The Best of Manjaro GNOME - Linux na Desktopie

Intro

Hektolitry pomyj, tony zniewag, obelgi, widmo prokuratora generalnego i sądu najwyższego w jednej osobie, a nawet sugestie pozbawienia życia (może nawet i zdrowia), nie powstrzymały mnie przed drążeniem tematu i obalaniu kolejnych fantazji sianych przez fanatyków wodzirejów. Przed wami Manjaro GNOME, diament w kernelowej koronie, pogromca Windows i Ubuntu! Oto krótka historia, która odmieniła życie wielu osób!

Dramat

Zanim zdecydujecie się na obejrzenie materiału, przeczytajcie, co na ten temat mówią naoczni świadkowie. Poszkodowanych odwiedziła z mikrofonem nasza ekipa. Oto co zarejestrowali:

Danuta H. „Panie, mój chłop jak to zobaczył to jeno ryknoł, żebym łapała pralkę i uciekała do piwnicy. Pacz pan, dwa dni siedzieliśmy na dole, bo baliśmy się wyjść. Zięć panie przez dwa tygodnie nakładał pacze i greptał kompila... Już potem nie był taki sam

Zdzisław D. po spożyciu połowy butelki cioczosanu, tak oto wspomina tragiczne wydarzenia tamtego popołudnia:

Jak w 78. pękła rura, to takiego smrodu nie było jak teraz. Obiecywali, że będzie lepiej, a syn z mężem do tej pory nie mogą zrozumieć, jak ktoś mógł ich tak oszukać. Zdrowie nam zrujnowali… Co za Meksyk! Gorzej, panie Sandomierz jakiś!

Rodzina pani Danuty do dziś boryka się problemami natury intymnej. Migracja domowego komputera z systemem Windows 10 na Manjaro okazała się fatalna w skutkach. Mąż pani Danuty do dziś nie może się pogodzić z tym, co spotkało go zaraz po pierwszym logowaniu. Noce spędzone w zimnej piwnicy odcisnęły straszliwe piętno na jego zdrowiu. Nie mówiąc nikomu ani słowa, wyjechał na zachód zdzierać azbestową otulinę do izolacji klozetów.

Syn pana Zdzisława, Marian, z wykształcenia kuglarz glazurnik, cierpi na nerwicę. Mąż poprosił go o zmianę tapety na nowym komputerze, który podarowała im teściowa pana Mariana. Szybko okazało się, że ta prosta czynność zamieniła ich życie w koszmar, który do dziś prześladuje całą załogę pobliskiego sklepu z galanterią betonową i paprykarzem szczecińskim.

Komedia

Mówili, popatrz, na co ci Windows, jest przecież Manjaro. Tak mówili. Głosem pełnym świętego oburzenia mówili, że KDE jest niedopracowane, a XFCE to bajka. Szybko okazało się, że była to jednak zwykła bajka. GNOME, mówili, zobacz GNOME, GNOME jest takie dobre! GNOME jest pycha!

Czy jest to prawda? Czy Manjaro GNOME jest Świętym Graalem, o którym mówią pradawne zwoje odnalezione na przedmieściach Radomia? Czy nieszczęście, jakie spotkało rodziny pani Danuty i pana Zdzisława to fakt, czy tylko fatamorgana jak twierdzą urzędnicy z sołectwa Pakosław? Oceńcie sami. Peace V. 

Podsumowanie

Te cztery minuty filmu rozwiewa resztki wątpliwości co do Linuksa na desktopie i stopnia dopracowania desktopowych dystrybucji. Zwróćcie uwagę, że do tej pory pokazałem tylko to, jak na linuksowym desktopie wyglądają najprostsze czynności. Coś, co pod Windows robimy praktycznie bez zastanowienia, pyk i zrobione, człowiek nawet sekundy nie zmarnował na myślenie o tym. Czemu miałby? Co będzie, kiedy zabierzemy się za bardziej zaawansowane aspekty jak zwiększanie głośności? Strach pomyśleć, co może czaić się w mrocznych zakamarkach linuksowego miksera!

Czy powiązanie wyświetlania tapety ze zmianą skalowania jest czymś, czego oczekuje normalny człowiek? Nie. Czy proponowanie tapet, których nie ma w systemie, jest tym elementem, który decyduje o perfekcyjnie dopracowanym desktopie? Najwyraźniej pod Manjaro GNOME tak.

Czy przymus wylogowania się z systemu, żeby zmienić wielkość UI (KDE) to to, czego oczekuje normalny człowiek? Nie. Czy XFCE… a idź pan w cholerę! Czy Manjaro jest jakimś niechlubnym wyjątkiem na tle innych dystrybucji? Użytkownicy Linuksa z lubością i brakiem nawet najmniejszych oznak wstydu lub zażenowania, przedstawiają Manjaro GNOME jak wzór prawidłowej implementacji desktopowych założeń. Jak widać, te założenia różnią się w zależności od rozwoju cywilizacyjnego, kultury osobistej i dobrego smaku.

Doświadczenia i praktyka pokazują, że prawidłowa implementacja desktopu pod Linuksem nie istnieje, ale używanie tego w zaciszu przytulnej piwnicy nie powinno zaszkodzić postronnym.

To są FAKTY. Jest bardzo prawdopodobne, że gdyby energia którą „pryszcze” wkładają w ciskanie obelg, sianie fermentu, ordynarnych kłamstw, fantazji i zwykłych piardów na temat Linuksa, została skanalizowana i poprowadzona we właściwym kierunku, to kto wie, może za 15 lat…

Jest bardzo prawdopodobne, że gdyby energia, którą normalni, zdrowi użytkownicy Linuksa poświęcają na mnożenie dystrybucji i forkowanie czego popadnie, to kto wie, może za 15 lat udałoby się uporządkować linuksowy bałagan. Na razie, zostaje wam sznurek, kłębek drutu albo Windows 10.

Update!

Redakcja portalu DobreeProgramy odznaczyła mnie badżem poczytnego blogera. Obiecuję, że to dopiero początek! Dziękuję wszystkim miłośnikom mojej twórczości, kolegom: Anonimo, KyRol i wszystkim innym, anonimowym lub nie!

Koledzy, świetna robota! Gdyby nie wasze uporczywe czytanie w kółko mojej twórczości, nie byłoby nas tu dzisiaj!