reklama

Telegram wprowadza „znikanie” wysłanych wiadomości, porzuca stare Androidy

Strona główna Aktualności

O autorze

Hodowca maszyn wirtualnych i psów, poza tym stary linuksiarz, bonvivant i śmieszek. W 2012 roku napisał na DP o algorytmie haszowania Keccak i wciąż pamięta, jak on działa.

Komunikator Telegram zdobył spore uznanie wśród wszystkich tych, którzy zainteresowani byli poufnością swoich rozmów. Niezależny od wielkich korporacji, dostępny na platformy mobilne i desktopowe, z opensource’owym klientem, znalazł użytkowników nawet wśród bojowników Państwa Islamskiego (choć oczywiście nie jest to coś, czym producent komunikatora się chwali). W nowy 2017 rok Telegram wchodzi z nową wersją, przynoszącą m.in. bardzo użyteczną funkcję znikania wysłanych wiadomości.

Nawet jeśli komunikator jest bezpieczny, a informacje szyfrowane są end-to-end, na urządzeniach jego użytkowników, wciąż realne jest zagrożenie ze strony napastnika, który uzyska fizyczny dostęp do jednego z urządzeń. Smartfony rzadko kiedy są wyłączane, a jeśli urządzenie nie było zablokowane, napastnik, który odebrał je siłą, może po prostu przejrzeć historię rozmowy, dowiadując się o rzeczach, które nie były dla niego przeznaczone.

Można oczywiście ręcznie skasować wiadomość – ale u siebie. Skąd jednak możemy mieć pewność, że odbiorca komunikatu na pewno zrobi to po swojej stronie? Dzięki wprowadzonemu w Telegramie 3.16 mechanizmowi zniknięcia ostatnio wysłanych wiadomości, nadawca może jednak sam usunąć z obu urządzeń wiadomość, którą przesłał w ciągu ostatnich 48 godzin.

Oczywiście poufne transakcje biznesowe czy cudzołóstwo to nie wszystkie zastosowania tego mechanizmu: sami deweloperzy Telegramu przywołują znacznie bardziej niewinne zastosowanie – usuwanie głupich wiadomości, które np. omyłkowo wysłaliśmy do naszych rodzicielek podczas niezbyt trzeźwej imprezy. To właśnie przydarzyło się jednemu z programistów, który swojej matce wysłał głupie naklejki – i w panice szybko dopisał do komunikatora nową funkcję.

Oprócz tej przydatnej dla ochrony prywatności funkcji, nowa wersja klienta przynosi informacje o wygenerowanym ruchu sieciowym (przydatne dla podróżników), nowy skrótowiec adresów kontaktowych Telegramu (t.me zamiast telegram.me, np. t.me/nazwauzytkownika, t.me/nazwagrupy), oraz kilka ulepszeń tylko dla użytkowników Androida:

  • wiadomości są lepiej grupowane i pokazują datę wysłania,
  • aplikacja pamięta ostatnią pozycję przewinięcia czatu,
  • łatwiej udostępniać pliki dzięki liście ostatnio pobranych plików,
  • pojawiły się szybkie działania przez ikonę na ekranie głównym (tylko dla Androida 7.1)
  • Telegram wspiera nową google’ową klawiaturę GBoard,
  • dodano trzy nowe emoji: kowboja, klauna i ciężko chorego.

Pełne wsparcie dla Androida 7.1 jest fajne, ale wraz z nim przychodzi coś, czym deweloperzy już się otwarcie nie pochwalili. Porzucono wsparcie dla starszych wersji Androida, teraz aplikacja wymaga robocika w wersji co najmniej 4.0. W ten sposób producent poszedł w stronę WhatsAppa, który niedawno też porzucił starsze wersje mobilnych systemów. Co ciekawe jednak, czystka w wypadku Telegrama dotyczy wyłącznie Androida: wciąż wspierany jest stary iOS 6 i Windows Phone 7.

Nowe wersje komunikatora Telegram znajdziecie w naszej bazie oprogramowania, w wersjach na Androida, iOS-a, Windows Phone, desktopowego Windowsa oraz macOS-a.

© dobreprogramy
reklama

Komentarze

reklama