, że obie te uwagi znajdują się na oficjalnej stronie Huaweia. Kolory są dobrze odwzorowane, żywe i odpowiednio nasycone. Są to oczywiście cechy wyświetlaczy amoledowych, ale wiele z nich jest niestarannie skalibrowana, przez co kolory często są przepalone. Tutaj nie ma o niczym takim mowy, choć ekran w testowym egzemplarzu wykazywał jedną dość przeszkadzającą mi cechę, a mianowicie biel wpadała w róż (dotyka to paneli amoledowych). Nakładka systemowa EMIUI umożliwia niewielką, ale jednak, regulację wyświetlanych barw. Możemy dostosować zarówno temperaturę jak i kontrast, co pozwala na dostosowanie ekranu wg własnych upodobań.

Szkoda, że zabrakło automatycznego dostosowywania kontrastu, które na tak dużym ekranie byłoby mocno zauważalne. Zaimplementowany jest również trybu czytania, który redukuje kolor niebieski (męczący dla ludzkiego oka) i sprawia, że ekran staje się mocno żółtawy (jest możliwość regulacji efektu), a wszystko po to, aby czytanie, szczególnie wieczorami i w nocy, było bardziej komfortowe. Dobre są również kąty widzenia, choć przy spoglądaniu na ekran po przekątnej na ekranie pojawia się niewielki efekt tęczy. Kontrast jest oczywiście nieskończony, a czerń, z uwagi na wygaszone piksele, czarna. Jasność maksymalna mogłaby być nieco większa, choć trudności w korzystaniu w słoneczny dzień nie uświadczymy. W pierwszych wrażeniach pisałem, że wcięcie na aparat, pomimo tego, że malutkie, mocno szpeci front urządzenia. Wtedy mocno mnie to irytowało i niestety ale na zakończenie testu po nieco ponad trzech tygodniach nic się w tej kwestii nie zmieniło. Notch to jeden z najgorszych i najgłupszych trendów w rozwoju (a może upośledzaniu) smartfonów. Pisałem też, że patrzenie na ten ekran byłoby nawet bardzo miłe gdyby nie zaokrąglone krawędzie ekranu. Owszem na zgaszonym ekranie wygląda to świetnie, ale podczas korzystania z przeglądarki, czytania tekstu, przeglądania dokumentów zaczyna to być upierdliwe. Kiedy tło jest białe załamanie światła na krawędziach ekranu powoduje dużą aberrację optyczną, przez co białe tło wpada w niebieskie, a tekst staje się mniej wyraźny. Jedynym słusznym wyjściem z tej sytuacji jest trzymanie treści poza polem krzywizny, czyli jakieś 3mm od jednej i drugiej krawędzi marnując tym samym cenne miejsce w poziomie.

Co prawda nie przeszkadza to podczas oglądania zdjęć czy wideo, ale tylko i wyłącznie pod warunkiem, że nie ma wokół nas zbyt wielu źródeł światła. Jeśli jednak tak się stanie, to zaokrąglone krawędzie ekranu zaczynają rozbłyskiwać refleksami, sprawiając, że komfort konsumpcji treści mocno spada. To jasno pokazuje, że stosowanie krzywizn ekranu ma wyłącznie jedno zadanie, dać w specyfikacji duży ekran i pozwolić go zamknąć w nieco bardziej kompaktowej obudowie. I ten zabieg zdaje się działać, bo smartfon świetnie leży w dłoni, nie dając odczuć swoich realnych gabarytów.

Głośnik, który został umieszczony u spodu gra całkiem nieźle pod względem głośności. Na najwyższym ustawieniu pojawiają się niewielkie zniekształcenia dźwięku. Nie ma tu głośników stereo, a to przez fakt umieszczenia głośnika do rozmów pod ekranem. Dźwięk cechuje się głębią, o ile można o czymś takim mówić w kontekście wbudowanego głośnika w telefonie, co może zaskakiwać. Nie jest to jednak konstrukcja wybitna, a w takim przedziale cenowym można by oczekiwać głośników stereo. Oczywiście do obejrzenia wideo na YouTubie wystarczy, ale na dłuższe korzystanie się po prostu nie nadaje. Warto wspomnieć o jakości dźwięku wydobywanego na słuchawkach. Brak jest tutaj tradycyjnego złącza słuchawkowego jack 3,5mm i niezmiernie mnie to cieszy. Uważam, że technologia bezprzewodowa wcale nie jest gorsza od tej przewodowej, szczególnie kiedy mowa o smartfonach i złączu mini jack. Mamy tutaj Bluetooth 5 z aptX HD, który na słuchawkach bezprzewodowych nie daje odczuć drastycznej redukcji jakości. Podpiąłem również prywatną przejściówkę na jack’a 3,5mm tutaj podłączane słuchawki lub głośniki grają ciszej niż na moim prywatnym MIXie 3, co może sugerować nie najlepszy przetwornik cyfrowo-analogowy znajdujący się na chipie urządzenia. Jakość dźwięku jest wg mnie bardzo dobra, choć absolutnie nie zaliczam siebie do audiofili. W systemie znajdziemy domyślny odtwarzacz, za pomocą którego możemy dostosować brzmienie wg własnych preferencji w korektorze. Ostatnią możliwością na słuchanie audio, i to w najlepszej możliwej jakości na tym urządzeniu, jest opcja USB typu C, gdyż jesteśmy w stanie podłączyć słuchawki z aktywną redukcją szumów, albo dedykowany DAC. Tym samym sprawiając, że nie zatęsknimy za złączem słuchawkowym. Generalnie odtwarzanie różnego rodzaju multimediów nie jest wyzwaniem dla P30 Pro.

System, wydajność i komfort korzystania

Urządzenie zadebiutowało pod kontrolą Androida 9 Pie z autorską nakładką EMIUI w wersji 9.1. Jest to dla mnie pierwsze spotkanie z nakładką od tego chińskiego producenta, choć z uwagi, że jestem użytkownikiem MIUI nie wszystko powinno być dla mnie nowe i obce. Wstępna konfiguracja przebiegła dosyć sprawnie, chociaż ilość dodatkowych konfiguracji od samego Huaweia sprawia, że nowy użytkownik może poczuć się nieco przytłoczony. Po ukończeniu konfiguracji pojawia się pulpit w układzie klasycznym dla chińskich nakładek wzorowanych na systemie iOS.

Brak tutaj tak zwanej szuflady aplikacji, a więc wszystkie aplikacje są widoczne na pulpitach. Pierwsze chwile z EMUI dają mi jasno do zrozumienia, że nie powinienem czuć się tutaj obco, a jednak jest inaczej. Po pierwsze niezrozumiałym dla mnie jest niemożność wyłączenia gestu przeciągnięcia po ekranie w dół. Gest ten zamiast rozwijać pasek szybkich ustawień/powiadomień otwiera systemową wyszukiwarkę wraz ze skrótami do najczęściej używanych aplikacji. EMUI to chyba jedyna obok Pixelowej nakładka na Androida, która nie umożliwia rozwinięcia górnej belki ciągnąc w dół w dowolnym miejscu pulpitu. Jest to bardzo irytujące gdyż z uwagi na rozmiar urządzenia trzeba się nagimnastykować aby jedną ręką ściągnąć belkę w dół. No i ta nieszczęsna wyszukiwarka, gdyby chociaż ją można było w ustawieniach wyłączyć.

Owszem da się to zrobić, ale nie z poziomu urządzenia. Do dezaktywacji tej funkcji (wyszukiwarki) zmuszony byłem użyć wiersza poleceń ADB, z poziomu systemu nie da się dezaktywować tego gestu. Drugim zgrzytem jest nielogiczne umiejscowienie pewnych ustawień. Kategoryzacja ustawień woła o pomstę do nieba. Jest ona zdecydowanie zbyt mała. Lenistwem programistów jest wypychanie różnych ustawień na stronę „Dodatkowe ustawienia”. Pełno w tym oprogramowaniu niespójności. Dla przykładu ciemny interfejs włącza się w ustawieniach baterii. Ustawienia ekranu blokady i Always on Display (AoD) konfiguruje się w zakładce „Wyświetlacz” zamiast w zakładce ekranu blokady. Takich nieporozumień jest zbyt wiele. Zdarzają się też przegięcia w przeciwną stronę, a mianowicie pewne ustawienia są podzielone na wiele ekranów zamiast być dostępne wszystkie razem. Z rzeczy, które mi się podobają to możliwość korzystania z gestów zamiast klasycznych ekranowych przycisków. Te pierwsze są kopią rozwiązania od Xiaomi, choć brak tutaj gestu umożliwiającego przejście do poprzedniej aplikacji. Nawigowanie za pomocą gestów jest intuicyjne, płynne i przede wszystkim zwalnia nieco miejsca na ekranie chowając pasek z przyciskami ekranowymi. System umożliwia na ustawienie ciemnego motywu co jest bardzo dobrą opcja dla wyświetlaczy amoledowych. Interfejs wtedy mocno ciemnieje, choć brakuje tutaj konsekwencji. Część jest czarna, a część ciemno szara. Po zalogowaniu na konto Huawei możemy również skorzystać z motywów społeczności. Większość z nich nie nadaje się jednak do codziennego użytku, choć możemy trafić na naprawdę ciekawe i dopracowane projekty. Nakładka pozwala również na ukrycie wcięcia w ekranie, co dla mnie stanowiło estetyczne ukojenie, choć z bólem rezygnowałem z dodatkowej przestrzeni ekranu.

Pomimo sporej ilości pamięci operacyjnej (6GB lub 8GB) EMUI bardzo agresywnie zarządza pamięcią. Jest to dla mnie bardzo niezrozumiałe, choć jest to klasyczne podejście do tego tematu w przypadku wszystkich chińskich nakładek. Aby aplikacje mogły działać nieprzerwanie w tle, a co za tym idzie uświadczyć nas powiadomieniami, musimy dodatkowo je skonfigurować. Nie byłoby w tym nic nadzwyczaj dziwnego gdyby nie fakt, że pomimo odpowiednich ustawień część aplikacji miewa problemy z notyfikacjami i nie są to pojedyncze przypadki. Idealnym przykładem jest nieco śmieszna sytuacja z mojej korespondencji z Kristovem. Napisał on do mnie aby ustalić termin odbioru testowego egzemplarza, a ja przez brak powiadomienia odpisałem mu dopiero na drugi dzień. Takie sytuacje są bardzo irytujące i nie pozwalają na pozytywny odbiór tego oprogramowania. Jest to o tyle ciekawe, że przykładowo takie MIUI po odpowiedniej konfiguracji nie miewa takich problemów. Kolejną irytującą rzeczą jest zarządzanie powiadomieniami, choć to wina samego Androida, a nie nakładki. Jest też kilka pozytywnych akcentów. Nakładka umożliwia klonowanie aplikacji, udostępnia tryb jednej ręki i posiada tryb dedykowany grom. Można stworzyć prywatny profil lub skorzystać z uproszczonego interfejsu, a także sklonować cały telefon (przenieść dane i ustawienia).

Świetna jest możliwość skorzystania ze smartfonu w trybie PC (Easy Projection). Po podłączeniu urządzenia do ekranu zewnętrznego dostępny mamy bardziej okienkowy interfejs przystosowany do obsługi myszką. System EMUI jako całość ma ogromne możliwości. Jest on bardzo konfigurowalny, choć mało logiczny. Doświadczony użytkownik powinien sobie poradzić, ale mam wątpliwości, czy „świeżak” będzie w stanie tak skonfigurować urządzenie, aby wykorzystać jego pełen potencjał. Osobiście korzystając na co dzień z tego oprogramowania odczuwałem pewien dyskomfort.

Sam system działa piekielnie szybko i bez zająknięcia, wszystko płynie, ale za długo. Animacje są dyskretne, choć przeciągnięte. Najbardziej irytowało mnie szybkie przewijanie treści. Na innych smartfonach szybkim ruchem jestem w stanie przewinąć stronę na sam dół, a tutaj nie mam na to szansy. Przewijanie jest mega płynne ale za to bardzo powolne. Aplikacje z kolei instalują się i uruchamiają w mgnieniu oka, ale nie mogło być inaczej mając tak potężną specyfikację. Smartfon się nie grzeje i nie nagrzewa, choć raz podczas nagrywania materiału w FullHD smartfon złapał zadyszki a podgląd klatkował. Był to jednak jeden jedyny raz, a smartfon był w tym okresie mocno eksploatowany. Ogólna szybkość działania jak i reagowania nie pozostawia czegokolwiek do życzenia.

Jak to zawsze podkreślam w swoich testach nie jestem maniakiem grania na smartfonie, ale aby przetestować go w nieco cięższych niż codzienna praca warunkach, uciąłem sobie kilka dłuższych sesji w PUBG. Jest to bardzo wymagająca produkcja, ale nie robiąca jakiegokolwiek wrażenia na P30 Pro.

Konsumpcja treści na takim ekranie to przyjemna rzecz. Mogłoby być zdecydowanie lepiej gdyby nie wspomniany wcześniej notch i zaokrąglone krawędzie. Mamy do dyspozycji duży, bo aż 6,47 calowy wyświetlacz, a nadal mogę urządzenie nie dość, że trzymać w jednej dłoni, to go tą jedną dłonią obsługiwać. Sporą zasługą tego są proporcje ekranu wynoszące 19,5:9 i bardzo przemyślana bryła smartfonu. 

Aparat

Testowany przeze mnie P30 Pro został wyposażony w potrójny moduł aparatu. Jest to najbardziej kompleksowy zestaw jaki możemy w tej chwili znaleźć w smartfonach. Główny aparat posiada matrycę o wielkości 40MP i przysłonie f/1.6. Wyposażony jest on w optyczną stabilizację obrazu (OIS). Warto tutaj wspomnieć, że ostatnio panuje moda na „dużomegapikselowe” aparaty. Ma to za zadanie poprawienie jakości zdjęć poprzez skalowanie w dół i zlepianie pikseli dla uzyskania większej jasności i lepszej jakości obrazu. Tak jest i w przypadku P30 Pro, gdzie zdjęcia z głównego aparatu standardowo wykonywane są w rozdzielczości 10MP. Główny sensor jest tej samej wielkości co poprzednie flagowe modele P20 Pro i Mate 20 Pro, choć tutaj udało się osiągnąć lepszą wartość przysłony. Są to jednak drobne różnice w porównaniu do typu zastosowanego sensora. W przypadku P30 Pro Huawei zdecydował się zastąpić tradycyjny sensor RGGB sensorem RYYB. Zastąpienie filtra zielonego filtrem żółtym pozwola sensorowi na zebranie aż do 40% więcej światła. I to widać od pierwszych chwil kiedy odpalimy aplikację aparatu i zaczniemy robić zdjęcia. Aparat pracuje też w bardzo szerokim zakresie ISO od 50 do aż 409600, a to stwarza wiele ciekawych możliwości. Główny aparat wspierany jest przez dodatkowy ultraszeroki obiektyw o wielkości 20MP, przysłonie f/2.2 i kącie patrzenia 107°. Aparat ten jest świetny rozwiązaniem przy ujęciach panoramy, gdzie wyglądają one lepiej niż zlepianie takowej przez aplikacje. Autem jest też wykorzystanie tego modułu w ciasnych miejscach, gdzie poprzez szeroki kąt możemy otrzymać naprawdę ciekawą perspektywę. Jedynym realnym problemem tego sensora jest brak optycznej stabilizacji obrazu, czego rezultatem czasem są poruszone zdjęcia. Trzecim obiektywem jest moduł telefoto (działający na zasadzie peryskopu) pozwalający na pięciokrotne stałe przybliżenie. Jest on wielkości 8MP, zbiera jednak mniej światła (f/3.4), ale jest wyposażony w OIS. Zazwyczaj aby osiągnąć przybliżenie wymaga się dłuższej ogniskowej dlatego też chiński producent zdecydował się na wykorzystanie pryzmatu kątowego, który załamuje światło wpadające prostopadle. W efekcie wpadające światło porusza się wzdłuż zamiast prostopadle.

Początkowo miałem obawy co do stabilizacji takiego rozwiązania, ale okazały się one bezpodstawne. Zdjęcia z pięciokrotnym przybliżeniem są ostre i wyraźne, choć z uwagi na wartość przysłony są również nieco ciemniejsze. Warto pamiętać, że wartość przybliżenia jest stała, a więc wszystko pomiędzy 1x a 5x jest zoomem cyfrowym. Dodatkowym atutem jest możliwość skorzystania z dziesięciokrotnego przybliżenia hybrydowego, którego efekty są naprawdę imponujące. Całości pomaga kamera ToF i sensor autofokusa obsługujący fokus laserowy, fazowy i kontrastowy. Podoba mi się możliwość korzystania i przełączania się pomiędzy trzema sensorami podczas nagrywania bez jego wstrzymywania. Słabe natomiast jest to, że nagrania w 4K mogą być rejestrowane w maksymalnie 30 klatkach na sekundę. To i ogólna jakość nagranego wideo sprawia, że P30 Pro nadaje się raczej do sporadycznego nagrywania wideo do swojej prywatnej kolekcji ale nic ponadto. Z przodu natomiast P30 Pro oferuje kamerkę o wielkości 32MP umieszczoną we wcięciu ekranu. Pomijając ten wątpliwie estetyczny zabieg, przysłonę f/2.0 i kilka software’owych sztuczek zdjęcia typu selfie czy też wideorozmowy wyglądają całkiem dobrze.

Aplikacja aparatu jest przyjazna użytkownikowi i całkiem intuicyjna. Podoba mi się w niej to, że wiele z funkcji, czy też przełączników jest w zasięgu kciuka, sprawiając, że zmiana trybu jest szybka. Aplikacja posiada wiele różnych trybów, których poznanie zajmuje sporo czasu. Dla mnie najważniejsze były tryby: klasyczny do zdjęć, Pro, Nocny i przełącznik AI.

Taką konfiguracją zastosowanego sprzętu i oprogramowania Huawei zmienia zasady mobilnej fotografii, wynosząc ją na nieosiągalny wcześniej poziom. Taki, a nie inny, zestaw sensorów sprawia, że ten mobilny sprzęt jest bardzo uniwersalny. W dzień specjalny sensor RYYB sprawia, że zdjęcia są jasne, ciepłe o odpowiedniej saturacji, a przy okazji pozbawione są dystorsji. Kolory są żywe, ale całość nie wygląda nienaturalnie lub sztucznie, a kontrast na zdjęciach jest przyjemny dla oka. Wiadomo jednak, że w ciągu dnia wszystkie topowe smartfony są w stanie robić naprawdę ładne zdjęcia. Prawdziwą różnicę widać w nocy i to w takich warunkach P30 Pro zaczyna być przed peletonem. Zastosowany sensor i przysłona f/1.6 sprawiają, że mamy do czynienia z jednym z najlepszych smartfonów do zdjęć nocnych. Zdęcia wykonywane w nocy, nawet bez sztuczek oprogramowania jak tryb nocny, wyglądają bardzo dobrze. Większość wykonanych nocą zdjęć jest zdecydowanie lepsza od tych wykonanych smartfonami konkurencji. Tam gdzie konkurencja gubi detale i dokłada szumów, tam P30 Pro zachowuje odpowiednią ostrość i jakość. Największym problemem jaki spotkałem w zdjęciach nocnych przy sztucznym oświetleniu (np. ulicznych lamp) jest często nietrafiony balans bieli. To sprawia, że zdjęcia pomimo świetnej jakości są czasami mocno żółtawe i zbyt ciepłe. Wiem jednak, że jest to wina oprogramowania, a więc mam nadzieję, że wraz z aktualizacją problem zniknie. Tym bardziej, że automatyka często potrafi dobrać ustawienia w punkt. Jeśli ten problem zniknie to P30 Pro bez wątpienia będzie najlepszym wyborem do nocnej fotografii. Poniżej zamieszczam kilka przykładowych zdjęć wykonanych P30 Pro (proszę wziąć pod uwagę kompresję), a tutaj zapraszam do albumu ze zdjęciami w pełnej rozdzielczości i bez kompresji.



Czytnik biometryczny

W tym akapicie pozwolę sobie przytoczyć to, co pisałem w moich pierwszych wrażeniach. Od tego czasu, aż do zakończenia testu nic się w tej kwestii nie zmieniło. Sam czytnik jest wg mnie umiejscowiony w bardzo dobrym, wygodnym miejscu. Leży on na odpowiedniej wysokości i jest to zdecydowanie zmiana na plus względem Mate 20 Pro, gdzie wg mnie czytnik został umieszczony zbyt wysoko. Palec bardzo intuicyjne trafia tam gdzie powinien, a to oznacza, że jest tak jak być powinno. Z bardziej technicznych rzeczy to jest to czytnik optyczny, a więc działa on na zasadzie kamery (sensoru optycznego) umieszczonego pod ekranem. Z racji zastosowanej technologii nie powinno się oczekiwać oszałamiającego efektu. Tak też w istocie jest. Od pierwszych chwil robił on na mnie niezbyt dobre wrażenie. Na dziesięć prób odblokowania niepowodzeniem kończy się średnio 3-4, ale większym problemem jest jego szybkość reakcji. Przyzwyczajony jestem do ultradźwiękowych rozwiązań gdzie wystarczy tylko musnąć czytnik. W przypadku P30 Pro zmuszony byłem zmienić przyzwyczajenia. Muśnięcie bowiem nie daje żadnego efektu. By doszło do odblokowania należy palec chwilę przytrzymać w odpowiednim miejscu, tak aby optyczny sensor zdążył „zobaczyć” linie papilarne. Wspomnę dodatkowo, że z biegiem czasu nie odnotowałem żadnej poprawy w tym aspekcie.

Bateria

Rzecz, która mnie kompletnie nie zawiodła podczas prezentacji to pojemność baterii. W dobie kiedy ekrany rosną, a smartfony potrzebują coraz więcej energii, montowanie odpowiedniego ogniwa powinno być naturalne. Huawei kontynuuje swoją dobrą praktykę montowania odpowiednio dużych i wydajnych ogniw. Zastosowany w P30 Pro akumulator posiada 4200mAh co w chwili czytania specyfikacji pozwala przypuszczać, że czas pracy będzie bardzo zadowalający. I tak w istocie jest. Przebiegi pokroju 7-8 godzin na włączonym ekranie (w trybie mieszanym LTE i Wi-Fi) w ciągu dnia to wyniki bardzo dobre. Często zdarzało mi się, że smartfon ładowałem co drugi dzień, bez potrzeby pilnowania się aby oszczędzać baterię. Czas działania na jednym ładowaniu jest wręcz rewelacyjny. Zasługą z pewnością jest proces litograficzny w jakim został wykonany główny chip urządzenia (7nm), typ zastosowanego wyświetlacza (amoled), ale nie bez znaczenia jest też oprogramowanie (EMUI), które bardzo agresywnie zarządza zużyciem energii przez urządzenia (poprzez np. ubijanie aplikacji).

Smartfon wspiera autorską technologię szybkiego ładowania, która pozwala pompować do urządzenia 40W (takowa ładowarka jest dołączona do zestawu), w wyniku czego smartfon ładujemy do pełna w około 1 godzinę. Urządzenie możemy ładować również bezprzewodowo (15W), choć odpowiednia ładowarka nie znalazła się w zestawie. Fajnym rozwiązaniem jest możliwość zwrotnego ładowania indukcyjnego. Domyślnie opcja ta jest wyłączona, ale jeśli ją włączymy to P30 Pro może stać się swoistą ładowarką indukcyjną dla innych smartfonów lub urządzeń wspierających ładowanie bezprzewodowe (np. słuchawki, zegarki).

Urządzenie premium, fotograficzny potwór, ale…

Huawei P30 Pro to kawałek solidnego sprzętu. To urządzenie, które pod względem wykonania z pewnością jest premium i na tym polu nie odstaje od flagowej konkurencji. To też smartfon innowacyjny, który kontynuując dobre fotograficzne tradycje, odkrywa mobilną fotografię na nowo. P30 Pro pokazuje też swoim rywalom to, jak smartfon powinien pracować na jednym ładowaniu. Urządzenie ma jednak swoje grzeszki. Nieodpowiednio wysoka rozdzielczość ekranu, jego zakrzywienie, wcięcie w nim i brak głośników stereo to miejsca gdzie Huawei może się poprawić. Zdaję sobie sprawę, że są to bardzo subiektywne rzeczy, dodatkowo dosyć błahe, ale cena za urządzenie każe wymagać rzeczy najlepszych. Niestety jest też jedna poważna wada. Jest nią bardzo przeciętne oprogramowanie EMUI, które w moich oczach nie nadąża za sprzętem. Jego nielogiczność, niekonsekwencję i niespójność mógłbym jeszcze jakoś znieść. Instalacja innego launchera czy też zabawa w wierszu poleceń ADB sprawiły, że udało mi się wyrzeźbić coś co by mi nie przeszkadzało w używaniu P30 Pro, choć powiedzmy sobie szczerze, że tak być nie powinno. Problem tkwi jednak głębiej. Przez nieco ponad trzy tygodnie testów smartfon służył mi za mój podstawowy sprzęt. I przez ten czas zdarzyło mi się kilkanaście razy nie otrzymać powiadomienia, wtedy kiedy powinno się to stać, pomimo odpowiednich ustawień. Takie sytuacje poniekąd dyskwalifikują sprzęt jako daily driver, ale mocno wierzę, że Huawei zmieni swoją filozofię w EMUI. Jeśli Chińczycy poprawią się w kwestii oprogramowania wtedy będzie można mówić o urządzeniu kompletnym i topowym w każdym aspekcie. Póki jednak tak się nie stanie mam spore wątpliwości, czy my jako użytkownicy końcowi wykorzystujemy pełen potencjał urządzenia, który jest naprawdę ogromny. Nie zmienia to jednak jednego. P30 Pro to świetny sprzęt, który po kilku szlifach może stać się diamentem wśród smartfonów. 

_______________

źródło grafik poglądowych: materiały prasowe Huawei