Test Allview P9 Energy – pięknego smartfonu o długim czasie pracy w absurdalnej cenie

Strona główna Lab Smartfony i tablety

O autorze

Life isn't about finding yourself. Life's about creating yourself – George Bernard Shaw. Domyślnie tym cytatem irlandzkiego pisarza wita nas Allview P9 Energy. Zanim wykonamy gest na wyświetlaczu, by przejść dalej, zobaczymy jedną z kilku przygotowanych wypowiedzi mniej lub bardziej znanych osób. Czyżby testowany smartfon, podobnie jak nadchodząca aktualizacja Windowsa 10 czy niegdyś sprzęt Apple, był stworzony dla uzdolnionych artystycznie – oczywiście tych, którzy lubią się wyróżniać i nie sięgną po iPhone’a?

Allview P9 Energy zaskakuje nie tylko cytatami na ekranie blokady, innych wartych uwagi elementów jest całkiem sporo. Ten kosztujący 1800 złotych smartfon stara się celować w najwyższą ligę, a brak logo znanej marki chce zrekompensować atrakcyjną ceną, ale czy może mu się to udać?

Prześliczny front z dużym ekranem, nijakie plecy z wystającymi elementami

Pod jednym względem, no może poza małym szczegółem, P9 Energy jest godny miana topowego smartfona. Jakość wykonania stoi na bardzo wysokim poziomie, a to wszystko podane jest w całkiem zgrabnej złotej formie. Producent zdecydował się sięgnąć po aluminium, które znalazło się na plecach i bokach. Poszczególne moduły obudowy zostały spasowane perfekcyjnie i pod tym względem ten rumuński smartfon nie odstaje nawet od dwukrotnie droższego iPhone’a.

Cały przód, nie licząc fizycznego przycisku home, znalazł się pod warstwą szkła 2.5D. Wygląda to fenomenalnie i niemal dorównuje najpiękniejszemu przodowi w świecie smartfonów, temu w Samsungu Galaxy S7 Edge. Front świetnie opiera się pierwszym śladom użytkowania, a dzięki nieznacznym zakrzywieniom przy krawędziach, prezentuje się jakby został wyciągnięty z droższego urządzenia. Byłoby idealnie, gdyby nie jedno poważne niedociągnięcie – przyciski znajdujące się po bokach fizycznego home nie są podświetlane. Początkowo myślałem, że po prostu to podświetlenie nie jest włączone, w końcu powinno być w smartfonie za 1800 zł. Niestety, nic z tych rzeczy, P9 Energy ma dwa przyciski godne budżetowca. Nie rozumiem takiej decyzji, może zamiast tej próby podrobienia przycisków Samsunga lepiej byłoby zdecydować się na przyciski wirtualne?

Nic nie mogę zarzucić pozostałym przyciskom. Home wygląda i działa jakby został wyciągnięty z nowszego smartfonu Samsunga, czyli jest bardzo dobrze. Ponadto zawiera od wbudowany czytnik linii papilarnych, który sprawuje się wybornie. Przycisk regulacji głośności i włącznik zostały umieszczone na prawym boku, wyglądają solidnie, a ze względu na to, że zauważalnie wystają, przyjemnie się nimi klika. Złącze minijack, którego nie uświadczymy w dwukrotnie droższym iPhonie, znajduje się na górze. Dół zaś został przeznaczony dla złącza microUSB i dwóch maskownic głośnika, z czego tylko jedna kryje głośnik, a druga ma ładnie wyglądać.

Obiektyw głównej kamery umieszczonej z tyłu minimalnie wystaje, ale w codziennym użytkowaniu tego nie odczujemy. Jednakże kładąc smartfon na biurku czy innej twardej powierzchni, kamera będzie narażona na zarysowania. Najbardziej podatna jest dolna krawędź wąskiej ramki otaczającej obiektyw. Liczę, że to wystarczy by chronić samo szkło. Tyłowi czegoś brakuje, nie jest brzydki, ale daleko mu do atrakcyjności przodu, jest po prostu taki nijaki.

Całość jest zgrabna, na co z pewnością mają wpływ wymiary – 152,3 × 75,3 mm i 8,2 mm w talii, co przy 5,5 calach jest całkiem niezłym wynikiem. Prostokątną bryłę można poczuć w dłoni, ale zaokrąglone boki czynią trzymanie przyjemnym, chociaż pod względem ergonomii perfekcyjnie nie jest. Do tych wszystkich odczuć związanych z trzymaniem, warto dodać jeszcze niską wagę – 183 gramów.

Do dyspozycji otrzymujemy spory, mierzący 5,5 cala wyświetlacz Full HD (1080 × 1920 pikseli). Braku wyższej rozdzielczości (Quad HD) nie odczujemy, chyba, że zapragniemy korzystać z wirtualnej rzeczywistości. W każdym innym zadaniu, zagęszczenie pikseli na poziomie 401 ppi zapewnia ostry i wyraźny obraz. Ekran został wykonany w technologii AMOLED, nieźle radzi sobie z odwzorowaniem kolorów, maksymalna jasność pozwala na komfortowe korzystanie w słońcu, a kąty widzenia są godne pochwalnie. Jednakże widziałem już kilka lepszych ekranów w tej cenie, chociażby ten zastosowany w Xiaomi Mi5.

Całkiem bogato przedstawiają się opcje pozwalające skonfigurować wyświetlacz do własnych wymagań. Polecam jednak zostanie na fabrycznych ustawieniach, to one dostarczają najbardziej atrakcyjnego obrazu. W opcjach kolorów, nazwanych przez producenta Efekt LCD, mamy dostępne trzy opcje i jedynie domyślna konfiguracja nie psuje kolorów. Interesująco przedstawiają się funkcje związane z jasnością ekranu. Oprócz standardowego automatycznego dostosowywania, dodam, że działającego naprawdę dobrze, mamy jeszcze Ekonomiczne podświetlenie. W sumie nie zauważyłem różnicy po wyłączeniu tej opcji. Jej opis mówi o dostosowaniu jasności w celu oszczędzenia energii, co poniekąd kojarzy mi się z automatycznym dobieraniem jasności do warunków zewnętrznych.

Chcesz podobnej wydajności? Kup smartfona dwukrotnie tańszego

Na ten moment czekali wszyscy miłośnicy cyferek, tę grupę ludzi, którzy mają skłonności kierować się cyferkami przy wyborze smartfonu. Tutaj rumuński sprzęt wypada rewelacyjnie, można by stwierdzić, że jest lepszy od Samsunga Galaxy S7. Na papierze oczywiście.

We wnętrzu P9 Energy pracuje bowiem MediaTek Helio P10. Układ ten składa się z ośmiu rdzeni taktowanych zegarem 2 GHz, tyle, że są to rdzenie Cortex A53. Jednak czy to przeciętnego klienta będzie obchodziło? Nie, kupi smartfon, bo ktoś wcisnął mu, że ma on szybki 8-rdzeniowy procesor. Proszę Pana, ten smartfon ma więcej rdzeni niż Pana laptop. Wówczas klient myśli, że kupił wydajnościową bestię. Jednak bestia ta w teście wydajnościowym (AnTuTu) wypadnie gorzej od urządzeń znacznie tańszych. Tak, smartfon jakiegoś tam rumuńskiego producenta ma wnętrze przeciętniaka, a sprzedawany jest za 1800 złotych! Jak dobrze poszukacie, to kupicie Huawei P9 Lite za niemal połowę tej ceny, który nie tylko dorówna smartfonowi Allview, ale będzie wydajniejszy. Teraz warto byłoby wrócić do wcześniejszej części tekstu, gdy porównywałem testowanego smartfona do dwukrotnie droższego iPhone’a, zapewniającego taką samą jakość wykonania. Ten tani Huawei P9 Lite nie jest gorzej wykonany.

W operacjach stawiających na wykorzystanie wielu rdzeni także bez rewelacji. Szkoda, że zastosowany procesor to taki gniot, bowiem dalej jest bardzo dobrze. Dane możemy bowiem przechowywać w pamięci flash 64 GB z opcją dołożenia kolejnych 128 GB za pomocą karty pamięci, aplikacje mogę korzystać z 4 GB RAM, a ci wszyscy posiadający dwie karty SIM, otrzymują Dual SIM. Do tego dochodzi świetny akumulator.

Właśnie ten akumulator jest najciekawszym elementem wnętrza, ciekawszym nawet od tych 4 GB RAM i 64 GB miejsca na pliki. Mimo smuklej obudowy, poprawnie upchnięty został akumulator potrafiący zgromadzić 5000 mAh. Tutaj nie ma mowy wyłącznie o pustych cyferkach, czas pracy jest naprawdę świetny. Niedawno testowałem LG X Power, smartfon którego główną zaletą był właśnie akumulator 4100 mAh. W produkcie LG akumulator był mniej obciążony – mniejszy wyświetlacz i niższa rozdzielczość. Spodziewałem się więc podobnego czasu pracy na jednym ładowaniu, w końcu te dodatkowe 900 mAh powinny pójść na zasilenie bardziej energochłonnego ekranu w Allview. Jednak to smartfon rumuńskiej marki pozwolił mi na dłużej zapomnieć o ładowarce.

P9 Energy o potrzebie podłączenia do zasilania informował po 2-3 dniach od odłączenia. Dodam, że korzystałem z niego dość intensywnie, a w tle działały aplikacje nie słynące z optymalizacji – Facebook, Messenger i sporadycznie Snapchat. Wyświetlacz był ustawiony na około 50% jasności, a smartfon służył do przeglądania Internetu i oglądania filmików na YouTube.

Jeśli podstawowe czasy pracy okażą się niewystarczające, producent przygotował dwa dodatkowe tryby, których zadaniem jest dodanie kilkunastu godzin lub nawet kilkudziesięciu dniu. Pierwszy to Tryb normalny i poprzez wyłączenie zbędnych aplikacji działających w tle i zastosowanie ciemnego motywu, potrafi zapewnić od kilku do kilkunastu dodatkowych godzin. W ekstremalnych sytuacjach, gdy będziemy potrzebowali naprawdę pokaźnego zastrzyku odwlekającego moment sięgnięcia po ładowarkę, powinniśmy skorzystać z Trybu ekstremalnego. Jak sama nazwa wskazuje, ten tryb jest przeznaczony dla tych lubiących intensywne przeżycia, np. dzień bez Facebooka. Po jego aktywowaniu dostępne są tylko: telefon, kontakty, wiadomości oraz zegar. Zamykane jest wszystko inne, a całość staje się czarna-biała, potęgując smutek użytkownika odciętego od świata lajków i komentarzy. To wszystko by zapewnić nawet kilkanaście dni dodatkowej pracy bez ładowarki.

Płynnie i niestabilnie, kilka dobrych i kilka nieprzemyślanych rozwiązań

P9 Energy działa pod kontrolą Androida 6.0 Marshmallow, a więc już nie najnowszej wersji, która pojawiła się w 2015 roku. Nie zabrakło nakładki producenta, posiadającej kilka naprawdę niezłych rozwiązań, ale z czasem coraz bardziej do siebie zniechęcającej. Przez pierwsze kilka dni testów, byłem przekonany, że dostałem szybkie i stabilne oprogramowanie. Niestety, byłem w błędzie, daleko tutaj do stabilności, chociaż duża wydajność została zachowane przez wszystkie dni testów.

Spodobał mi się ekran blokady, a dokładniej atrakcyjne fotografie dostarczone przez producenta i umieszczone na dole motywujące cytaty. Niby drobnostka, w żaden sposób nie wpływająca na komfort korzystania, ale jak najbardziej ciesząca. Na ekranie blokady nie mamy tylko jednej tapety, przygotowano sześć różnych. Każda jest inna i każdej towarzyszy inny cytat. Pomiędzy nimi przełączamy się wykonując gest przesunięcia w prawo lub w lewo. Za pomocą ikonki pinezki możemy wybrać główne zdjęcie, które będzie pojawiać się zawsze po naciśnięciu fizycznego przycisku blokady.

Na pulpitach możemy umieszczać skróty aplikacji, widżety i tworzyć foldery, a więc wszystko co spotkamy w innych smartfonach z Androidem. Nadal mamy do czynienia z menu z listą wszystkich zainstalowanych aplikacji. To całkiem dobre rozwiązanie, ostatnio coraz rzadziej spotykane. Jednakże Allview zdecydował się na nietypowe podejście do przechodzenia do tego menu. Listę wszystkich aplikacji niby uruchamiamy wirtualnym przyciskiem, ale znalazł się on w prawym rogu, tuż nad dockiem z aplikacjami. Jest za mały, nieintuicyjny, a jego naciśnięcie jest niewygodne. Ponadto w samym docku możemy umieścić tylko cztery aplikacje – okropnie zmarnowana przestrzeń 5,5-calowego wyświetlacza.

Wśród tej ciągłej frustracji podczas przechodzenia do menu z aplikacjami, zostałem miło zaskoczony. Aplikacje możemy klasycznie wyświetlić w formie siatki, ale także jest widok listy posortowanej alfabetycznie. Druga opcja świetnie sprawdza się w przypadku posiadania wielu aplikacji, odnalezienie konkretnej jest szybsze i wygodniejsze.

Na pochwałę zasługuje menu kontekstowe pojawiające się po przytrzymaniu palca na ikonce aplikacji, możemy wówczas wybrać czy chcemy usunąć tylko skrót, czy całkowicie odinstalować aplikację. Firma Allview stworzyła rozwiązanie wygodniejsze od tego klasycznego. Na koniec zostawiłem sobie mój ulubiony element, który co ciekawe, początkowo naprawdę mi przeszkadzał. Belkę z szybkimi ustawieniami wysuwamy z dołu, a nie z góry, jak ma to miejsce w prawie każdym Androidzie. Musiałem się do tego przyzwyczaić, ale dziś już wiem, że na dużych wyświetlaczach takie rozwiązanie sprawdza się znacznie lepiej od tradycyjnego sięgania do góry.

Lista nieobsłużonych powiadomień jednak nie jest już dostępna po przesunięciu palcem od dolnej krawędzi w górę. Pojawia się ona w swoim klasycznym miejscu – po przesunięciu od górnej krawędzi w dół. Mamy więc bardziej zauważalne oddzielnie szybkich ustawień od powiadomień niż ma to miejsce w mniej zmodyfikowanym Androidzie. Myślę, że mogłoby to być całkiem wygodne, ale tylko na mniejszym ekranie. W przypadku P9 Energy listę powiadomień chętnie zobaczyłbym w tym samym miejscu co skróty szybkich ustawień.

Największym niedociągnięciem, które musi być usunięte w najbliższej aktualizacji, jest niska stabilność. Sam Android działa bez zarzutów, ale pojawiają się problemy z aplikacjami. Może Facebook Messenger nie jest najlepszym wyznacznikiem, ale korzystanie z niego było wręcz niemożliwe. Komunikator działał odczuwalnie gorzej niż nawet na słabszych smartfonach, a często nie potrafił załadować ostatnich rozmów. Problemy sprawiała także aplikacja YouTube, wyjątkowo często sama się zamykająca podczas oglądania filmów. Momentami nie zachwycała również mobilna Opera. Dodam, że z tymi dwiema aplikacjami nigdy nie miałem aż takich problemów. W przypadku innych aplikacji, samoistne się wyłączanie zdarzało się rzadziej, z drugiej strony, korzystałem z nich mniej intensywnie. Wszystko momentami przypominało wersję beta, za co producentowi należy się chłosta, bo to niedopracowane oprogramowanie zostało zainstalowane na smartfonie za 1800 zł.

Unikaj zdjęć nocą, ekran może Cię oślepić

Główna, umieszczona na plecach kamera oferuje 13 MP i autofokus. Wykorzystany został tutaj sensor Sony IMX258, którego możecie kojarzyć choćby z Xiaomi Mi4c, smarfona dwukrotnie tańszego (stanowczo zbyt często muszę sięgać po to określenie). Kamera nieźle radzi sobie przy dobrych warunkach oświetleniowych, jednakże przy mocnym słońcu potrafi prześwietlić zdjęcie. Z pogorszeniem warunków robi się nieprzyjemnie. Zdjęcia wykonane np. przy sztucznym świetle, pozostawiają wiele do życzenia – widoczne szumy, brak ostrości, a wbudowana lampa LED momentami działa jak mocna latarka, doświetlając tylko środek zdjęcia.

Jeszcze więcej zastrzeżeń mamy do aplikacji aparatu. Jest tak niedopracowana, że włączałem ja tylko gdy musiałem wykonać zdjęcia do testu. Po jej uruchomieniu ekran nagle ustawia się na maksymalną jasność, bez względu na warunki, co nocą jest nieprzyjemnie dla oczu, wręcz potrafi oślepić. Ponadto, w wielu sytuacjach automatyka głupiała, w ogóle nie mogąc złapać ostrości. Jednym słowem: tragedia.

Nieźle wypada przednia kamerka do selfie, ale z tak działającą aplikacją aparatu, nie chce się z tego w ogóle skorzystać. Wykonuje ona zdjęcia w maksymalnej rozdzielczości 8 MP i podobnie jak ta główna, nagrywa filmy w jakości FullHD. Pojawiła się nawet funkcja upiększania twarzy z jedną dość kontrowersyjną jak na dzisiejsze standardy opcją – wybielanie twarzy. Liczę, że nikt nie zaskarży Allview z tego powodu, tym bardziej, że efektu zaczerniania twarzy jakoś nie ma.

Naprawdę się cieszę, że mogę już skończyć narzekać i w końcu przejść do krótkiego opisu głośnika. Został on umieszczony na dolnym boku, co chroni go przed zasłonięciem po położeniu smartfonu na plecach. Jakość dźwięku jest naprawdę dobra, głośnik gra głośno i wyraźnie. Oczywiście niskich tonów prawie nie słychać, ale z testowanych przeze mnie smartfonów, chyba tylko HTC One M8 dawał sobie z nimi radę. Do zestawu zostały dołączone słuchawki douszne, nie zachwycą one audiofila, ale są jak najbardziej akceptowalne. Kilkukrotnie zdarzyło mi się z nic korzystać i większych zastrzeżeń nie miałem, to miła niespodzianka na koniec testu.

Podsumowanie: czy warto zapłacić 1800 zł za smartfona rumuńskiej marki?

Po Allview P9 Energy spodziewałem się naprawdę sporo, w końcu to kosztujący 1800 zł smartfon mało znanej marki. Wyjątkowo atrakcyjny przód, świetnie spasowanie i zastosowanie przyjemnego w dotyku aluminium, utwierdziło mnie w moich oczekiwaniach. Niestety, z każdym kolejnym dniem coraz bardziej zniechęcałem się do tego urządzenia.

Dostajemy niezły wyświetlacz, fenomenalny akumulator i kilka naprawdę ciekawych rozwiązań w nakładce na Androida. To jednak za mało by zrekompensować wszystkie wady, a wśród nich nie brakuje takich, które niemal dyskwalifikują P9 Energy w moich oczach. Zapowiadało się świetnie, wyszło mocno średnio. W związku z tym, jeśli szukacie dobrego smartfona za 1800 zł, to sięgnijcie po Xiaomi Mi5, Sony Xperię X lub nawet Samsunga Galaxy A5 2017.

© dobreprogramy