reklama

Takie rzeczy tylko w filmach… i w Nevadzie

Strona główna Aktualności

O autorze

Kobieta o wielu talentach, użytkowniczka OS X kochająca fotografię, kuchnię wschodnią, ciężką muzykę i poprawną polszczyznę.

W 2010 roku firma Google zaprezentowała samoprowadzący się samochód. Wcześniej automatyczne auta były testowane w Kalifornii, gdzie przejechały prawie ćwierć miliona kilometrów. Auta używają kamer, radarów i laserowych dalmierzy do nawigacji po prawdziwych drogach. Celem projektu jest redukcja liczby wypadków samochodowych przez oddanie losu aut i ich pasażerów w ręce komputerów pokładowych.

Departament Pojazdów Silnikowych stanu Nevada po lekkim lobbingu ze strony firmy Google zezwolił pojazdom sterowanym komputerowo na poruszanie się po drogach publicznych i prowadzenie dalszych testów. Stan Nevada opracował prawo dotyczące tych aut przy współpracy z firmą Google, naukowcami, producentami samochodów i oczywiście firmami ubezpieczeniowymi. Eksperymentalne samochody, których kierowcą jest komputer, będą miały specjalne, czerwone tablice rejestracyjne. Po zakończeniu testów, samochody gotowe do użytku będą rejestrowane z zielonymi tablicami. W efekcie już niedługo po Las Vegas będzie można jeździć autem, którego kierowcą będzie kawałek krzemu. Nie wiadomo jednak dlaczego Google tak naciskał na ten stan, zamiast prowadzić testy w Kalifornii, gdzie znajduje się siedziba firmy.

Nad podobnymi autami, które prowadzić mają komputery, pracują również Toyota, Audi i BMW. Wedlug Alana Tauba z General Motors, automatyczne auta będą standardem już w 2020 roku — prototypy do tego czasu będą już solidnie przetestowane i gotowe do użytku publicznego.

Przypuszczam, że Taub miał na myśli wprowadzenie aut w Stanach Zjednoczonych. Jakoś nie widzę możliwości, aby automatyczne systemy wykrywania pasów ruchu dały sobie radę na osławionych w utworach lirycznych i uwiecznionych w prozie przez pokolenia kierowców polskich drogach. Ale lepiej żeby prace z dziedziny motoryzacji szły w tym kierunku, niż żeby specjaliści z całego świata łamali sobie głowy nad najlepszą metodą wysyłania Tweetów z iPada w czasie jazdy. Myślę też, że jeszcze dużo wody upłynie zanim kierowcy z większym stażem w pełni zaufają komputerom sterującym ich autami. Zwłaszcza, że komputer może na przykład nie pozwolić kontynuować podróży ze spaloną żarówką, bo projektanci oprogramowania uznali, że w takiej sytuacji trzeba koniecznie zadzwonić do serwisu. Mnie w każdym razie nikt nie przekona, że samochód z komputerem, który wszystko za mnie zrobi, jest lepszy od tego, który mogę naprawić młotkiem i sznurkiem stojąc po kolana w rzece.

A czy będzie bezpieczniej? Może, ale podobnie jak prowadzący Top Gear, nie będę czuła się komfortowo wiedząc, że gdzieś jest Bob. Bob sam naprawił swój samochód, i teraz jeździ nim po ulicach. Mogę go spotkać w jego własnoręcznie naprawionym, automatycznym samochodzie.

© dobreprogramy
reklama

Komentarze

reklama
Polecamy w WP TechnologieWP TechnologieNie wiemy, co jemy - państwowe badania to kropla w morzu. Projekt FoodRentgen chce to zmienić