Tomek a software, czyli Firefox 29 z punktu widzenia użytkownika Chrome

W dzisiejszym wpisie chciałbym nieco bliżej przyjrzeć się przeglądarce Firefox, która kilkanaście godzin temu obchodziła premierę swojej nowej wersji oznaczonej numerem 29.

Moje zainteresowanie nowym wydaniem najpopularniejszej przeglądarki internetowej na świecie wzięło się z kilku przyczyn.
Pierwszym powodem mojego zainteresowania było zamieszanie wokół byłego już dyrektora Mozilli Brendana Eicha, który otwarcie sprzeciwił się idei małżeństw homoseksualnych (zamieszanie oraz krytyka jaka spotkała tego człowieka to moim zdaniem zwykły przejaw pogwałcenia wolności słowa oraz wyrażania własnego zdania). Natomiast drugim czynnikiem przyciągającym było wydanie przeglądarki wyposażonej w nowy interfejs Australis.

Jako wieloletni użytkownik przeglądarki Chrome do nowej edycji przeglądarki konkurencji podchodziłem z małym dystansem co spowodowane było moimi wcześniejszymi próbami przekonania się do ognistego lisa.

Sam proces instalacji nie wnosi żadnych zmian. Standardowy wybór lokalizacji instalacji, licencja oraz import ustawień z innych przeglądarek- nic czego nie widzieliśmy w innych przeglądarkach.

Nowości pojawiają się zaraz po pierwszym uruchomieniu nowego browsera.
Naszym oczom ukazuje się nowe menu główne, pasek nawigacji, nowe menu podręczne, a także tutorial wprowadzający użytkownika do nowego interfejsu.

W porównaniu z poprzednimi edycjami przeglądarki z logo lisa zaobserwować można wiele zmian:

Moim skromnym zdaniem Mozilla w swoim najnowszym dziele idzie w ślady swojego konkurenta od Googla, a mianowicie idzie w minimalizm oraz prostotę. Świadczą o tym minimalistycznie zbudowane menu oraz większe wyważenie kolorów przeglądarki.
Jednak nie samymi zmianami interfejsu człowiek żyje.

Zaraz po instalacji przeglądarki widoczne było o wiele płynniejsze otwieranie stron internetowych, a także sama praca browsera. W porównaniu z wydaniem 28, Firefox stał się dużo bardziej stabilnym programem. Po kilku godzinach pracy na nowym dziecku Mozilli nie uświadczyłem żadnych problemów z wtyczką flash, czy też popularnym przycinaniem się przewijanych stron WWW.

Jeżeli chodzi o wykorzystywanie zasobów systemowych to w przypadku czystej wersji przeglądarki to wykorzystuje ona około 20 % mniej pamięci oraz procesora co jest dużym skokiem, jeżeli chodzi o użytkowników ze słabszymi maszynami.

Kilka kroków Mozilla wykonała także w kierunku zwiększenia wygody korzystania ze swojej przeglądarki. Wszystkie opcje oraz menusy poukładane zostały w sposób intuicyjny oraz uporządkowany co pozwala na szybsze oswojenie się z programem użytkownikom niezaznajomionym z Firefoxem.

Podsumowując chciałbym oddać pracownikom Mozilli to, iż w końcu pokazali, że jeszcze wiele mogą pokazać na polu przeglądarek internetowych. Sam będąc użytkownikiem Google Chrome jestem bardzo mile zaskoczony nowym wydaniem programu z logiem lisa oraz mogę zapewnić, że z nowym numerem Firefoxa będę częściej korzystał z produktu Mozilli.

 

Komentarze