Test routera EDIMAX BR-6288 ACL: niedrogi sprzęt 802.11ac może być ładny i użyteczny

Strona główna Lab Sprzęt sieciowy

O autorze

Jak wyglądają routery, wszyscy wiecie. Ot takie sobie plastikowe pudełka z wystającymi antenkami i migającymi zielonymi lampkami. W dostarczonym nam do testów Edimaksie BR-6288 ACL routera nikt nie rozpoznał. Wykonany z białego plastiku obiekt wyglądał raczej na elegancki gadżet erotyczny czy sondę obcych, niż urządzenie sieciowe. A jednak w tej osobliwej obudowie kryje się dwupasmowy router, który powinien spodobać się nie tylko tym, którzy zainteresowani są ciekawym wzornictwem, ale też tym, którzy potrzebują wydajnej domowej sieci bezprzewodowej. Co jeszcze dziwniejsze, router nie tylko świetnie wygląda i osiąga niezłe parametry, ale też jest relatywnie tani – kupimy go za ok. 180 złotych.

Zachwyt oczu, cierpienie uszu

Ze stopki-podstawy o średnicy siedmiu centymetrów wznosi się łukowato na wysokość 21 centymetrów smukły prostopadłościan o zaokrąglonych narożnikach, tworząc ciągłą bryłę z białego, twardego, wysokiej jakości plastiku. Po obwodzie podstawy poprowadzona jest dioda, sygnalizująca swoim kolorem stan pracy urządzenia. Na podstawie znajdziemy też przycisk WPS/Reset, jedno gniazdko Ethernetu 10/100 Mbit/s, złącze microUSB do podpięcia zasilacza oraz przełącznik trybu pracy Wi-Fi. Tryb normalny zapewnia maksymalna siłę sygnału (TX) i pozwala objąć zasięgiem routera całe mieszkanie, tryb „zielony” pozwala na zmniejszenie siły sygnału i zużycia energii o 30%.

Do routera dołączona jest ładowarka USB z kablem z gniazdkami USB/microUSB. Już na wstępie muszę wspomnieć o jej okropnej wadzie – po podłączeniu do gniazdka, nieznośnie piszczy, co usłyszy każdy zdolny słyszeć dźwięki b. wysokiej częstotliwości. Na szczęście uniwersalna forma zasilania pozwala sięgnąć po inny zasilacz. Ja wykorzystałem zalegający w szufladzie zasilacz HTC o amperażu 1A. Bez problemu udało się też zasilać urządzenie prądem 900 mA z gniazdka USB 3.0 w komputerze. Trudno powiedzieć, czy problem dotyczy wszystkich egzemplarzy zasilaczy tego routera, ale jeśli usłyszycie pisk, to przygotujcie się na niewielki dodatkowy wydatek.

Druga ważna rzecz, którą znajdziemy w opakowaniu, to rozdzielacz (splitter) RJ-45. Po umieszczeniu go w gniazdku Ethernetu, możemy dodatkowo do routera podłączyć jedno urządzenie z sieci lokalnej, np. dysk sieciowy. Bez niego jesteśmy skazani na wykorzystywanie gniazdka tylko do podłączenia sieci WAN. W warunkach domowych rzadko kiedy dziś potrzeba jednak podłączyć więcej niż jedno urządzenie przez Ethernet, więc w założonych zastosowaniach tego urządzenia trudno takie rozwiązanie uznać za wadę.

Instalacja i konfiguracja – nawet dla zielonych

Instalacja routera jest trywialna. Po uruchomieniu i podłączeniu do zasilania oraz sieci WAN, czekamy aż okrągła dioda zaświeci na pomarańczowo, a następnie korzystając z laptopa, tabletu czy smartfonu wyszukujemy sieć Wi-Fi z identyfikatorem edimax.setup. Łączymy się z nią i przez przeglądarkę odwiedzamy adres http://edimax.setup. W ten sposób otwieramy webowy panel sterowania, z kreatorem, za pomocą którego szybko skonfigurujemy urządzenie.

BR-6288 ACL oferuje pięć trybów pracy – jako normalny router Wi-Fi (podpięty do modemu), jako punkt dostępowy (podpięty do routera), jako wzmacniacz sygnału istniejącej już sieci bezprzewodowej, jako mostek Wi-Fi (bridge), oraz jako odbiornik WISP (czyli obsługujący bezprzewodowego dostawcę Internetu). Przetestowałem urządzenie zarówno w trybie routera (podpiętego do modemu optycznego Dialogu) jak i wzmacniacza sygnału, w każdym wypadku jego zestawienie było proste i bezproblemowe. Domyślne ustawienia są w większości wypadków poprawne – np. w trybie routera uruchomione zostaną jednocześnie pasma 2,4 oraz 5 GHz, a adresy IP będą pozyskiwane automatycznie.

Po ustawieniu wszystkich opcji zobaczymy ich podsumowanie, przycisk pozwalający na zrobienie kopii zapasowej do pliku, oraz przejście dalej, do wdrożenia. Kilkanaście sekund wystarczy, by dioda rozjarzyła się przyjemną zielenią, oznaczającą, że urządzenie jest gotowe do pracy w wybranym trybie. Później jest ono w zasadzie samoobsługowe, nawet aktualizacje firmware przeprowadza samodzielnie.

Oczywiście doświadczeni użytkownicy mogą zrobić znacznie więcej. W trybie zaawansowanym możemy skonfigurować parametry sieci (np. MTU czy TTL), zmienić sobie adres MAC, zestawić połączenia VPN, dynamiczne DNS, przekierowania portów, utworzyć do ośmiu oddzielnych sieci bezprzewodowych (po cztery w każdym z obsługiwanych pasm), wreszcie zaś zestawić specjalną sieć dla gości, izolowaną od sieci głównych. Ciekawostka – producent przygotował aplikacje mobilne dla systemów Android i iOS, które mają ułatwić zarządzanie routerem tym, którzy nie lubią przeglądarkowych paneli. Nie oferują one jednak niczego ponadto, co uzyskać można przez panel webowy.

Router, który streamingu gier się nie lęka

Czas na najistotniejsze: realne osiągi tego urządzenia. EDIMAX BR-6288 ACL jest zgodny ze wszystkimi standardami łączności bezprzewodowej 802.11, w tym z 802.11ac, pozwalającym na przesyłanie danych z prędkością 150 Mb/s w paśmie 2,4 GHz i 433 Mb/s w paśmie 5 GHz. Co ważne, w wypadku tego routera jednocześnie możemy korzystać z obu pasm. Jakie są jednak realne wyniki urządzenia ze skromną przecież konfiguracją anteny – MIMO 1x1:1?

Coś tu jednak nie grało w deklarowanych przez producenta maksymalnych osiągach urządzenia. W czym problem? W domu korzystam z łącza światłowodowego 100 Mb/s od Netii, podłączonego do modemu optycznego z wyjściem gigabitowego Ethernetu. Router Edimax ma złącze Fast Ethernet, czyli maksymalnie 100 Mb/s. Nie podłączymy do niego przez USB 3.0 żadnego zewnętrznego napędu, z którego można by zapewnić przesyłanie plików z należytą szybkością. W zasadzie te szczytowe szybkości zobaczymy wyłącznie między połączonymi bezprzewodowo urządzeniami w tej samej sieci lokalnej, a czy taka konfiguracja w ogóle ma sens?

Do testów posłużył mi MacBook Air 13” rocznik 2013, z podłączonym do niego modułem 802.11ac USB-AC56, desktopowy komputer z czipsetem Intel 7260 802.11n, tablet NVIDIA Shield, również z radiem 802.11n, oraz podłączony do routera przez Ethernet dysk sieciowy Synology DS213. Pierwszy test to przegranie gigabajtowego pliku z Synology na urządzenia klienckie.

Niezbyt ciekawie, prawda? Wąskim gardłem jest oczywiście kabel, nie sieć radiowa. Przy pobieraniu danych z Internetu wyniki u większości będą jeszcze gorsze, bo przecież optyczne 100 Mb/s nie jest często spotykane.

Spróbujmy zatem przegrać pliki między urządzeniami (po HTTP), serwowane z desktopowego komputera:

Jak widać, też rewelacji nie ma. Tu wąskim gardłem było Wi-Fi 802.11n desktopowej maszyny. Zapewne, gdyby wszystkie urządzenia bezprzewodowe zgodne były z 802.11ac, to osiągnięcie wyników na poziomie ~400 Mb/s nie byłoby niemożliwe. Nie miałem jednak tego jak sprawdzić, zresztą jest to osobliwy scenariusz jak na zastosowania tego niedrogiego routera.

Nie ukrywajmy jednak, nie o szybkości transferów w domowej sieci bezprzewodowej dziś chodzi, ale o jej stabilność i dobrą priorytetyzację ruchu. Pod tym względem testowanemu routerowi nic nie można zarzucić. Nie tylko pozwalał na płynny streaming wideo 1080p z dysku Synology na urządzenia klienckie, ale też pozwalał w tym czasie na jednoczesny streaming gier 1080p z usługi NVIDIA GRID na tablet SHIELD (oczywiście to w paśmie 5 GHz) – i nie przeszkadzało to w normalnym surfowaniu po Sieci na MacBooku. W dostępnym sobie zakresie przepustowości, EDIMAX BR-6288 ACL sprawdzał się bardzo dobrze przez cały okres testów.

Kogo ucieszy, kogo rozczaruje?

Testowany przeze mnie router nie jest urządzeniem dla każdego. Nie jest urządzeniem dla mnie, przede wszystkim ze względu na brak gigabitowego Ethernetu oraz skromną liczbę portów RJ-45 – jeden, dosłownie jeden. Można (a czasem trzeba) wykorzystać splitter, ale ani to ładne jest rozwiązanie, ani wydajne. A wielka szkoda, bo router Edimaksa wygląda naprawdę świetnie, pokazuje że i urządzeniom sieciowym przemyślane wzornictwo może dobrze zrobić.

Mogę jednak śmiało polecić urządzenie to każdemu, kto potrzebuje niedrogiego dwupasmowego routera do mieszkania (niekoniecznie do domku jednorodzinnego, zasięg może nie być wystarczający) i nie ma jakiejś specjalnie skomplikowanych potrzeb, nie używa podłączanych przez Ethernet drukarek czy dysków sieciowych. Router spisuje się dobrze nie tylko w codziennym korzystaniu z Internetu, ale też streamingu wideo FullHD, i co szczególnie ciekawe, streamingu gier z usługi Nvidii. Automatyczne aktualizacje firmware zapewniają przyzwoity poziom bezpieczeństwa, a panel sterowania jest wygodny w użyciu. Głównym minusem urządzenia (oprócz wspomnianego Ethernetu) jest zasilacz – jego na szczęście można jednak zastąpić dowolną jednoamperową ładowarką telefoniczną USB.

© dobreprogramy
s