Test OnePlusa 7T – pogromca flagowców w życiowej formie

Kilka tygodni temu OnePlus zaprezentował na konferencji w Indiach poprawioną wersję bardzo chłodno przyjętego modelu 7. Mowa oczywiście o OnePlusie 7T, którego premiera była pewna już w chwili premiery siódemki. Chińczycy zdążyli nas przyzwyczaić na przestrzeni kilku lat, że po kilku miesiącach prezentują poprawiony model. W tym roku użytkownicy zostali zaskoczeni aż dwoma modelami: 7 i 7 Pro. Ten drugi to bez wątpienia wyśmienity sprzęt, który swoim designem i ekranem rozpycha się pomiędzy najlepszymi flagowcami na rynku. Siódemka z kolei to w opinii wielu, w tym i mojej, wielkie nieporozumienie. To odgrzany kotlet w postaci modelu 6T przyprawiony nowym SoC. To zdecydowanie za mało, aby użytkownicy chcieli się tym produktem zainteresować. Nie brakowało głosów, że OnePlus przestał być OnePlusem i zapomniał o swojej filozofii. Sporo zmieniło się właśnie z chwilą premiery OnePlusa 7T. Zmiam nastąpiło sporo, od bryły urządzenia, po przemodelowanie układu fotograficznego, na nowym ekranie kończąc. Czy są to zmiany, które pozwolą zapomnieć o niepowodzeniu siódemki, a przede wszystkim czy 7T ma sens? Po dwóch tygodniach korzystania z tego urządzenia w dużym skrócie mogę powiedzieć, że tak. W zasadzie, to żaden OnePlus od dawna nie miał tyle sensu i racji bytu co ten model, a powodów do takiego stwierdzenia jest wiele.

Design, ergonomia i jakość wykonania

Zacznę, standardowo już dla moich testów, od opakowania, które choć nie powinno, to jednak wywołało u mnie jakiekolwiek emocje. W dobie zwykłych biało-kolorowych opakowań z kredowym wykończeniem Chińczycy wyróżniają się z tłumu. Opakowanie, w którym dostarczony jest smartfon jest fajnie wykonane. Począwszy od charakterystycznego dla marki koloru czerwonego, zdecydowanie bardziej wydłużonych proporcji, kończąc na przyjemnym w dotyku, gumowym wykończeniu. Po jego otwarciu wita nas smartfon, liścik powitalny, dodatkowy kartonowy organizer z kartą gwarancyjną i instrukcjami, szpilka do wyjmowania tacki SIM, a także grube silikonowym etui. To ostatnie robi naprawdę dobre wrażenie, wydając się być bardzo solidnym, choć nie najbardziej urodziwym akcesorium. Na samym dnie znajdziemy dość dużą, ale i szybką ładowarkę (30W) wraz z kablem USB typ A – typ C do ładowania i transmisji danych. Jak widać zestaw jaki daje OnePlus jest dość klasyczny. Szkoda, że producent nie pokusił się o coś więcej, dodając chociażby przejściówkę z USB typu C na jack’a 3,5mm.

OnePlus 7T występuje na rynku w dwóch wariantach kolorystycznych: niebieskim nazywanym przez producenta Glacier Blue, a także szarym Frosted Silver. Oba te warianty są gradientowe, tworząc ciekawie wyglądające urządzenie. Urządzenie jest dosyć spore choć to nie powinno dziś nikogo dziwić. Jego wymiary to 160,9x74,4x8,1 mm, a waga wynosi 190 gramów. W swoich pierwszych wrażeniach wspomniałem o tym, że urządzenie dobrze leży w dłoni, a to za sprawą wyprofilowania plecków. Z drugiej jednak strony dochodzę do wniosku, że nie ma teraz źle leżących w dłoni urządzeń. Producenci, z uwagi na wymiary smartfonów, są zmuszeni do niewielkiego wyprofilowania plecków aby zadbać o ich pewniejszy chwyt. Sama jakość wykonania nie odstaje od tego czego można spodziewać się po urządzeniach premium. Całość jest sztywna, nie ma tu mowy o jakimkolwiek wyginaniu czy uginaniu się. Na tyle znajdziemy szkło Corning Gorilla Glass 5. Warto jednak dodać, że plecki urządzenia są wykończone matowym szkłem, które oprócz tego, że jest przyjemne w dotyku, to tworzy naprawdę ciekawy i elegancki efekt. Ramki smartfonu wykonano z aluminium, które zostało polakierowane i wykończone na połysk, co wg mnie trochę stylistycznie gryzie się z matowym wykończeniem tyłu. Na tyle urządzenia znajdziemy potrójny zestaw poziomo rozmieszczonych aparatów wraz z diodą doświetlającą, który ułożony został na dość sporej, okrągłej wyspie. Całość wygląda trochę nietypowo, choć na pewno nie szpeci urządzenia.

Urządzenie jest zabezpieczone odpowiednimi uszczelkami, ale nie idzie za tym w parze żaden certyfikat wodo- i pyłoodporności. OnePlus tłumaczy, że otrzymanie takiego certyfikatu skutkowałoby wyższą ceną urządzenia, a zabezpieczenia jakie stosują nie odbiegają od tych jakie znajdują się w certyfikowanej konkurencji. Ja to osobiście kupuję, nie uważam bowiem smartfon za urządzenie, które powinno sobie radzić pod wodą. W swojej smartfonowej historii zdarzało mi się być przemokniętym do suchej nitki, a urządzenia nadal działały. Dodatkowo należy pamiętać, że każdy z producentów oferujących certyfikowane wodoszczelne urządzenia nie uznaje gwarancji z tytułu zalania, co tym bardziej powinno skłaniać do opinii, że OnePlus dobrze to sobie wymyślił.

Na prawej krawędzi znajduje się przycisk wyłącznika, a także przełącznik trybów pracy urządzenia, który oferuje trzy różne stany (domyślnie: dzwonek, wibracja, cichy). Ten drugi posiada chropowatą fakturę sprawiając, że operowanie tym przełącznikiem jest łatwiejsze. Początkowo obawiałem się, że przełącznik ten będzie mnie irytował przełączając się z każdym wsunięciem i wysunięciem z kieszeni, ale na szczęście nic takiego nie ma miejsca. Przełącznik działa z dość dużym oporem, więc każde jego użycie jest świadome. Przycisk zasilania i przełącznik są dobrze osadzone w korpusie urządzenia, nie posiadają luzów i nie wydają żadnych niepokojących dźwięków.

Przycisk regulacji głośności został umieszony na lewej krawędzi. Nie jestem fanem takiego rozwiązania, choć to i tak kwestia przyzwyczajenia. Ja zdecydowanie wolę, kiedy przycisk zasilania i regulacja głośności znajdują się na tej samej krawędzi (najlepiej na prawej). Szkoda, że chiński producent nie zdecydował się na zastosowanie dodatkowego, konfigurowalnego przycisku.

Na górnej krawędzi znajdziemy tylko dodatkowy mikrofon do redukcji szumów.
Z kolei na dole znajduje się centralnie umieszczony port USB typu C (wersja 3.1), który oprócz możliwości ładowania i wymiany danych może służyć za wyjście obrazu. Po jego prawej maskownica głośnika, a po jego lewej mikrofon i tacka na dwie karty SIM w formacie nano. Nie jest to slot hybrydowy, zatem nie ma możliwości rozszerzenia pamięci wbudowanej.

Frontalna część smartfonu w całości pokryta jest taflą szkła Corning GorillaGlass 5. Na szczęście ekran na bocznych krawędziach nie jest zakrzywiony. Jest to płaski, duży, bo aż 6,55 calowy ekran, który zajmuje około 87% powierzchni frontu. Świetny efekt psuje wycięcie w ekranie w kształcie łezki. Jest to co prawda najmniejszy tego typu wynalazek jaki znajdziemy w obecnych generacjach, ale bez wątpienia szpeci on urządzenie. Na dolnej, bardzo niewielkiej ramce nie znajdziemy kompletnie nic.

Hardware

OnePlus 7T napędzany jest przez SoC Qualcomm 855+, czyli nieco podkręconą wersję dobrze znanego modelu 855. Jest to 64-bitowa jednostka wykonana w 7 nanometrowym procesie technologicznym. Posiada ona 8 rdzeni podzielonych na trzy klastry: 1 najwydajniejszy o taktowaniu do 2,96GHz, 3 wydajne i 4 o zwiększonej energooszczędności. Za grafikę odpowiada układ Adreno 640, który w tym modelu pracuje z wyższym taktowaniem, dzięki czemu jest o około 15% bardziej wydajny niż standardowa wersja tego GPU. Do dyspozycji mamy 8GB pamięci RAM LPDDR4 i jest to jedyny wariant jaki oferuje OnePlus w tym modelu.

Taka konfiguracja sprawia, że mamy do czynienia z ultra wydajnym smartfonem. Zastosowanie pamięci wewnętrznej UFS 3.0 sprawia, że jest to jeden z najszybszych smartfonów dostępnych na rynku. Testowany egzemplarz posiada 128GB pamięci wewnętrznej. Złą wiadomością jest brak możliwości rozszerzenia pamięci o kartę, choć mnie to absolutnie nie przeszkadzało. Aparatów znalazło się na pokładzie aż cztery. Tylny to potrójny moduł o wielkościach: 48MP, 16MP i 12MP, zaś z przodu znajduje się kamerka o wielkości 16MP. Bateria z kolei posiada nieimponujące na pierwszy rzut oka 3800mAh.

Jeśli chodzi o łączność to można by rzec, że jest to klasyka gatunku. Na pokładzie znajdziemy wsparcie dla WiFi 802.11 a/b/g/n/ac, Dual SIM z dwoma slotami nanoSIM, Bluetooth w wersji 5.0 (A2DP, LE, z obsługą aptX HD), możliwość udostępniania swojego łącza poprzez WiFi Hotspot/Tethering, Wi-Fi Direct, obsługę DLNA oraz NFC. Smartfon nie ma jakichkolwiek problemów ze znalezieniem i podłączeniem się do sieci. Stabilność sygnału jest na bardzo dobrym poziomie i nie odbiega od tego co oferuje konkurencja. Podczas tych dwóch tygodni nie odnotowałem zgubienia sieci. Zaskoczyła mnie za to wydajność anten, które zbierają sygnał nieco lepiej niż inne smartfony. Jakość prowadzonych rozmów jest na bardzo dobrym poziomie. Dźwięk jest głośny i klarowny co zdecydowanie przydaje się na zatłoczonej ulicy lub głośnym pomieszczeniu, gdzie nie ma problemu ze zrozumieniem rozmówcy. Zadowalająco sprawdza się główny mikrofon, moi rozmówcy nie mieli zastrzeżeń do jakości przeprowadzanych rozmów.

Jeśli chodzi o geolokalizację to 7T wyposażony jest w kompleksowy zestaw. Mamy tutaj w dwuzakresowy system GPS (wraz z A-GPS), Glonass, Galileo i Beidou. Dwuzakresowy GPS sprawia, że korzystanie z nawigacji jest niezwykle wygodne, szybkie i precyzyjne, ale jest to również spory bonus w postaci większej energooszczędności. W trakcie testów wykonałem kilka tras z użyciem nawigacji i nie spotkałem najmniejszych problemów w kwestii GPS (amoledowy ekran wyszedł z tego bez wypaleń).

Na koniec dodam, że 7T został wyposażony w całkowicie nowy motor wibracyjny. Nie ma tutaj już beznadziejnych, brzęczących wibracji, które to bardziej słychać niż czuć. Od teraz duży silnik wibracyjny wraz z zaawansowanym dotykowy sterownikiem (haptyka) wytwarzają naturalne, satysfakcjonujące sprzężenie zwrotne. Początkowo wydawało mi się to dziwnym doświadczeniem, ale z każdą kolejną wibracją doświadczałem pozytywnych wrażeń.

Ekran i multimedia

Ekran OnePlusa 7T to jest bez cienia wątpliwości jego najmocniejszy punkt. Dla OnePlusa było niezwykle ważne, aby tym razem nie zawieść użytkowników. Wszyscy doskonale pamiętamy jak wiele pretensji ze strony fanów marki spłynęło na chińczyków wraz z premierą modelu 7. Mowa oczywiście o braku wsparcia dla wyższego odświeżania ekranu. Tym razem jest lepiej. Zastosowano tutaj matrycę, którą producent nazywa Fluid Amoled o przekątnej ekranu 6,55 cali, proporcjach 20:9 i przede wszystkim odświeżaniu na poziomie 90Hz. Jego rozdzielczość to 1080x2400 pikseli, a więc „tylko” FullHD+ co daje w efekcie około 402 ppi. Myślę, że rozdzielczość ta jest jak najbardziej wystarczająca, tym bardziej patrząc na cenę urządzenia (wspomnę tylko, że o wiele droższy i „bardziej” premium P30 Pro również dysponuje ekranem FullHD+). Kolory są dobrze odwzorowane, żywe i odpowiednio nasycone. Są to oczywiście cechy wyświetlaczy amoledowych, ale wiele z nich jest niestarannie skalibrowana, przez co kolory często są przepalone. Tutaj nie ma o niczym takim mowy, choć znalazłem jedną dość przeszkadzającą mi cechę. Kiedy włączona jest opcja DC dimming, odpowiadająca za eliminację „mrugającego” ekranu, na niskich jasnościach ciemne kolory są przekłamywane. Nie jest to wadą tego konkretnego modelu i wynika to z zasady działania DC dimming, ale warto to mieć na uwadze. Systemowa nakładka Oxygen OS pozwala na regulację wyświetlanych barw. Możemy dostosować zarówno temperaturę jak i kontrast, tym samym dopasowując ekran wg własnych upodobań.

Zaimplementowano tutaj również trybu nocny, który redukuje kolor niebieski (męczący dla ludzkiego oka) i sprawia, że ekran staje się mocno żółtawy (jest możliwość regulacji efektu), a wszystko po to, aby korzystanie z smartfona, szczególnie wieczorami i w nocy, było bardziej komfortowe. Jeśli mowa o czytaniu to system oferuje dedykowany do tego tryb z dwoma efektami. Pierwszy monochromatyczny pozwala lepiej zagłębić się w treść, natomiast drugi efekt chromatyczny zwiększa komfort czytania.

Bardzo dobre są również kąty widzenia, nie mam tutaj często spotykanego w amoledach efektu tęczy. Kontrast jest oczywiście nieskończony, a czerń, z uwagi na wygaszone piksele, czarna. Świetna jest również jasność maksymalna, która wg producenta sięga przeszło 1000 nitów. Co prawda nie mam jak tego zweryfikować, ale ze swojej strony mogę powiedzieć, że nie miałem jakichkolwiek trudności w korzystaniu z urządzenia w słoneczny dzień. W pierwszych wrażeniach pisałem, że wcięcie na aparat, pomimo tego, że malutkie, mocno szpeci front urządzenia. Irytowało mnie to już podczas testów P30 Pro i irytuje do dzisiaj. W tej kwestii zdania nie zmienię. Wcięcie w ekranie, tzw. notch, to jeden z najgorszych i najgłupszych trendów w „rozwoju” (upośledzaniu) smartfonów.

Jest jednak rzecz, która potrafi odgonić negatywne emocje związane z wcięciem. Mowa o 90Hz odświeżaniu ekranu. Początkowo byłem bardzo sceptycznie do tego nastawiony będąc przekonanym o tym, że nie będzie to miało żadnego realnego wpływu na użytkowanie. Ogromne było jednak moje zniesmaczenie w momencie kiedy musiałem chwilowo sięgnąć po smartfon ze standardowych 60Hz odświeżaniem. Nagle poczułem się jakbym korzystał z jakiegoś starego, prototypowego urządzenia, które nie ważne jak, ale ma działać. Wyższe odświeżanie sprawia, że na ekranie wszystko zaczyna pływać. Nieraz w swoich testach opisuję jak płynne są to urządzenia i jak animacje tam pływają. Kłamałem. Teraz widzę, że można to zrobić lepiej i to na warstwie sprzętowej. Korzystanie z ekranu o wyższym odświeżaniu połączonego z świetnie zestrojonymi animacjami i aplikacjami potrafiącymi to wykorzystać wznosi komfort użytkowania na niespotykany dotąd poziom. Korzystanie z OnePlusa 7T jest czymś bardzo przyjemnym, a patrzenie na ten pływający ekran powoduje nieustający uśmiech na twarzy. Warto również dodać, że w przeciwieństwie do chociażby Pixeli 4 generacji, 90Hz mamy dostępne zawsze (o ile aplikacja wspiera), niezależnie od ustawionego poziomu podświetlenia.

Głośnik, który został umieszczony u spodu gra naprawdę nieźle choć nie jest on zbyt głośny. Na szczęście mamy tutaj również drugi głośnik (ten do rozmów), który działa w stereo z tym na dolnej krawędzi. Taki zestaw gra naprawdę bardzo dobrze, a urządzenie wspiera Dolby Atmos, które o dziwo da się usłyszeć. Tandem ten świetnie nadaje się do obejrzenia wideo na YouTubie czy filmu na Netflixie. Warto wspomnieć o jakości dźwięku wydobywanego na słuchawkach. Brak jest tutaj tradycyjnego złącza słuchawkowego jack 3,5mm, co mi osobiście nie przeszkadza. Uważam, że technologia bezprzewodowa wcale nie jest gorsza od tej przewodowej, szczególnie kiedy mowa o smartfonach i złączu mini jack. Podpiąłem również prywatną przejściówkę na jack’a 3,5mm tutaj podłączane słuchawki lub głośniki grają dobrze i przede wszystkim głośno, co może sugerować, że Qualcomm zastosował całkiem niezły przetwornik cyfrowo-analogowy znajdujący się na chipie urządzenia. Sama jakość dźwięku jest wg mnie bardzo dobra, choć absolutnie nie zaliczam siebie do audiofili. W systemie znajdziemy domyślny odtwarzacz, za pomocą którego możemy dostosować brzmienie wg własnych preferencji w korektorze graficznym.

System, wydajność i komfort korzystania

OnePlus 7T jest pierwszym urządzeniem na rynku, które zadebiutowało pod kontrolą Androida 10 out of the box. System wzbogacony jest o autorską nakładkę OxygenOS w wersji 10. Jest to dla mnie pierwsze (dłuższe) spotkanie z nakładką od tego chińskiego producenta, choć nie jest to pierwszy kontakt z „czystym” Androidem. Miewałem już przyjemność korzystać z Androida w wydaniu Google (Nexusy i Pixele) czy ROMów AOSP. Wstępna konfiguracja przebiegła dosyć sprawnie, podobało mi się również to, że brak było dodatkowych konfiguracji od samego OnePlusa, a ja jako nowy użytkownik nie czułem się przytłoczony.

Standardowo mamy tutaj układ pulpitu klasyczny dla Androida, czyli z tak zwaną szufladą aplikacji. Wszystkie aplikacje nie są widoczne na pulpitach, póki tego nie chcemy. Siłą tej nakładki jest jednak jej elastyczność. Układ pulpitu możemy zmienić na przypominający ten z iOS bez szuflady aplikacji. Pierwsze chwile z OxygenOS dały mi jasno do zrozumienia, że szybko się tutaj odnajdę. I tak w istocie było. Po pierwsze jest tutaj gest przeciągnięcia po ekranie w dół, który odpowiada za rozwinięcie paska szybkich ustawień/powiadomień. Jest to bardzo przydatne w dobie tak dużych, a przede wszystkich wysokich urządzeń, gdyż drastycznie poprawia komfort korzystania z systemu.

Mamy też tak zwane ukryte miejsce, gdzie możemy schować skróty aplikacji, aby nie widniały one w widoku aplikacji, a co najważniejsze możemy to miejsce zabezpieczyć hasłem. Bardzo ciekawe rozwiązanie, z którym spotykam się pierwszy raz. System oferuje tez możliwość sklonowania aplikacji, ale akurat to widzimy w niejednej nakładce. Podoba mi się również kategoryzacja ustawień. Jest ona po pierwsze logiczna, a po drugie na tyle rozbudowana, że użytkownik przy pierwszym kontakcie z urządzeniem będzie w stanie dostosować do siebie dokładnie to, co w danej chwili chce, bez zbędnego błądzenia po ustawieniach. Chińczycy naprawdę przyłożyli się do oprogramowania i to widać i czuć na każdym kroku. O niemałej pracy włożonej w rozwój niech świadczy chociażby tak mała błahostka jak brak tzw. dodatkowych ustawień, które goszczą w wielu różnych nakładkach i do których pakowane są różne rzeczy tylko i wyłącznie z lenistwa programistów. Korzystając z OxygenOS wszystko wydaje się być spójne, tworzone z myślą działania jako całość, a nie pojedyncze moduły systemu. OxygenOS od kilku wydań oferował swoje autorskie gesty. Wraz jednak z nadejściem Androida 10 zostały one zamienione na te używane natywnie przez nowe wydanie zielonego robocika. Oczywiście nadal jest możliwość korzystania z nawigacji systemowej za pomocą klasycznych, ekranowych przycisków. Ja jednak wybieram możliwość korzystania z gestów. Te zaimplementowane przez Androida są trochę uboższą kopią rozwiązania od Xiaomi, brak tutaj gestu umożliwiającego przejście do poprzedniej aplikacji. Samo nawigowanie za pomocą gestów jest intuicyjne, płynne i przede wszystkim zwalnia nieco miejsca na ekranie chowając pasek z przyciskami ekranowymi. Oprogramowanie umożliwia zastosowanie ciemnego motywu co jest bardzo dobrą opcja dla wyświetlaczy amoledowych. Interfejs wtedy mocno ciemnieje, ale całość prezentuje się schludnie i widać tutaj konsekwencję w projektowaniu. Można również ustawić swój kolor akcentu systemu, aby jeszcze bardziej dostosować oprogramowanie do swoich upodobań. Nakładka umożliwia również korzystanie z paczek ikon.

Nie znalazłem za to opcji aby ukryć wcięcie w ekranie, co dla mnie byłoby kojącym moje poczucie estetyki rozwiązaniem. System wspiera również Ambient Display. Nie mamy tutaj znanego z konkurencji pełnoprawnego Always on Display. Zamiast tego mamy jego namiastkę w postaci wspomnianego wyświetlacza ambientowego. Nie jestem fanem tego rozwiązania. Warto jednak powiedzieć, że nie spotkałem się jeszcze z żadnym urządzeniem, które tak dobrze wykrywałoby dotknięcie ekranu podczas gdy urządzenie jest uśpione. Przeważnie podwójne czy pojedyncze stuknięcia u konkurentów raz działały, a raz nie. Tutaj wystarczy raz dotknąć wygaszone urządzenie, aby ekran ambientowy się wyświetlił, pokazując godzinę, powiadomienia i pozwalając na odblokowanie urządzenia czytnikiem linii papilarnych.

Ciekawy jest również tak zwany tryb Zen. Jest to tryb skupienia, który po aktywowaniu blokuje powiadomienia i możliwość korzystania z urządzenia na ustalony czas. W trybie Zen możemy jedynie korzystać z aparatu, odbierać połączenia i wykonywać połączenia alarmowe.

Spora ilość pamięci operacyjnej 8GB sprawia, że OxygenOS ma naprawdę niewielkie problemy z zarządzaniem pamięcią. Te naprawdę sporadyczne problemy są najprawdopodobniej związane z oszczędzaniem energii, ale w efekcie nie jest to aż tak bardzo uciążliwe. Zdarzało mi się jednak, że powiadomienia z aplikacji dostawałem dopiero po wybudzeniu ekranu, ale nie było to normą, a raczej sporadycznymi epizodami. Problemem jest również brak możliwości ustawienia zachowania aplikacji w tle dla wszystkich zainstalowanych programów. Jest to problem, bo np. GMail jest preinstalowany i automatycznie ma włączoną optymalizację baterii. Być może gdyby można było zmienić to ustawienie to udałoby się wyeliminować te drobne nieudogodnienia. Na całe szczęście, powtórzę to raz jeszcze, są to sytuacje sporadyczne, nie dyskwalifikujące w żaden sposób urządzenia podczas pracy.

System OxygenOS jako całość jest bardzo rozwiniętym oprogramowaniem. Jest on bardzo konfigurowalny, logiczny i przede wszystkim spójny. Każdy użytkownik powinien sobie poradzić bez najmniejszego problemu z jego obsługą i konfiguracją, tak aby móc wykorzystać jego pełen potencjał. Osobiście korzystając na co dzień z tego oprogramowania czułem się komfortowo, nie napotykając się przez czas testów na irytujące problemy.

Sam system działa piekielnie szybko i bez zająknięcia, wszystko płynie, i pojawia się w ułamku sekundy. Animacje są dyskretne i bardzo szybkie. Podoba mi się to podejście do animacji w tym modelu, bo z jednej strony animacje uwydatniają najważniejszą cechę tego urządzenia, czyli 90 hercowy ekran, a z drugiej nie są niepotrzebnie przeciągnięte. Szybkie przewijanie treści na tym urządzeniu to prawdziwa przyjemność. Instalacja aplikacji i ich uruchamianie odbywa się w mgnieniu oka, ale nie mogło być inaczej mając do dyspozycji tak potężną specyfikację i przede wszystkim zastosowaną pamięć UFS 3.0. Ogólna szybkość działania jak i reagowania nie pozostawia czegokolwiek do życzenia, smartfon ten powinien być wzorem dla wszystkich innych producentów jak szybko, płynnie i przyjemnie powinien działać smartfon, nawet dla Apple’a.

Nie jestem mobilnym graczem i podkreślam to w każdym moim teście. Na potrzeby tego sprawdzianu zainstalowałem dwa dość wymagające tytuły w postaci PUBG i Asphalt 9. Pomimo, że są to zasobożerne produkcje, to nie robią one żadnego wrażenia na OnePlusie 7T, który nawet nie staje się lekko ciepły. Warto wspomnieć, że OnePlus zaimplementował w swoje oprogramowanie tryb gry nazywany w systemie Fnatic mode (w ramach współpracy z organizacją e-sportową o tej samej nazwie).

Pochłanianie treści na tak rewelacyjnym ekranie to przyjemna rzecz. Mogłoby być zdecydowanie lepiej gdyby nie wspomniany wcześniej notch, ale wyższe odświeżanie stara się to rekompensować w najlepszy możliwy sposób. Mamy do dyspozycji duży, bo aż 6,55 calowy wyświetlacz, a nadal mogę urządzenie nie dość, że trzymać w jednej dłoni, to go tą jedną dłonią obsługiwać. Sporą zasługą tego są proporcje ekranu wynoszące 20:9 co sprawia, że urządzenie jest dość wąskie, a do tego dochodzi bardzo przemyślana bryła smartfonu.

Aparat

Testowany przeze mnie OnePlus 7T został wyposażony w potrójny moduł aparatu, co jest krokiem na przód w porównaniu do poprzednika w postaci modelu 7. Jest to w tej chwili najbardziej kompleksowy zestaw jaki możemy znaleźć w smartfonach. Główny aparat to sensor Sony IMX586 o wielkości 48MP i przysłonie f/1.6. Wyposażony jest on w optyczną stabilizację obrazu (OIS) wspieraną przez elektronikę (EIS). Tak wysoka rozdzielczość sensora ma za zadanie poprawienie jakości zdjęć poprzez skalowanie w dół i zlepianie pikseli dla uzyskania większej jasności i lepszej jakości obrazu. Standardowo zdjęcia wykonywane z głównego aparatu wykonywane są w rozdzielczości 12MP. Główny moduł wspierany jest przez ultraszeroki obiektyw o wielkości 16MP, przysłonie f/2.2 i kącie patrzenia 117°. Aparat ten jest świetnym rozwiązaniem przy ujęciach panoramy, gdzie wyglądają one lepiej niż zlepianie takowej przez aplikacje. Świetnie sprawdza się wykorzystanie tego modułu w ciasnych miejscach, gdzie poprzez szeroki kąt możemy otrzymać naprawdę ciekawą perspektywę lub po prostu sfotografować więcej. Sensor ten pozbawiony jest optycznej stabilizacji obrazu, czego rezultatem czasem są poruszone zdjęcia. Nie jest to jednak wielki problem, który dyskwalifikowałby ten moduł, ale należy o tym pamiętać, szczególnie w gorszych warunkach oświetleniowych, gdzie czasy naświetlań są nieco dłuższe. Trzecim obiektywem jest moduł telefoto pozwalający na dwukrotne (x1,99) stałe przybliżenie. Jest on wielkości 12MP i „zbiera” tyle samo światła (f/2.2) co obiektyw ultraszeroki i podobnie nie jest wyposażony w OIS.

Całości pomaga autofokus obsługujący fokus fazowy i kontrastowy (PDAF+CAF). Podoba mi się możliwość korzystania i przełączania się pomiędzy sensorami podczas nagrywania bez jego wstrzymywania. Nie ma również sztucznego ograniczania klatek na sekundę podczas nagrań wideo, jak to ma miejsce u niektórych konkurentów. OnePlus 7T może nagrywać wideo o maksymalnej rozdzielczości 4K w 60 fps. Dostępne są również tryby super slow motion pozwalające nagrywać w 1080p w 240 fps lub w 720p w 960 fps. Ogólna jakość nagranego wideo sprawia, że OnePlus 7T nadaje się raczej do sporadycznego nagrywania wideo do swojej prywatnej kolekcji, ale żeby była jasność, nie są to nagrania złe. Po prostu mamy na rynku smartfony, które z wideo obchodzą się zauważalnie lepiej. Ciekawością jest tryb ultra stabilny, który podczas nagrań w 1080p generuje obraz tak stabilny, że można go porównać do nagrań stworzonych przy pomocy gimbala.

Z przodu natomiast 7T dysponuje kamerką o wielkości 16MP umieszczoną we wcięciu ekranu. Pomijając ten wątpliwie estetyczny zabieg, to nie jest źle. Jest to sensor Sony IMX471 z przysłoną f/2.0 i wspiera elektroniczną stabilizację obrazu (EIS). Jedynym problemem jest stały punkt autofokusu, ale pomijając to nieudogodnienie, to do zdjęć typu selfie czy też wideorozmów nadaje się całkiem dobrze.

Aplikacja aparatu jest przyjazna użytkownikowi i całkiem intuicyjna. Co prawda wolałbym aby więcej funkcji, czy też przełączników było w zasięgu kciuka, ale to jest tylko i wyłącznie kwestia przyzwyczajenia. Najważniejsze opcje są pod ręką i to w zasadzie się liczy. Aplikacja nie jest przesadnie przeładowana wieloma różnymi trybami, ale te najważniejsze: klasyczny do zdjęć, pro i nocny, są tutaj dostępne.

OnePlus od zawsze miał problem z aparatami i tego faktu nie da się podważyć. Nie można też zarzucić chińczykom, że nie starali się w przeszłości nad tym pracować, bo byłoby to zakłamywanie prawdy. Na przestrzeni ostatnich generacji widać było poprawę, ale konkurencja też nie stała w miejscu. Bardzo dużo zmieniło się wraz z premierą, kilka miesięcy temu, modelu 7 Pro, który nadrobił naprawdę sporo dystansu do flagowej, fotograficznej konkurencji. Nie bez przyczyny wspominam o modelu Pro, bo 7T czerpie z niego, pod względem fotograficznym, garściami. W zasadzie to nawet oferując coś ekstra, w postaci trybu makro z odległości 2,5 cm, którego nie ma i mieć nie będzie model 7 Pro. Taką konfiguracją zastosowanego sprzętu i oprogramowania OnePlus otwiera nowy rozdział w swojej foto przygodzie na rynku smartfonów. Modelowi 7T jest zdecydowanie bliżej do flagowej, fotograficznej konkurencji, niż do średnio-wysokiej półki. W dzień zdjęcia są jasne i ciepłe z odpowiednią saturacją. Kolory są oddane dość wiernie, a całość wygląda naturalnie. Kontrast na zdjęciach jest przyjemny dla oka, a oprogramowanie rzadko myli się w trybie automatycznym z doborem balansu bieli. W ciągu dnia nie zobaczymy żadnych różnic względem konkurencji, choć wiadomo, że nie jest sztuką zrobić ładne zdjęcie w dobrych warunkach. Prawdziwą różnicę zawsze widać w nocy czy też w trudnych warunkach oświetleniowych. Tutaj można zauważyć, że Chińczycy włożyli sporo wysiłku i pracy bo efekty są naprawdę niezłe, a zważając, że producentem jest OnePlus, to rzekłbym, że efekty są zadziwiające. Zastosowany sensor z przysłoną f/1.6 sprawia, że w takich warunkach urządzenie nie ma czego się wstydzić. Nie jest to na pewno topowy aparat, ale w zasadzie można by wymienić tylko kilka lepszych pod tym względem (choć niekoniecznie tak uniwersalnych) modeli: iPhone 11, Samsungi S9/10 i Note 9/10, Pixel 3/4, Huawei P20/P30 Pro i Mate 20/30 Pro. Zdęcia wykonywane w nocy są oczywiście gorsze jakościowo, posiadają szum, a krawędzie czy kontury stają się miękkie. Są to jednak objawy, na które chorują wszystkie smartfony. Jedne radzą sobie z tym lepiej, drugie gorzej. 7T znajduje się gdzieś po środku. Z pomocą przychodzi tryb nocny, który w końcu działa jak należy i może konkurować z pozostałymi graczami na rynku. Zdjęcia wspomagane tym trybem wyglądają bardzo dobrze. Większość wykonanych nocą zdjęć jest dobra lub bardzo dobra, dużo zależy od oprogramowania, na które w tym trybie nie mamy wpływu. Cieszy mnie, że smartfon ten nie ma problemu przy sztucznym oświetleniu z balansem bieli (a taki problem miał chociażby król nocnej fotografii P30 Pro). To sprawia, że zdjęcia pomimo nieznacznie gorszej jakości niż flagowa konkurencja, wcale nie wyglądają zauważalnie gorzej. Różnice widać w ilości detali, ale ogólny efekt całości jest więcej niż zadowalający. Warto również wziąć poprawkę, że wielka siła obecnych aparatów w smartfonach tkwi w oprogramowaniu. Tutaj OnePlus może się jeszcze trochę poprawić, bardziej zbliżając się do pozostałych. Nie zapominajmy, że są też takie wynalazki jak zmodyfikowane Google Camery, które już w niejednego smartfona potrafiły tknąć nowe, fotograficzne życie i podobnie może być z tym modelem. Sprzętowo OnePlusowi wiele nie brakuje, papiery na bycie jedną z najlepszych propozycji do mobilnej fotografii 7T posiada. Zestaw jaki zaproponowali nam Chińczycy sprawia, że urządzenie to jest uniwersalne, będąc również jakościowo bardzo dobre. Jeżeli ktoś szuka sprzętu z naprawdę rewelacyjnym aparatem to powinien skierować swój wzrok w kierunku tej nielicznej, lepszej konkurencji. Nikt jednak nie powinien mówić o modelu 7T, że wykonuje słabe zdjęcia, bo będzie to zakłamywanie rzeczywistości.

Poniżej zdjęcia wykonane w nocy lub w trudnych warunkach oświetleniowych.

Czytnik biometryczny

Czytnik jest wg mnie umiejscowiony w bardzo dobrym, wygodnym miejscu. Leży on na odpowiedniej wysokości i jest zawsze pod kciukiem. Palec bardzo intuicyjne trafia tam gdzie powinien, a to oznacza, że jest tak jak być powinno. Jest to czytnik optyczny, a więc działa on na zasadzie kamery (sensora optycznego) umieszczonego pod ekranem, choć OnePlus chwali się, że w stosunku do zeszłorocznej generacji został zastosowany większy sensor. Z racji zastosowanej technologii nie powinno się oczekiwać oszałamiającego efektu, jednak jest zgoła inaczej. Od pierwszych chwil czytnik ten robił na mnie wrażenie. Po pierwsze jest precyzyjny, bardzo rzadko nie rozpoznając odcisku. W ciągu całego dnia niepowodzeniem kończy się co najwyżej kilka prób, a odblokowań wykonuję dziesiątki jak nie więcej. Po drugie zaskakuje mnie jego szybkość. Jestem przyzwyczajony do ultradźwiękowych rozwiązań gdzie wystarczy tylko musnąć czytnik. W przypadku 7T wcale nie zostałem zmuszony do zmiany przyzwyczajeń. Co prawda samo odblokowanie nadal jest szybsze w ultradźwiękowych, klasycznych czytnikach, ale odczytywanie odcisku jest na bardzo podobnym poziomie. Ciekawe jest również to, że taki ultradźwiękowy czytnik udało się Samsungowi umieści pod ekranem, a mimo tego efekty są mizerne. Osobiście nie mam wątpliwości, że zastosowany w OnePlusie 7T skaner jest to w tej chwili najszybszy i najprecyzyjniejszy czytnik znajdujący się pod ekranem. 

Bateria

Ekran z odświeżaniem na poziomie 90Hz sprawia, że urządzenie staje się bardziej energochłonne. Aby nie było to jednak problemem producent musi zapewnić ogniwo o odpowiedniej wielkości. OnePlus zdecydował się na zastosowanie akumulatora o wielkości 3800mAh. Nie jest to imponujący rozmiar baterii, tym bardziej, że oprócz ekranu należy też zaopatrzyć w energię bardzo wydajne podzespoły. Początkowo miałem obawy, że czas pracy na baterii będzie przeciętny. Bałem się, że przy moim sposobie korzystania z urządzenia będę zmuszony do zmiany nawyków po to, abym mógł wytrwać ze smartfonem do wieczora. Na szczęście myliłem się. Ekran o wyższym odświeżaniu wcale nie okazał się taki straszny, a proces litograficzny w jakim został wykonany główny chip urządzenia (7nm) sprawia, że całość wykazuje się umiarkowanym apetytem na energię. Przebiegi pokroju 6-8 godzin na włączonym ekranie (w trybie mieszanym LTE i Wi-Fi) to wyniki bardzo dobre. Często zdarzało mi się, że smartfon ładowałem co drugi dzień, bez potrzeby pilnowania się aby oszczędzać baterię. 7T nie jest królem żywotności na jednym ładowaniu, ale z pewnością dowiezie nas do końca dnia. Nie bez znaczenia pozostaje na pewno oprogramowanie OxygenOS, które jest samo w sobie lekkie, a swoim przemyślanym obchodzeniem się z aplikacjami w tle sprawia, że w trybie czuwania urządzenie nie drenuje mocno baterii. Podczas nocy, gdzie przez około 7 godzin nie używam smartfonu, 7T traci około 2-3% stanu akumulatora.

Smartfon wspiera autorską technologię szybkiego ładowania Warp Charge 30T, która pozwala pompować do urządzenia 30W (takowa ładowarka jest dołączona do zestawu), w wyniku czego smartfon ładujemy do pełna w około 1 godzinę. Bardziej imponujące jest jednak to, że w niespełna 30 minut można podładować akumulator od zera do 70%.

Brakuje mi jednak tutaj bezprzewodowego ładowania. Kompletnie nie rozumiem braku tej technologii, tym bardziej, że urządzenie ma szklane plecki, a sama technologia jest na tyle dojrzała, że pozwala ładować urządzenia z zadowalającą prędkością. OnePlus tłumaczy się właśnie niezadowalającą szybkością takiego ładowania, ale ja tego akurat nie kupuję. Najprawdopodobniej Chińczycy mają zamiar wyposażyć w tę technologię kolejną generację, tym samym dając konkretny powód do zmiany modelu.

Pogromca flagowców na jakiego wszyscy zasługujemy

OnePlus 7T to urządzenie uniwersalne. Jest to smartfon do jakiego Chińczycy nas przez lata przyzwyczajali. Atrakcyjnie wyceniony (około 2500 złotych), świetnie wykonany i rewelacyjnie działający. Do jego niewątpliwych plusów należy zaliczyć genialny ekran, o którym większość flagowej konkurencji może tylko pomarzyć. Do tego dołóżmy bardzo dobry aparat, dobry czas pracy i przemyślane oprogramowanie, a otrzymamy fenomenalne urządzenie. Co prawda smartfon ten nie bryluje w żadnej kategorii (nie licząc ekranu), ale wszystkie jego elementy są bardzo dobre, spójne ze sobą i dobrze działające. To wszystko sprawia, że dostajemy smartfon kompletny. Nie zapominajmy również o tym, że urządzenie, pomimo braku certyfikatu, jest zabezpieczone przed pyłem i wodą. Przyjemność z jaką korzysta się z 7T, w jakichkolwiek warunkach, jest ciężka do opisania. Myślę, że w światku Androida tylko Pixel jest w stanie zbliżyć się do takiego poziomu całości wrażeń, jakich doświadcza użytkownik podczas korzystania z produktu. Nie jest jednak tak, że jest to smartfon bez wad. Do minusów należy zaliczyć brak bezprzewodowego ładowania, brak możliwości rozszerzenia pamięci czy hejtowane przeze mnie wcięcie w ekranie. Są to jednak wady, które nie dyskwalifikują w żaden sposób urządzenia w codziennym użytkowaniu. Wiele osób nie kryło swojego niezadowolenia w chwili premiery modelu 7. Nic w tym dziwnego, była to kopia zeszłorocznego modelu z nowszym SoC. Wiele osób też nie lubi nowej tradycji OnePlusa w wydawaniu poprawionych modeli T kilka miesięcy później. Tym razem mam nieodparte wrażenie, że siódemka tego potrzebowała. Jestem nawet skłonny powiedzieć, że zwykłej siódemki w takiej postaci być nie powinno. Model ten to jedyna siódemka (nie licząc wersji Pro) jaka powinna się była pojawić na rynku. Modelem tym OnePlus zdecydowanie powrócił do swoich korzeni. Zaoferował swoim fanom urządzenie, które jest atrakcyjne pod każdym względem. Smartfon, który znowu może podgryzać śmiało segment flagowców. OnePlus 7T to pogromca flagowców na jakiego wszyscy zasługujemy. 

_______________

źródło grafik poglądowych: materiały prasowe OnePlus