Test laptopa Huawei Matebook 13 AMD: taniej niż z intelem, a wcale nie gorzej

Strona główna Lab Ultrabooki i notebooki

O autorze

Huawei Matebook 13 to niewątpliwie jeden z ciekawszych ultrabooków roku 2019. Głównie za sprawą atrakcyjnej relacji możliwości do ceny. I właśnie ta relacja doczekała się dalszej poprawy, bo oto na rynek trafia wariant wyposażony w układ AMD Ryzen. Kosztuje nawet 900 zł mniej niż pierwowzór, a wcale mu nie ustępuje pod względem możliwości.

Doprecyzujmy. Huawei Matebook 13 AMD w podstawowej wersji kosztuje 2999 zł, a wspominam o tym już we wstępie dlatego, że cena jest tu wykładnikiem absolutnie priorytetowym. Choć sama konstrukcja w mniej lub bardziej udany sposób stara się nawiązywać do takich klasyków gatunku jak MacBook Air czy Surface Laptop, pełni co najwyżej rolę tańszej alternatywy dla wyżej wymienionych, a nie ich bezpośredniego rywala.

Zacznijmy od tego, że producent korzysta z nie najnowszego procesora. Jedyna dostępna w katalogu opcja to Ryzen 5 3500U, czyli sprzęt ponad półtoraroczny. Oferuje on cztery 12-nanometrowe rdzenie Zen+, a także układ graficzny Radeon Vega 8 generacji pierwszej, podczas gdy w sklepach zaczynają pojawiać się notebooki z Zen 2 i ulepszoną Vegą. Analogicznie, nie ma innej możliwości niż 8 GB wlutowanej pamięci LPDDR4. Zakładam, dla wielu będzie to kompromisem nie do zaakceptowania. Wybrać można tylko dysk SSD. Bazowa pojemność wynosi 256 GB, natomiast za dopłatą 200 zł jest 512 GB. Ponownie jednak bez możliwości samodzielnej rozbudowy.

Huawei Matebook 13 AMD — specyfikacje:

  • Ekran: 13’’ IPS, 2160 x 1440 pikseli
  • Procesor: AMD Ryzen 5 3500U
  • Pamięć RAM: 8 GB LPDDR4
  • Dysk: SSD 256 lub 512 GB
  • Karta graficzna: Radeon Vega 8
  • Łączność: Wi-Fi 802.11 a/b/g/n/ac, Bluetooth
  • Wejścia/wyjścia: 2 szt. USB-C, wyjście słuchawkowe
  • Bateria: 3-komorowa, 41.8 Wh
  • Wymiary i waga: 286 x 211 x 14,9 mm; 1,30 kg
  • System operacyjny: Windows 10 Home PL
  • Cena na polskim rynku: od 2999 zł

Jakby tego było mało, Huawei wyciął w pień wszystkie dodatki. Ekran dotykowy, który jest dostępny w modelu z intelem jako kolejna z opcji, przy Ryzenie się nie pojawia. Podobnie jak dedykowana karta graficzna Nvidia GeForce MX250, aczkolwiek akurat tę decyzję można argumentować tezą, że Vega 8 jest szybsza od UHD 620, więc dGPU stało się zbędnym odbiornikiem prądu. Bądź co bądź, widać jak na dłoni, że Matebook 13 AMD skierowany jest w głównej mierze do klienta oglądającego każdą złotówkę z dwóch stron. Obciosano go, o czym każdy powinien się za moment przekonać, w sposób zdecydowanie delikatniejszy od wjazdu z siekierą, jednak entuzjaści projektów ponadprzeciętnych bez wątpienia mogą odwrócić się na pięcie i odejść.

Stary dobry znajomy

No, siemasz – można rzucić od niechcenia widząc Matebooka 13 AMD po raz pierwszy, bo de facto jest to dokładnie ten sam kadłub, co w wersji z intelem. Wciąż udaje mu się prezentować świeżo, a zarazem zgrabnie. Cóż, grafitowe aluminium i minimalizacja obramowania to trend, który raczej szybko nie przeminie. Niestety, oznacza to także, że laptop dziedziczy wszystkie wady konstrukcyjne pierwowzoru.

Po pierwsze – znak zapytania stawiam przy zawiasach. Widziałem już co najmniej kilkanaście egzemplarzy Matebooka 13 i w każdym zawiasy chodzą nieco inaczej. Część komputerów daje się otworzyć jedną ręką, inne – nie. W niektórych czuć wyraźnie skokową charakterystykę stawianego oporu, a czasem coś zaskrzypi lub stuknie. Znam też z autopsji dwa przypadki zawiasów opadających. Stąd też, nie widząc zmian konstrukcyjnych, nie jestem w stanie za tutejszą mechanikę poręczyć. A po drugie – ktoś powinien beknąć za plastikowe nóżki. W parze na przykład ze szklanym stolikiem kawowym to dosłownie i w przenośni jazda bez trzymanki.

Idąc tym tropem, nie widzę sensu, aby jakoś nadmiernie rozpisywać się o klawiaturze, gładziku, głośnikach, czytniku biometrycznym czy kamerce. Pisałem niegdyś, że przekrojowo gwarantują bardzo wysoki komfort pracy i tę opinię konsekwentnie podtrzymuję. Dla formalności przypomnę natomiast, że Matebook 13 AMD, podobnie jak wersja z układem Intela, wyposażony jest w dwa porty USB-C, a także hybrydowe gniazdo audio. Jedno z dwóch USB umożliwia dodatkowo ładowanie, a w zestawie z komputerem znajdziecie prostą stację dokującą, wyposażoną w USB typu A, USB-C, HDMI oraz D-Sub. Mała liczba nominalnych złączy nie jest więc dużym problemem.

Ultrabook do domu, głównie

Warto za to poświęcić dłuższą chwilę matrycy. To panel produkcji Huaqin, cechujący się natywną rozdzielczością 2160 x 1440 px, co jest równoważne z proporcją 3 do 2. W mojej opinii taki format to bezapelacyjny sweet spot każdego laptopa do pracy biurowej. Obejmuje znacznie więcej tekstu niż popularne 16 do 9, a jednocześnie nie jest na tyle kwadratowy, aby w jakimś drastycznym stopniu męczyć przy oglądaniu wideo. Na YouTubie sprawdza się to nawet całkiem praktycznie, bo w czarnych pasach na dole i górze idealnie mieszczą się pasek tytułu i menu sterowania odtwarzaczem. Przez to nie zasłaniają nadrzędnej treści.

Zdecydowanie na plus jest też wysokie pokrycie przestrzeni sRGB, które przekracza 98 proc., a kontrast statyczny rzędu 1050:1 to świetny wynik w tej klasie. Niestety, niziutka jaskrawość maksymalna, równa dokładnie 302 cd/m², wydatnie psuje końcowy werdykt. Nachalnie wręcz połyskliwa powłoka ekranu już sama w sobie uniemożliwia korzystanie z Matebooka 13 AMD w świetle słonecznym, a luminancja to tylko gwóźdź do trumny.

Intel czy AMD? – oto jest pytanie

I oto klucz do zagadki: naprawdę nie ma różnicy, jaki układ znajduje się w środku, bo nikt nie będzie w stanie tego odczuć. Słowo daję. W codziennej pracy Matebook 13 AMD zachowuje się dokładnie tak, jak jego odpowiednik z procesorem Core i5-8265U. Uruchamia w kilka sekund i sprawnie radzi sobie z typowymi pracami biurowymi, takimi jak edycja dokumentów, przeglądanie internetu czy grafika 2D. Do tego, dzięki sprzętowemu dekoderowi H.265 HEVC, sprawdza się też jako mobilne kino. Krótko mówiąc, przykładnie realizuje typowe zastosowania ultrabooka.

A nawet nieco więcej, jako że Huawei zastosował pamięć RAM w konfiguracji dwukanałowej, co wcale takie oczywiste w przypadku platformy Zen+ nie jest (patrz. Lenovo). W rezultacie wydajność iGPU jest na tyle przyzwoita, aby od czasu do czasu zagrać w mniej wymagające tytuły. Sieciowe Rocket League na ustawieniach średnich w rozdzielczości 1080p wyciąga średnio 42 kl./s, a Dota 2 – 45 kl./s. Jak na miniaturkę w tej cenie, naprawdę ciężko narzekać.

Patrząc na testy syntetyczne, wyniki są nawet z lekkim wskazaniem na Ryzena, choć różnicę na poziomie 100-110 pkt. w benchmarku Cinebench R20 można potraktować raczej jako ciekawostkę. Nie ma za to najmniejszych różnic w dziedzinie nagrzewania się obudowy czy kultury pracy. Układ chłodzenia Shark Fin 2.0 utrzymuje temperaturę chipu w okolicach 70°C, nie pozwalając jednocześnie obudowie na osiągnięcie więcej niż 43-44°C w najgorętszych sekcjach.

Jest jedno ale, a mianowicie czas pracy na baterii. Wersja z intelem pozwala na oglądanie filmów w sieci, przy jasności ustawionej na 50 proc., przez około 8 godz. Tutaj czas ten spada do mniej więcej 7 godz. i 15 min. Nie jest to druzgocące, aczkolwiek powtarzalne na tyle, aby mówić o pewnej prawidłowości. Z pomocą przychodzi jednak szybkie ładowanie. Kwadrans na zasilaczu to jakieś 2 godz. zabawy, a do pełna akumulator ładuje się godzinę i trzy kwadranse.

Taniej niż z intelem, a wcale nie gorzej

Słowem, Matebook 13 AMD na pewno nie jest konstrukcją gorszą od pierwowzoru z procesorem Intela. Nieco krócej działa na akumulatorze, rekompensuje to jednak wyższą wydajnością zintegrowanego układu graficznego. Wychodzi na zero. Jako podręczny notatnik do codziennych prac sprawdza się równie dobrze. Dodam, tak samo oferuje funkcję OneHop, pozwalającą na dotykową synchronizację ze smartfonami Huawei oraz Honor.

Oczywiście dziedziczy też szereg wad, z nieczytelną w słońcu matrycą na czele i raptem 8 GB RAM, co w momencie pracy na wielu kartach i intensywnego multitaskingu już dzisiaj jest wartością graniczną. Niemniej jednak w swojej klasie cenowej to zdecydowanie jedna z najciekawszych propozycji na rynku. Zaryzykuję stwierdzenie, że za 3 tys. zł (lub 3,2 tys. zł za wersję z dyskiem 512 GB) ciężko będzie znaleźć ultrabook zauważalnie wyższej klasy. Stąd też śmiało polecam.

© dobreprogramy
s