FantAsia: test Astrotec Redspace-S80, słuchawek TWS nęcących audiofilów berylem

Na rynku słuchawek TWS (pchełek) robi się coraz ciaśniej, oczywiście ponownie głównie za sprawą uwielbianych przeze mnie azjatyckich firm. Do wyboru, do koloru, do tego w najprzeróżniejszych widełkach cenowych. Do tej pory byłem raczej fanem słuchawek zakrywających całe uszy, ale po głowie naturalnie chodziło mi już od jakiegoś czasu także sprawdzenie porządnie grającego modelu True WirelesS. Co wziąć sobie na warsztat? O tym zadecydował stosunek jakości do ceny, a także rzecz jasna pozytywne wstępne recenzje. Postanowiłem przyjrzeć się zbierającej naprawdę niezłe opinie propozycji firmy Astrotec, a konkretnie Redspace-S80. Główne hasło reklamowe to w tym przypadku membrany z berylu, a więc podobno dużo lepsze brzmienie. Coś, co do niedawna zarezerwowano było raczej dla propozycji hi-end, teraz dostajemy już w sprzęcie za poniżej 90 dolarów

Astroteców jest na świecie dużo i działających w różnych branżach. Nazwa nie jest zbyt oryginalna, zwłaszcza jeśli dorzucić do tego wariacje z K czy CH na końcu. Przeciętnemu konsumentowi wystarczy wiedzieć, że firma odpowiedzialna za opisywane słuchawki bawi się w audio od 2002 roku, więc zdołała już zgromadzić wielu wiernych fanów swoich kosmicznych (ASTRO-nomy) technologii (TEC-hnology). Na spokojnie dekadę parała się dopracowywaniem rozwiązań przy współpracy speców od akustyki oraz modelowania i cięcia futurystycznych brył, by w 2012 uderzyć z pierwszym produktem, nazbierać nagród i już ostrzej pociągnąć temat. Jest ona obecnie w Top 10 chińskich firm z tego segmentu.

Opakowanie i zawartość

Twardy, seledynowy karton obleczony jest białym rękawem, zapewniającym kupującego o nabyciu iście audiofilskiego produktu. Jedno ujęcie słuchawek na froncie. Skromnie, ładnie, z zarysem podstawowych informacji o modelu z tyłu i zdrapką gwarantującą oryginalność egzemplarza z boku. Po otwarciu opakowania właściwego, na magnesy, wita nas miły dla oczu wizerunek blond modelki, prezentującej poprawne założenie słuchawek. Plastikowa wkładka, przykrywająca zawartość właściwą obok, dodatkowo podkreśla sposób włożenia ich do uszu oraz opisuje, jak sparować je po Bluetooth. Z papierologii, mamy tylko kartonik kontroli jakości plus skróconą instrukcję obsługi. Pchełki zawarto w gustownym futerale obitym szarawym, z wyglądu lekko staromodnym materiałem. To zarazem power bank, umożliwiający podładowanie słuchawek i ich przechowywanie. Do tego dochodzi mini-futerał, z pięcioma dodatkowymi parami gumek dla lepszego komfortu i kabelek USB-C.

Co w Astrotec S80 jest astrotechniczne:

  • Membrana: Beryl
  • Impedancja: 16 Ohm
  • Zakres częstotliwości: 5 do 25000Hz
  • Akumulator: 55 mAh na słuchawkę plus 500 mAh futerał
  • Inne: odporność na zachlapanie IPX5, Bluetooth 5.0 z obsługą HFP, HSP, A2DP, AVRCP, SPP i PBAP
  • Zasięg: do 10 metrów
  • Wymiar pudełka: 175 x 112 x 52 milimetrów

Pierwsze wrażenia

Od ujęcia w dłonie, Astrotec-S80 daje wrażenia dorosłego, przemyślanego, ekskluzywnego nawet produktu, który pasowałby do garnituru. Połączenie szarości, srebra oraz czarnego dobrze wpływa na początkowy jego odbiór. Słuchawek nie da się ładować inaczej, niż przez futerał. Wskakują na magnes w odpowiednie dla siebie otwory, diodą informując o ładowaniu. Nie ma żadnych problemów z wyjęciem ich. Futerał też ma rząd niebieskich diod tuż przy zamknięciu, ukazujących stan jego akumulatora. Od razu dygresja, w stosunku może nawet do wszystkich TWS-ów: nie są na każde uszy. Żadna z par gumeczek nie zadowoliła mnie w pełni, umożliwiając bezstresowy odsłuch muzyki, bez obaw przed wypadnięciem pchełki z ucha czy desynchronizacji dźwięku lewa-prawa strona, bo się poluzowało w małżowinie. Wytwórca dorzuca kurczliwe, gąbkowe końcówki, za co brawa, ale tych osobiście nie lubię, bo dają inne brzmienie. Ostatecznie używam najmniejszych silikonowych, natomiast i tak myślę o zamianie na sprawdzone uniwersalne gumki. Na całe szczęście dokupić zawsze można. W tym kierunku właśnie niebawem mam zamiar pójść.

Budowa

Kabel USB od ładowania idzie do kolebki, a dopiero z niej prąd pobierają słuchawki. Te nie mają na sobie żadnych przycisków. Są obsługiwane albo z poziomu urządzenia, z którym je sparowaliśmy, albo dotykowo. Opiera się to na pojedynczym lub podwójnym muśnięciu lewej bądź prawej słuchawki, co owocuje konkretną akcją, typu ściszenie piosenki. Dłuższe przytrzymanie palcem odpowiada za przeskok między utworami, start asystenta głosowego w telefonie czy wyłączenie słuchawki lub obu. Niestety dotyk nie jest przewidywalny. Raz zadziała błyskawicznie, innym razem z opóźnieniem. Poprawia się lekko słuchawkę w uchu, a ona nagle przestaje grać, gdyż się zdezaktywowała. A poprawiałem często. Ostatecznie człowiek obchodzi się z S80 jak z jajkiem, a chyba nie do końca o to chodzi… Z zestawu naturalnie da się korzystać do rozmów telefonicznych. Rozmowa odbywa się w stereo. Słychać kogoś dobrze. Nieco gorzej w drugą stronę, czyli jak my mówimy. Co ciekawe, słuchawki można rozparować i używać osobno mono, z dwoma niezależnymi telefonami. S80 są ponadto odporne na zachlapanie w ramach normy IPX5. Cieszy też Bluetooth 5.0.

Granie i czas pracy

Jak wspominałem, miałem trochę zabawy z dobraniem najlepszych gumek, aby prawidłowo ocenić tak jakość dźwięku, jak też izolację od otoczenia. Po pierwsze, co normalne, dajcie należy dać S80 około tygodnia luźnego odsłuchu na wygrzanie się i pokazanie prawdziwych możliwości. Potem już w zasadzie samo dobro. Beryl robi różnicę, choć do speców audio nie należę. Bass jest w sam raz. Bez przegięć, więc jeśli stawiacie na przerysowane łupanie, nie macie tu czego szukać. Zarówno instrumenty, jak też wokal brzmią odpowiednio czysto, pozwalając odkryć nowe brzmienie w znanych już kawałkach. W końcu częstotliwość to od 5 do 25000Hz. W ogóle od razu świetnie słychać, jakiej jakości jest odsłuchiwany plik, jaka jest kompresja. Nie ma niestety takiego efektu skali, że wręcz jesteście gdzieś na sali koncertowej w środku występu, ale i tak jest w porządku przy takiej konstrukcji słuchawek. Jeżeli mielibyście wrażenie, że jest dźwięk jest lekko blaszany, zdecydowanie poprawcie pchełki w uchu. Słuchawki grają około 5 godzin na jednym ładowaniu. Futerał, bez którego i tak nie będziecie chodzić, aby pchełek nie pogubić, umożliwia podładowanie ich do pełna jakieś 5 razy, co daje w sumie jakieś 25 godzin działania. Według mnie wynik w porządku. 

Trzy po trzy – plusy i minusy

+ membrana pokryta berylem = lepszy dźwięk

+ dobry czas pracy

+ stylowe dodatki

- trudności w dopasowaniu do ucha

- szwankująca obsługa dotykiem 

- mikrofon słabo zbiera dźwięki 

Jeżeli macie już jakieś doświadczenie z modelami typu TWS i poszukujecie czegoś z wyższej, ale niekoniecznie najwyższej półki, Astrotec S80 będzie niewątpliwie ciekawą propozycją. Beryl robi różnicę i nawet laik audio to wyczuje, natomiast wątpię, aby taki właśnie laik potrzebował modelu w tej cenie. Dobrej, ale zdecydowanie wyższej od podstawowych propozycji. Ponadto nie każdemu taka forma słuchawek zwyczajnie fizycznie przypasuje. Uszy mamy różne. Zastanawiając się dopiero nad pierwszymi pchełkami, popatrzcie na niższą półkę. Żeby ewentualnie nie było żal wydanych pieniędzy... Największa wada tej propozycji to obsługa dotykiem, która potrafi przynieść falę irytacji. Chyba wolę przyciski.