Test trzeciej generacji Motoroli Moto G. Czysty Android to nie wszystko

Strona główna Lab Smartfony i tablety

O autorze

Nowa seria smartfonów Motoroli budzi nasze zainteresowanie już od kilku tygodni. Ich pierwsza prezentacja dała nam nie lada powody do optymizmu, który został nieco ostudzony informacjami o rynkowych cenach tych urządzeń w Polsce. W końcu mamy możliwość ostatecznie zweryfikować, czy trzecia generacja Moto G ma szansę powtórzyć sukces poprzedniczek.

Trzeba wziąć pod uwagę, że Moto G to najtańszy smartfon serii, a jego bezpośrednimi konkurentami nie są bynajmniej zajmujące nagłówki branżowej prasy iPhone'y czy Galaxy S. Jasnym jest zatem, że specyfikacja techniczna nowej Motoroli jest poniekąd efektem kompromisu pomiędzy koniecznością zmieszczenia się w ograniczonym budżecie, a zapewnieniem użytkownikom możliwe jak najlepszej wydajności.

Techniczne punkty Moto G

Wyświetlacz urządzenia, wykonany w IPS, posiada rozdzielczość 720p i przekątną o długości 5 cali, liczba pikseli na cal kwadratowy wynosi zatem przyzwoite, choć odległe od ideału, 294. Na ekran trudno narzekać – jego kolory są żywe i dobrze odwzorowane, kontrast wysoki, a sensory czułe na dotyk. Całość została zabezpieczona szkłem Corning Gorilla trzeciej generacji.

Podczas opisywania technikaliów trzeciej Moto G trudno nie odnosić się do jej, wydanej przed rokiem, poprzedniczki. Różnice można podsumować stwierdzeniem, że nowa Moto w zdecydowanej większości parametrów jest większa lub lepsza. Nie we wszystkich jednak, i finansowe ograniczanie spoczywające na projektantach smartfona spowodowały także pewien regres. Niewielki zresztą – w stosunku do zeszłorocznej odsłony, w nowej G zabrakło optycznego stabilizatora obrazu oraz głośnika stereo.

Zastosowany w urządzeniu procesor Snapdragon 410 ma cztery rdzenie CPU Cortex-A53, taktowane z częstotliwością 1,4 GHz. Ponadto w urządzeniu dostępny jest 1 GB RAM-u. W wariancie, który testowaliśmy, wielkość pamięci wewnętrznej to 8 GB. Dostępna jest także wersja z 16 GB, jednak nie w ramach oficjalnych kanałów dystrybucji w Polsce. Ponadto podczas spotkania z przedstawicielami Motoroli dowiedzieliśmy się, że nie należy oczekiwać, aby zmieniło się to w najbliższej przyszłości. Akumulator o pojemności 2470 mAh pozwala na około 36 godzin działania na jednym ładowaniu, uwagę zwraca duża szybkość ładowania.

Solidnie, ale topornie. Moto trzeba pokolorować!

Moto G dobrze leży w dłoni, lecz jej wzornictwo jest dość prymitywne. Jedyne czym może zainteresować ten smartfon w kwestii wyglądu, to możliwość stworzenia własnej kompozycji kolorystycznej za pomocą dostępnych pakietów tylnych klapek. Ich ceny mają się zaczynać od 50 zł. Nie zapowiada się na to, aby w przyszłości w Polsce było możliwe kupno telefonu dopasowanego do własnych upodobań estetycznych za pomocą narzędzia Moto Maker.

Problemem w przypadku wyglądu smartfona, już w przypadku drugiej generacji, była jego… symetryczność. Srebrne listwy kryjące głośnik i mikrofon były tam tej samej długości, co sprawiało, że telefon posiadał oś symetrii. To zaś rodziło w praktyce pewne problemy. Podczas sięgania po telefon, często chwytało się go odwrotnie. W przypadku nowej Moto problem, mimo widocznych podjętych w tym kierunku kroków (listwa mikrofonu jest około 1 cm dłuższa niż górna), rozpoczynanie korzystania ze smartfona wciąż przypomina grę w ruletkę.

Wszystkie krawędzie obudowy zostały wyraźnie zaokrąglone, podobnie jak płaszczyzna tylnej części obudowy, co pozwala na łatwiejsze chwytanie (a potem chwytanie drugi raz, tym razem w odpowiednim zwrocie) urządzenia. Na górnej krawędzi znajduje się gniazdo mini jack, na dolnej miniUSB. Po prawej stronie natomiast, umieszczono przycisk głośności oraz włącznik, jedyne fizyczne przyciski. Na tylnej części znajduje się podłużna wysepka z umieszczoną na niej kamerą oraz podwójną LED. Poniżej mieści się natomiast bardzo wygodne zagłębienie opatrzone logo Motoroli, w którym, podczas obsługi telefonu jedną ręką, ląduje czubek palca wskazującego. To proste rozwiązanie dość istotnie zwiększa komfort korzystania i poczucie pewnego chwytu.

Wspomniany komfort jest jednak umiarkowany. Spasowanie nudnej jak szkolenie BHP, czarnej silikonowej klapki, która znalazła się w dostarczonym do redakcji egzemplarzu, wypada po prostu słabo. Nie ma oczywiście mowy o widocznym odstawianiu elementów, niemniej podczas korzystania, co chwilę dało się słyszeć nieprzyjemne skrzypienie silikonu oraz odczuwalny „luz” na tylnej części. Wymiary urządzenia 142,1 × 72,4 × 11,6 mm, masa wynosi 149 gramów.

Z nieskrywaną ochotą przystąpiliśmy do testów wodoodporności – Moto G posiada klasyfikację IPX7, co ma pozwalać na pełną wodoodporność przez maksymalnie 30 minut zanurzenia. Test został zakończony pomyślnie. Zaskakujące jest jednak to, że obudowa Motoroli wcale szczelna nie jest, po wyjęciu smartfona z wody i zdjęciu tylnej klapki, woda wręcz kapała z jej wnętrza. Wystarczyło jednak zastosowanie nanopowłoki, szczelnego osłonięcia gniazd na karty SIM i microSD oraz fakt, że Moto G posiada całkowicie zabudowaną i niewyjmowalną baterię. Wszystko to sprawia, że smartfon, mimo że zdecydowanie daleko mu do jakkolwiek pojmowanej szczelności, gwarantuje pełną sprawność nawet po półgodzinnej kąpieli.

Podsumowując kwestię wyglądu – jest topornie, ale solidnie. Oraz wodoodpornie. Trudno jednak krytykować urządzenie, w przypadku którego, jednym z głównych argumentów sprzedażowych są kolorowe obudowy. Mimo że dostarczony do nas egzemplarz prezentuje się dość mizernie, to nie mamy wątpliwości, że energiczne kolory wniosą w wygląd Moto G wiele atrakcyjności i oryginalności, które zdewaluują nasze, uzasadnione w kontekście czarnej klapki, narzekania.

Android czysty jak niewieście serce

Pokaźna rzesza oddanych fanów Motoroli w codziennym pacierzu zapewne dziękuje Najwyższemu za człowieka, który jako pierwszy wpadł na pomysł, by sprzedawać telefony z niezmodyfikowanym Androidem. Świadome zdają się być tego także osoby odpowiedzialne za marketing – najbardziej zaawansowany model z serii, sprzedawany w Europie pod nazwą Style, zyskał w Stanach Zjednoczonych miano Pure. Trudno nie przyznać firmie racji w takiej polityce – niemodyfikowany Android w wersji 5.1.1 sprawuje się po prostu świetnie.

Poniekąd właśnie działanie systemu operacyjnego, przejrzystość jego interfejsu nieskalanego żadnymi modyfikacjami, sprawia, że satysfakcja z korzystania z Motoroli stoi na tak wysokim poziomie. Mamy bowiem do czynienia dobrze wykonanym urządzeniem o niezachwycającej specyfikacji technicznej, a jednak ma ono w sobie to „coś”, co sprawia, że chce się z niego korzystać. Nie mamy wątpliwości – „czymś” jest właśnie Android w oryginalnym wydaniu.

Szybkość, płynność i stabilność działania interfejsu nie zostanie odzwierciedlona w badających wydajność benchmarkach. W standardowym teście AnTuTu Moto G uzyskała 22 718 punktów, co trudno uznać w tej półce cenowej (która swoją drogą pozostaje rozczarowaniem, o czym zaraz) za wynik imponujący. Moto G nie jest być może urządzeniem, na którym można zagrywać się w najnowsze mobilne produkcje. Niemniej przyjemność, która płynie z przejrzystości i szybkości niezmodyfikowanego systemu operacyjnego może być powodem do zazdrosnych zerknięć posiadaczy nawet kilkukrotnie droższych urządzeń.

Aparat, który zakrzywia rzeczywistość

W przypadku dwóch wyższych modeli z nowej serii, producent chwali się, że posiadają kamery najlepsze w swojej klasie (ostatecznie w pierwszej trójce swojej klasy). W przypadku Moto G powstrzymano się od takich stwierdzeń, niemniej aparat o rozdzielczości 13 megapikseli wciąż miał imponować jakością zdjęć. Na ich jakość, zarówno przy dobrym oświetleniu, jak i w przypadku konieczności doświetlenia, nie można narzekać. Gorzej, jeśli przyjrzeć się fotografiom wykonanym za pomocą Moto G z… linijką.

Niestety, aparat zakrzywia perspektywę. Widoczne jest to szczególnie na poniższym przykładzie, w którym punktem odniesienia mogą być kratki w zeszycie. Nietrudne do zauważenia, już gołym okiem, jest dość duże rozciągnięcie obrazka w stronę lewej górnej krawędzi. Po zastosowaniu precyzyjnej pulpitowej linijki, okazuje się, że różnica pomiędzy punktem górnego a dolnego rogu zeszytu wynosi w osi poziomej 10 pikseli. Nie można twierdzić, że jest to zjawisko niezauważalne.

Aparat posiada automatyczny tryb HDR oraz możliwość nagrywania filmów w maksymalnej rozdzielczość 1080p przy 30 klatkach na sekundę.Cóż z tego, że jakość zdjęć stoi na wysokim poziomie, a kamera dobrze radzi sobie nawet w kiepskim oświetleniu, skoro wykonane za pomocą Moto G fotografie są, mówiąc krótko i dosadnie, krzywe.

Podsumowanie

Moto G nie jest smartfonem idealnym, a można odnieść wrażenie, że takie opinie krążą wśród zdeklarowanych miłośników urządzeń Motoroli. Szczególnie biorąc pod uwagę frustrujący fakt, że w Polsce jego cena, w wysokości 900 zł, jest niemal dwukrotnie wyższa niż w Stanach Zjednoczonych. Takiego niedopuszczalnego stanu rzeczy nie ratują nawet takie dodatkowe funkcje, jak możliwość uruchomienia latarki czy aplikacji aparatu za pomocą potrząśnięcia.

Nie można mieć jednak wątpliwości, że smartfon znajdzie swoich miłośników i ma ku temu wiele powodów. W zasadzie w każdym aspekcie nowa Moto G przewyższa swoją poprzedniczkę. Trzecia seria najtańszej odsłony Moto nie jest w żadnym wypadku rozczarowaniem. To nadal bardzo dobre urządzenie, które rozwija znaną z poprzednich generacji koncepcję prostego smartfona z niezmodyfikowanym Androidem i wprowadza ją na nowy poziom.

© dobreprogramy
s